Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Życie na kredycie. Czy ministerstwo zatrzyma emigrację lekarzy?
"Na szczęście Polska to jedyny kraj w UE, w którym lekarz jest śmieciem. Reszta państw szanuje nasze wykształcenie i czeka na nie, więc pakujmy walizki. Żal tylko, że rządzący nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Zapłacą zwykli obywatele. I to drogo" - to wypowiedź anonimowego lekarza na forum. Smutne? Na pewno. Ale czy prawdziwe?
Od maja 2004 roku, czyli od wejścia Polski do Unii Europejskiej mogło wyjechać "za chlebem" ponad 5,1 tys. lekarzy - wynika z opublikowanego na początku marca przez Ministerstwo Zdrowia raportu dotyczącego migracji personelu medycznego. Według liczby wydanych zaświadczeń o kwalifikacjach zawodowych - bo o te źródło opierało się ministerstwo - pracę za granicą mogło już podjąć także 1,5 tys. dentystów i prawie 6 tys. pielęgniarek. Naczelna Izba Lekarska utrzymuje jednak, że dane ministerstwa są zaniżone i liczbę emigrantów w personelu medycznym ocenia na 20 tysięcy. Wśród specjalistów najczęściej wyjeżdżają anestezjolodzy, chirurdzy plastyczni i dentyści. Zagraniczną ofertą zainteresowani są też lekarze pracujący na oddziałach intensywnej terapii.
Powyższe dane mogą robić wrażenie dopiero wtedy, gdy zestawimy je z rozpoznanymi brakami kadrowymi w polskich placówkach medycznych. W szpitalach w całej Polsce wolne etaty czekają - jak podają autorzy ministerialnego raportu - na 4 tys. lekarzy i przeszło 3,2 tys. pielęgniarek. Na samym Mazowszu brakuje około 900 lekarzy. Polska ma najniższy wskaźnik zatrudnienia personelu medycznego na tysiąc mieszkańców w całej Unii Europejskiej. Jeżeli w służbie zdrowia nic się nie zmieni, za kilka lat z pewnością zabraknie nam specjalistów w szpitalach. Średni wiek lekarza wynosi dziś 45 lat, u anestezjologów jeszcze więcej - ok. 50, u pielęgniarek przekracza już 40 lat. Jak zatrzymać młodych lekarzy w kraju?
Lekarzu, zapłać za specjalizację
Pod koniec marca wiceminister zdrowia Bolesław Piecha, zapowiedział jednak, że resort znalazł sposób na zatrzymanie wyjazdów "białego personelu". Zmiany dotyczyłyby przede wszystkim zasad finansowania specjalizacji lekarskich. Dzisiaj absolwent medycyny, aby uzyskać specjalizację ma trzy możliwości. Pierwszą i najbardziej atrakcyjną jest rezydentura, gdzie nauka opłacana jest ze skarbu państwa. Dostęp do niej jest jednak ograniczony (1,4 tys. miejsc w 2007r.). Druga, to gdy można podjąć pracę na etacie w szpitalu. Ze zrozumiałych względów dyrektorzy placówek nie chcą jednak zatrudniać lekarzy bez doświadczenia. Trzecia droga - wolontariat, czyli kilka lat pracy za darmo.
Nowy projekt ministerialny opiera się na założeniu, że dawanie pieniędzy z budżetu państwa na opłacanie rezydentur to - w przypadku, gdy lekarz wyjedzie - pieniądze "wyrzucone w błoto". Dlatego dopiero udzielanie młodym lekarzom pożyczki na opłacenie swojej nauki i pracy, a nie jak jest obecnie pokrywanie w całości kosztów specjalizacji, zachęci lekarzy do pracy w kraju. Taka pożyczka udzielana byłaby na czas trwania specjalizacji (ok. 5 - 6 lat), po której uzyskaniu, lekarz musiałby zacząć spłacać swój dług, jeżeli nie zobowiązałby się do pracy w szpitalu, w którym zdobywał kwalifikacje i doświadczenie. Mówiąc prościej, kredyt umorzony zostanie tym, którzy zdecydują się pozostać w Polsce. Pozostali będą zobowiązani uregulowania finansowych zaległości.
Wiceminister wspominał też o zwiększeniu liczby rezydentur i skróceniu czasu uzyskiwania specjalizacji. Te zmiany pozwolą na wykształcenie większej liczby specjalistów, których już teraz brakuje. Piecha przyznaje jednak, że właśnie zatrzymanie lekarzy w Polsce jest jednym z najtrudniejszych problemów i to nie tylko tego rządu. Jeszcze zapewne przez wiele lat zachodnie kraje Unii Europejskiej będą stwarzały lepsze warunki płacowe. - Dlatego młody lekarz, który zrobi specjalizację w kraju i chce pracować za granicą powinien zwrócić koszt tej specjalizacji - twierdzi wiceminister.
Chybiona propozycja?
Sprzeciw lekarzy wobec nowych rozwiązań jest wyraźny. Te pomysły są nie tylko niesprawiedliwe w stosunku do tej grupy zawodowej, ale i sprzeczne z zasadą równości obywateli wobec prawa - napisał w oświadczeniu z 27 marca Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Pojawiają się wręcz głosy, że taka zmiana mogłaby doprowadzić do zupełnie odwrotnego skutku, lekarze uciekaliby jeszcze wcześniej. - Projekt nieznacznie zmieni sytuację. Trochę ułatwi zdobycie specjalizacji i skróci czas jej pozyskiwania, ale problemu emigracji nie rozwiąże. Coraz częściej kraje UE proponują lekarzom bez specjalizacji odpowiednie kursy i dokształcanie się już tam na miejscu - mówi Romuald Krajewski, członek Prezydium NRL.
- Na rezydenturze dostaje się bodajże 1750 zł miesięcznie. Jeżeli czas uzyskiwania specjalizacji skrócimy nawet do 5 lat, to w przypadku brania tego kredytu wyjdzie nam ponad 100 tys. zł długu wobec państwa. Jak młody lekarz ma to spłacić? Przy obecnych stawkach? - bulwersuje się Weronika, studentka IV roku medycyny na Akademii Medycznej w Lublinie. Pocieszający jest jednak fakt, że przy ewentualnym spłacaniu tak dużego długu, pomogłyby wysokie lekarzy za granicą.
Personel medyczny zgodnie prognozuje, że zmiany nie zatrzymają lekarzy w Polsce. - Ta propozycja nie ma tak naprawdę nic wspólnego z problemem emigracji lekarzy, bo podstawą wyjazdów jest po prostu dążenie do uzyskania lepszych warunków ekonomicznych - ocenia Krajewski - Niewątpliwym plusem byłoby zwiększenie liczby rezydentur, ale to wiązałoby się i tak z dodatkowymi kosztami ze strony państwa - dodaje.
- Jedynym sposobem załatwienia sprawy jest znaczne zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia. Lekarze godnie wynagradzani z dobrą perspektywą rozwoju zawodowego na pewno wybiorą Polskę - twierdzi Radziwiłł.
Dla przyszłości tego projektu ważna jest opinia dwóch ministrów. Nie tylko Zbigniewa Religi, ale także ministra finansów Zyty Gilowskiej. Zwiększenie liczby rezydentur to bowiem większy koszt dla budżetu państwa. Religa w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że wiele za tym pomysłem przemawia. Uważa jednak, że trzeba ją rozważyć i upewnić się, czy taka decyzja nie przyniosłaby innych niż przewidywane, skutków. Gilowska nie wyraziła jeszcze swego zdania w tej sprawie.



Jak dostaniemy wyzsze, satysfakcjonujace pensje, to nie bedziemy wyjezdzac.... »