PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

SPOŁECZEŃSTWO

Zasłużyć na relaks

Marta Wierzbołowska
2007-05-15

Letni wieczór w środku tygodnia to idealny czas na jedno "małe" odprężające po 8 godzinach pracy. Jeśli dodatkowo za kompana mamy dobrego kumpla lub bliską koleżankę czas upływa niepostrzeżenie, a troski dnia codziennego odpływają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Tak było i tym razem. Wszystkie zmartwienia zostawiłyśmy wraz z rachunkiem w lokalu i krokiem spacerowym, delektując się pogodą i chwilową beztroską, zmierzałyśmy w kierunku Traktu Królewskiego. Mijałyśmy kolejne ogródki pubów i kawiarni. W około słychać było szum rozmów, śmiechy oraz muzykę dolatującą z otwartych drzwi klubów. Już tak niedaleko były drzwi domu, gdzie mogłybyśmy pielęgnować, choć jeszcze przez chwilę, z takim trudem wypracowane samozadowolenie. I wtedy jak spod ziemi po drugiej stronie deptaka wyrosła niepozorna postać w przydługim płaszczu i z chustką przy oczach. Chociaż kątem oka zarejestrowałyśmy jej obecność, to upojony radością i jednym małym umysł nie włączył alarmu nakazującego przyspieszenie kroku.

Poczucie winy

Potem było za późno... Cichym i zdławionym głosem drobna kobieta przystąpiła do bardzo skutecznego natarcia. Nie poprosiła o wsparcie, chociaż z góry wiadomo było, jaki jest cel tej przypadkowej konwersacji. Jej przerywany łkaniem monolog trwał około pięciu minut, które jednak w naszej wyobraźni urosły do pół godziny. Opowiadała przerywanym półgłosem, że znalazła się w bardzo krępującej sytuacji i dlatego podeszła właśnie do nas bo my jako kobiety... Że ma bardzo chorą matkę, że właśnie wykupiła leki. "Przepraszam" i "bardzo przepraszam" wstawiała zamiast przecinków. Po tych ciężkich, wlokących się jak ślimak kilku minutach wcisnęłyśmy jej 10 złotych bilonem i podreptałyśmy przed siebie. Ciężko wypracowany nastrój prysnął jak przysłowiowa bańka mydlana, a wypite piwo zaczęło ciążyć w żołądku. Rozstałyśmy się w smętnych nastrojach przed drzwiami taksówki, którą zamówiła znajoma. Ta sama znajoma, zanim odjechała, stwierdziła, że mogła dać owej małej postaci 20 złotych i jechać autobusem - bagatela o tej porze jakieś 45 minut do przystanku docelowego.

Od niefortunnej taksówki do drzwi mieszkania mam jakieś 60 metrów chodnika, przy którym usytuowano przystanek autobusowy, kawiarnię i sklep spożywczo-monopolowy. Mam pecha, nie da się ukryć - nie udało mi się uratować choć resztek pogody ducha, bo na wysokości ławeczki dla pasażerów dopadł do mnie wyglądający na punka chłopak i poprosił, bym kupiła mu w sklepie słoik flaków i bułkę. Jego oburzenie zwaliło mnie z nóg - jakim prawem śmiem odmówić, skoro on "nie prosi o pieniądze"? "Jasne, jak ktoś jest bezdomny to może być i głodny!". Czy miało sens tłumaczenie mu, że przed chwilą oddałam 5 złotych komuś innemu? Czy miałoby to dla niego jakiekolwiek znaczenie? Różnił się stylem od tej małej kobiety, jednak efekt jego działania był ten sam - rozbudzone wyrzuty sumienia u kogoś, kto ciężko pracuje, by móc sobie czasem pozwolić na jedno "małe z pianką".

Wypłaty są 15-go

Długo myślałam o tym wieczorze i o schematach postrzegania, które ludźmi rządzą. 5 złotych to połowa kwoty, która jest potrzebna na dzienne utrzymanie przeciętnie żyjącej osoby. Jak łatwo wyliczyć, miesięcznie potrzeba 300 zł, by wyżyć i nie głodować. Przy mocno napiętym budżecie możemy śmiało powiedzieć, że oddałam tej nieznajomej swój obiad. Flaki w słoiku i bułka to prawie 10 złotych - prawidłowość jasno widać. Odezwać się teraz mogą głosy mówiące, że te wyliczenia są niepotrzebne, że mam gdzie mieszkać, pracuję i żyję; że nie umrę bez paczki papierosów, które są luksusem. Ale czy nie po to właśnie codziennie rano idę do pracy, by móc sobie na te papierosy pozwolić? Czy dlatego, że komuś się nie wiedzie mam odczuwać wyrzuty sumienia? Może należałoby wyrzec się wszelkich przyjemności, na które możemy sobie pozwolić przy takim trybie życia, właśnie ze względu na tych, którzy nie mogą zrobić podobnie.

Broń Boże nie twierdzę, iż nie należy dzielić się z potrzebującymi. Jednak dlaczego rzucane za mną z pogardą "Jasne, nie masz kasy. Wypłaty są 15-go" sprawia, że wstydzę się zarabiania? To nie my, ludzie młodzi, którzy pracują na siebie i starają się być samodzielni, powinniśmy się wstydzić. Ów wstyd i wyrzuty sumienia winni raczej odczuwać ci, którzy żerują na naszym skrępowaniu i braku asertywności. Tacy jak młodzi "bezdomni" z okolicznych pustostanów zbierający na "obiad i karmę dla pieska", którym łatwiej wyżebrać 15 złotych, niż iść do pracy w hipermarkecie. Oni wybrali wolność i swobodę, której my nie mamy. Ich nie krępują godziny pracy, rachunki do opłacenia, wyczerpany organizm poganiany hektolitrami kawy i kolejnym papierosem.

Nasza doba ma tylko 24 godziny, ich wakacje trwają 12 miesięcy. Tak, jasne ten opis jest tendencyjny, jak przecież na każdy problem tak i na ten można spoglądać z różnych stron. Są wśród potrzebujących ludzie, których desperacja popycha do żebractwa, którym warto pomóc. Ale przecież nie jesteśmy w stanie ocenić w ciągu 10 sekund niewygodnego oczekiwania, czy spotkaliśmy wyznawcę "nicnierobienia" czy kogoś, kto stoi na skraju przepaści. Jakkolwiek byśmy nie postąpili i tak przyjdzie nam stanąć twarzą w twarz z dysonansem decyzyjnym. A pytanie o słuszność naszej decyzji będzie nam towarzyszyło jeszcze długo. I uwierało jak kamyk w bucie.

Czego Jaś się nauczy...

Możemy powtarzać, że mała kobieta była w potrzebie, że jej płacz i długa, ogólnikowa przemowa to efekty skrępowania upokarzającą sytuacją. Możliwe, że faktycznie tak było, lecz zawsze, gdzieś z głębi naszych myśli wypłynie paląca wątpliwość: a jeśli daliśmy się oszukać? Przecież jej sposób mówienia mógł być wytrenowany. Mogła z zimną kalkulacją podejść do dwóch roześmianych dziewczyn bo wiadomo, że łatwiej je zawstydzić i zmanipulować, niż kogoś zaabsorbowanego codziennością. Taki ktoś nie polegnie w obliczu cudzych problemów, bo pamięta o własnych, być może innych, co jednak nie znaczy gorszych.

Powodem tego całego zamieszania jest fałszywe przekonanie, z którym wyrastamy, a które wpaja nam nasze społeczeństwo, że ten, kto ma lepszy status materialny jest zobligowany do wspomagania osób, którym wiedzie się gorzej. Ludzka zawiść i zazdrość nie znają granic a Polacy nie stronią od pielęgnowania tych niechlubnych uczuć. To właśnie dlatego czujemy się niezręcznie odmawiając prośbie o datek. Lata socjalizacji zrobiły swoje. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystko, czego nas uczono, jest aktualne. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie. Wiele z tych prawd zdezaktualizowało się, a część z nich nigdy nie było słusznych. Dzielić się, owszem trzeba, ale z umiarem i nie ze wszystkimi.

Każdy znajduje własną metodę na przystosowanie się do nagabujących i zaspokojenie potrzeby pomagania innym. Jedni dalej będą rozdawali pieniądze na prawo i lewo, by potem borykać się z dobijającym ich dysonansem. Inni są opryskliwi i aroganccy, wolą dokonać wpłaty na WOŚP. Ja wolę nakarmić bezdomne koty lub zrobić zakupy jakiejś staruszce z 300-złotową rentą, a od otoczenia odgradzam się głośną muzyką w słuchawkach i książką. Trzeba sobie radzić.

magazyn
Komentarze

  • 2007-05-15 w sumie racja
    W supermarkecie się nie chce pracować. Tylko daj i daj. »
  • 2007-05-15 [gusza] smutne ale prawdziwe
    "Ludzka zawiść i zazdrość nie znają granic a Polacy nie stronią od... »
  • 2007-05-15 [Panczo] Ciekawy Artykuł
    Jestem bezstronny w tej sytuacji .. czasami dam czasami nie .. Prędzej dam... »
  • 2007-05-15 ja też czasem daję
    Czasem daję, choć generalnie wolę przesłać pieniądze Caritasowi. »
  • 2007-09-05 [piotr] brawo marta
    brawo. Całkowicie się zgadzam. »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.