PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

Kadr z filmu

Zabawa w policjantów i złodziei

Krzysztof Krawczyk
2007-07-10

Nicolas Angel jest wzorowym policjantem z Londynu. Otrzymuje najwięcej pochwał, ma na koncie najwięcej aresztowań i uwielbia pracę na ulicy. Paradoksalnie staje się to jego przekleństwem. Przełożeni Angela dochodzą do wniosku, że swoimi wielkimi osiągnięciami niszczy reputację pozostałych londyńskich funkcjonariuszy, a tym samym całej miejskiej policji. Dlatego mianują go sierżantem... w małym miasteczku na prowincji.

Nicolas trafia do nowego miejsca pracy. Już pierwszej nocy robi porządek z nieletnimi pijącymi alkohol w miejscowym barze, aresztuje kilku młodocianych wandali oraz pewnego pijanego kierowcę, który okazuje się jego nowym partnerem. Od tej pory Angel musi sobie dać radę z tutejszymi funkcjonariuszami - niezdarnymi, marzącymi o wielkich policyjnych akcjach, ale też mało garnącymi się do roboty.

Chociaż czas w miasteczku płynie wyjątkowo sennie, okazuje się, że nowy oficer będzie miał szansę na prawdziwie policyjne śledztwo. Pewnej nocy dochodzi do wypadku, w którym ginie para kochanków. Angel podejrzewa, że to nie była przypadkowa kraksa...

Reżyser "Hot fuzz-ostrych psów", Edgar Wright wcześniej nakręcił "Wysyp żywych trupów" i wydawało się, że nowy film będzie kolejną parodią, głupawą komedią z mało śmiesznymi dowcipami. Okazało się jednak, że twórcy zrobili z "Hot fuzz" całkiem niezły pastisz amerykańskiego kina akcji. Pseudotwardziele na brytyjskiej prowincji; syn komendanta, który nałogowo ogląda sensacyjne obrazy typu "Bad Boys", starając się podpatrzeć pracę kinowych oficerów - to wszystko ośmiesza brane zupełnie na poważnie filmy o policjantach i złodziejach, ale też budzi uśmiech politowania. I albo śmiejemy się z nieudolności prowincjonalnych "ostrych psów", albo w szerszym spojrzeniu - z rozreklamowanych, sztucznych "bad boysów" z Ameryki.

Wright świetnie bawi się konwencją kina, żartując sobie z niej na każdym kroku. Nie stroni przy tym od dość brutalnych scen: uciętych głów ofiar samochodowego wypadku czy kościelnej wieżyczki spadającej na dziennikarza miejscowej gazety i wbijającej się w jego głowę. Warto zwrócić uwagę na brytyjski humor, którego w filmie pełno. Gagi i dialogi, którymi raczą nas twórcy, pozwalają na zupełnie przyzwoitą rozrywkę w czasie dwóch godzin w kinowym fotelu.

magazyn
Komentarze

  • 2007-07-10 Hot Fuzz - opinia
    Oglądałem. Film nie zachwyca. W sumie mam już dość taniej amerykańskiej... »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.