Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KULTURA
You forgot Poland?
Polscy fani upomnieli się o swoich ulubieńców. Pearl Jam wkrótce zagra w Chorzowie. Zespół promuje swój najnowszy album "Pearl Jam".
Północno - zachodnie miasto USA słynące z deszczu. Kiedyś produkowano w nim Boeingi. Microsoft Billa Gatesa mieści się niedaleko. Ale ani deszcz, ani samoloty, ani Windows nie przyniosły miastu takiej sławy, jak muzyka. Jednym słowem - Seattle. Podobno w czasie deszczu dzieci się nudzą. Znajdują sobie jakieś zajęcia. Najbezpieczniej zamknąć się w garażu i grać. W taki sposób w 1984 roku powstaje Green River, uznawany do dziś za jeden z pierwszych grunge'owych zespołów. Trzy lata później Ament i Gossard zakładają Mother Love Bone, a poprzedni zespół odchodzi do lamusa. Rockowe życie i przedawkowanie heroiny przez wokalistę Andrew Wooda, kończy żywot tego projektu.
Mniej więcej w tym samym czasie, chłopak z północnych przedmieść Chicago - nieśmiały Eddie Vedder, poznaje pierwszego perkusistę Red Hot Chili Peppers - Jacka Ironsa. Ten daje mu demo Gossarda. Tak bardzo podoba mu się to, co słyszy, że następnego dnia powstają trzy teksty do muzyki Stone'a. Vedder nagrywa swój wokal i odsyła do Seattle. Demo nazywa "Mamasan". Niski, głęboki i bardzo charakterystyczny głos Eddiego tak przypada do gustu Amentowi i Gossardowi, że zaczynają występować razem jako Mookie Blaylock. Nazwa pochodzi od imienia i nazwiska ich ulubionego koszykarza New Jersey Nets. Wiosną 1991 roku Gossard, Ament, McCready, Krusen i Vedder podpisują kontrakt z wytwórnią Epic. Halucynogenny dżem prababci Veddera - Pearl, daje nazwę zespołowi. W deszczu Seattle rodzi się Pearl Jam.
Debiutują w 1991 roku albumem "Ten". Ponad 100 tygodni na liście Bilboardu i 10 milionów sprzedanych egzemplarzy. Komercyjny sukces. Ale grunge nie znosi showbiznesu. Chociaż członkowie zespołu przyznają, że są jego częścią, wolą grać małe koncerty, niż gigantyczne trasy koncertowe. Troszczą się o swoich fanów i walczą o jak najtańsze bilety na ich występy. Drugi album - "Vs", przynosi zmianę w składzie. Pojawia się nowy perkusista - Dave Abbruzzese. Muzyka jest ostrzejsza, szybsza i bardziej dojrzała. Przy kolejnej, studyjnej produkcji, "Vitalogy", muzycy decydują się na znikomą akcję promocyjną. Bojkotują nadal potentata w dziedzinie organizowania tras koncertowych - Ticketmaster, który zawyża ceny biletów. 1996 rok przynosi przełom w ich działalności. Wydają "No code" z Jackiem Ironsem w roli perkusisty. Ostre, grunge'owe brzmienia przeplatają wyciszonymi balladami. Koncertują w USA i Europie. Odwiedzają także Polskę, gdzie zaczynają występ przy świecach w Święto Zmarłych.
I nagle cisza. Nie udzielają wywiadów, nie grają koncertów. W telewizji nie ma ich teledysków. A oni zaszyci w studiu nagraniowym pracują nad "Yield". Próba powrotu do rockowych korzeni i niemalże całkowite zerwanie z grunge'ową konwencją, nie przysparza im takiego sukcesu, jak poprzednie płyty. Dwa lata później powstaje kolejny longplay - "Binaural". Nowym perkusistą zostaje Matt Cameron. Trasa promocyjna owocuje nagraniami wszystkich koncertów, w tym dwóch z Katowic. - Jedna, wielka euforia. Kołyszący się tłum i Pearl Jam na scenie - mówi o imprezie Tomek, student informatyki z Krakowa.
Podczas festiwalu w Roskilde (2000r.), na oczach Veddera, tłum tratuje dziewięciu uczestników koncertu. Ochroniarze układają na scenie sine ciała. Zespół mocno przeżywa tą tragedie. Myślą nad zakończeniem kariery. Nawet taki twardziel jak Gossard, nie umie sobie poradzić z sytuacją. Miesiąc później znowu wychodzą na scenę. Zgodnie przyznają, że kontakt z publicznością pomaga im uporać się traumatycznymi przeżyciami. Eddie zaczyna koncerty życząc fanom bezpiecznej zabawy. Na "Riot Act" - następnej studyjnej płycie zespołu, znajduje się utwór w hołdzie ofiarom z Roskilde, "Love Boat Captain".
Po czterech latach przerwy, na światło dziennie wychodzi album zatytułowany po prostu "Pearl Jam". Agresywne brzmienie znów połączone z balladami. Tematyka społeczno-polityczna przeplatana wątkami osobistymi. Trasa koncertowa, promująca najnowsze dziecko grupy, obejmuje Australię, Amerykę Północną i Europę. Polskę odwiedzą 13 czerwca. Wystąpią na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Przed nimi zagra Linkin Park i Coma. Bilety nadal w sprzedaży.


