Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Wyrok po 26 latach: Winni
Trzeci proces zomowców biorących udział w pacyfikacji kopalni "Wujek" zakończyły na sali sądowej brawa i odśpiewany hymn narodowy. Sąd Okręgowy w Katowicach wydał wyrok w sprawie jednej z największych zbrodni PRL, uznając wszystkich oskarżonych winnymi popełnienia zbrodni komunistycznej.
Romuald Cieślak, były szef plutonu specjalnego ZOMO, z kopalni "Wujek" i "Manifest Lipcowy" otrzymał 11 lat więzienia kary 3 lat oraz 2,5 roku dostało jego 14 podwładnych. Jedynie były wiceszef MO z Katowic Marian Okrutny został uniewinniony z powodu braku jednoznacznych dowodów. Wyrok jest nieprawomocny.
Protest w kopalni rozpoczął się tuż po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy zatrzymano szefa zakładowej "Solidarności". W następnych dwóch dniach strajk nabierał na sile, a w samej kopalni gromadziło się coraz więcej górników. Gdy rozmowy z władzą zakończyły się fiaskiem i dotarła informacja, że wojsko i milicja rozpoczęły pacyfikację innych strajkujących placówek, górnicy zamiast rozejść się, rozpoczęli przygotowywania do obrony. Za broń miały posłużyć łopaty, śruby i kilofy. 16 grudnia, 3 tys. górników było otoczonych przez oddziały milicji i wozy pancerne. Zrezygnowanie ze strajku, rozejście się nie wchodziło w rachubę - taką odpowiedź otrzymali też wojskowi. Około godziny 11 sforsowano więc kopalniany mur, aby uzbrojone oddziały ZOMO mogły wkroczyć na teren zakładu. Ostrzeliwani środkami chemicznymi i polewani wodą górnicy wciąż jednak stawiali opór. Na teren kopalni "Wujek" wszedł zatem pluton specjalny. Padły strzały. Sześciu górników zmarło na miejscu, trzech w jakiś czas później - w szpitalu.
W 1982 r. śledztwo w sprawie śmierci górników zostało umorzone. III RP zmaga się zaś z wyjaśnieniem tamtych wydarzeń grudniowych już od 1991 roku (dwa wcześniejsze procesy uniewinniały oskarżonych). W 2004 roku Instytut Pamięci Narodowej po przeanalizowaniu materiałów uznał, że prokuratorzy wojskowi PRL nie dopełnili obowiązków specjalnie, w celu zatarcia śladów. Wiele materiałów zostało zniszczonych, a zmowa milczenia między oskarżonymi i ich wspólna, ustalona wcześniej wersja wydarzeń, uniemożliwiała odkrycie sedna sprawy.
Jednym z najważniejszych dowodów w sprawie miał być tzw. raport taterników - dokument, który sporządzili instruktorzy wspinaczki po obozie szkoleniowym dla zomowców w Tatrach zimą 1982 r., kiedy to opowiadano sobie o zajściach przed kopalnią. Raport napisany w trzech egzemplarzach miał trafić do władz podziemnej "Solidarności", ale wszystko zaginęło lub zostało zniszczone. Po dziś dzień pozostali jednak jego autorzy, których zeznania sąd uznał za zbieżne, logiczne i przekonujące. Sędzia przypomniała dzisiaj, że zeznania taterników zostały pozytywnie ocenione, także przez biegłego psychologa, który ocenił świadków jako wiarygodnych.
Wydająca wyrok sędzia Monika Śliwińska mówiła dziś w uzasadnieniu, że "proces był jednym z najtrudniejszych z punktu widzenia prawa karnego i najboleśniejszych z punktu widzenia historii Polski okresu stanu wojennego". W ocenie sądu, wyrok ten nie przyniósł jednak w pełni zadość społecznemu poczuciu sprawiedliwości. - Prawdopodobnie nigdy do końca nie zostaną wyjaśnione wszystkie mechanizmy i decyzje, jakie legły i podstaw użycia broni palnej wobec strajkujących załóg zakładów pracy. Do chwili obecnej nie doszło także do rozliczenia, przynajmniej w kontekście politycznym, osób odpowiedzialnych za wprowadzenie stanu wojennego i podjęcie decyzji o pacyfikacji strajków - dodała sędzia.
Być może wszystko zacznie się na nowo, bowiem złożenie apelacji zapowiedziała już prokuratura, która chce podwyższenia kar oraz skazania Mariana Okrutnego. Obrona chce zaś dążyć do uniewinnienia swych klientów. Jednak sam wyrok z 31 maja 2007 roku musi dawać pewną satysfakcję, że jednak sprawiedliwość wygrała. Po 26 latach doszło do osądzenia wykonawców pacyfikacji kopalni "Wujek". Należy jednak pamiętać jeszcze o jednym. Jak powiedział Lech Wałęsa w TVN 24: "Osądzony został miecz - do osądzenia została jeszcze głowa".


