Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
W bezdennym oceanie
Medytacja chrześcijańska. Czym jest? Czym może być dla nas?
Doświadczenie rozdarcia między "ja" zewnętrznym, ujawniającym się w zadaniach i relacjach społecznych i wewnętrznym, które jest miejscem przeżywania najgłębszych pragnień i dążeń, i które decyduje o tożsamości człowieka, jest doświadczeniem fundamentalnym dla nowożytnej umysłowości. Kształtuje się ono w zetknięciu ze złożonymi formami życia społecznego. Zmuszają bowiem one swych uczestników do zachowań fasadowych, niezależnych od ich rzeczywistych postaw i przeżyć (np. etykieta dworska czy protokół dyplomatyczny). Dwory absolutystycznych monarchów były miejscami, w których rozdział ten ujawniał się szczególnie mocno.
Obrazkowy świat
Koniec ubiegłego wieku i początek naszego to czas kiedy tempo życia oraz stężenie informacji i bodźców jakie docierają do przeciętnego człowieka funkcjonującego w nowoczesnym społeczeństwie, osiągnęły rozmiar z niczym nieporównywalny. Można rzec, że to właśnie jest szczególna cecha naszej epoki: kolor, dźwięk, światło aplikowane zmysłom i umysłowi niemal bez przerwy. Budzi nas radio, zasypiamy przed telewizorem, w ciągu dnia na każdym kroku, jak spaliny na ulicy wchłaniamy plakaty, gazety, billboardy, ulotki, zanurzamy się w wirtualną rzekę wciąż nowych danych.
Ale ta obfitość przypadkowych informacji nie przyczynia się do wzrostu naszej wiedzy o świecie, nie czyni nas w żaden sposób mądrzejszymi. Odczuwamy je jako "informacyjny szum". Powoduje on zmęczenie, zagubienie i pomieszanie. Ale przede wszystkim wskutek natłoku powierzchownych wrażeń nasze życie niezauważalnie rozmienia się na drobne, traci charakter twórczej obecności w świecie. Staje się biernym przyjmowaniem. Bodźce, które docierają do świadomości jednostki, nie wymagają udziału jej indywidualnej wrażliwości lecz są tak spreparowane, że same tę wrażliwość urabiają. To rodzaj nowego "totalitaryzmu banalności", który odbiera możliwość rozumienia i przeżywania zjawisk a tym samym niweluje niepowtarzalną tożsamość człowieka.
Świadomość takiego zagrożenia i próby ratunku przed nim sięgają głęboko w czasy narodzin epoki industrialnej, poprzedzającej powstanie współczesnego społeczeństwa nazywanego "społeczeństwem informacyjnym". Tak można tłumaczyć wybuch zainteresowania duchowością w państwach zachodnich w drugiej połowie XX wieku znany pod nazwą "New Age". Nurt ten fascynował się egzotyką, tajemniczością i barwnością tradycji szamanizmu, hinduizmu, buddyzmu czy europejskiej ezoteryki. Poszukiwał on odrodzenia duszy w osiąganiu odmiennych stanów świadomości i eksplorowaniu głębin własnej jaźni.
Religia mistyków
Praktykując medytację transcendentalną, wprawiając się w trans za pomocą indiańskiego bębna czy zjadając halucynogenną roślinę znękany, wprzęgnięty w społeczny kierat człowiek, docierał do siebie spontanicznego, nie objętego standaryzacją i uniformizacją, wolnego od zahamowań i ograniczeń wymuszonych przez życie społeczne.
Fascynacja ta pomijała jednak zupełnie chrześcijaństwo jako nudną, skostniałą i zinstytucjonalizowaną religię, której dziedzictwo nie może się równać z bogactwem przeżyć religijnych i form rytualnych obecnych w innych tradycjach. Rzadko tylko przez gwar religijnego jarmarku przebijały się głosy Tomasza Mertona, Karola De Foucauld czy Brata Rogera z Taize, przypominające o zapomnianym, mistycznym obliczu chrześcijaństwa. A tymczasem duchowe poszukiwania społeczeństwa masowego mogłyby znaleźć w nim twórcze dopełnienie. Potężny nurt mistyki świętego Jana od Krzyża (nota bene wspomnianego przez Allena Ginsberga w słynnym, buntowniczym poemacie Skowyt), dzieło Mistrza Eckharta czy świętej Teresy z Lisieux, to tylko najbardziej znane przykłady.
Mało kto wie, że modlitwa chrześcijańska nie stoi w opozycji do sztuki panowania nad ciałem wypracowanej przez joginów. Ks. prof. dr hab. Walerian Słomka, twórca Sekcji Teologii Duchowości na KUL pisze: "Chrześcijańska medytacja (...) może być wspierana przez szczegółowo wypracowane asany (pozycje ciała przyjmowane przez medytującego - przyp. red.) w systemach medytacji wschodniej. Techniki pozycji ciała kojarzone z oddechem mogą pozostawać równie dobrze w służbie medytacji chrześcijańskiej, jak tzw. medytacji wschodnich".
Spotkanie z bóstwem
Czym zatem jest medytacja chrześcijańska? Przede wszystkim w odróżnieniu od medytacji wschodu nie jest zanurzaniem się w bezosobową jednię Kosmosu. Jest poszukiwaniem w sobie obrazu Boga-Stwórcy jako podstawy tożsamości i duchowego bytu jednostki. Spotkanie z nim umożliwia to, co Mistrz Eckhart - wielki średniowieczny myśliciel - nazywał "iskierką duszy". Jest to obszar, czy raczej stan jaźni całkowicie skupionej na wypatrywaniu objawiającej się w egzystencjalnym doświadczeniu ponadzmysłowej i ponadracjonalnej rzeczywistości.
Poszukiwanie to uczy patrzenia na świat i bycia w nim w kontekście tajemnicy objawienia się niewidzialnego Boga w zmysłowej rzeczywistości. Jak wygląda świat widziany oczyma otwartymi przez medytację? "W poznaniu medytacyjnym droga jawi się jako rzeczywistość w pewnym sensie żyjąca. Przebiega z jednej strony w inną, otwiera się, wije, wydłuża, zanika i kończy. Droga w tym ujęciu zaprasza, pociąga, obiecuje, zapowiada metę, prowadzi, wskazuje na krajobrazy, zachęca, broni przed zagubieniem, ocala. Tylko poznanie medytacyjne pozwala poznać pełną naturę drogi. Tylko w tym ujęciu droga ujawnia swą prawdziwą naturę, przemawia i oddziałuje." - pisze ks. Słomka. Taki rodzaj patrzenia i przeżywania właściwy jest poetom, artystom i mistykom. Rzec można, że właśnie zdolność do takiej percepcji wyróżnia człowieka spośród innych bytów i czyni go tym, kim jest.
O potędze i bogactwie medytacyjnego doświadczenia mówią najlepiej ci, którzy sami nim żyją. A jest ich coraz więcej. Przyciąga ich zakon benedyktynów posiadający długie i bogate tradycje modlitwy kontemplacyjnej. Benedyktyński mnich, o. John Maine zainspirował powstanie w 1991 roku, Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej (WCCM). Poszukiwacze duchowej rzeczywistości skupiają się także wokół jezuitów prowadzących rekolekcje medytacyjne oparte na programie ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli.
W większości świadectw adeptów medytacji kluczowy jest wątek spotkania osoby ludzkiej z osobą boską. Ujawnia się tu wpływ antropologii i teologii chrześcijańskiej, w której Bóg jest osobą i miłością zarazem. Takie rozumienie Absolutu daje medytującemu poczucie bezpieczeństwa, świadomość własnej wartości i tożsamości wyrastającej z obecności kochającego Boga.
O spokój duszy
"W trakcie moich przemyśleń zrozumiałam i odczułam, jak wielką łaską jest to, że wierzę, że mam Boga, że nigdy nie jestem sama." - mówi anonimowa kobieta, lekarz. "Poczułem tak bardzo mocno obecność Jezusa. Czuję Jego oddech, ciepło otulających mnie ramion... Przy Nim czuję się tak bardzo bezpiecznie... On mnie prowadzi." - mówi Kamil, student z Ciechanowa. Podobnie o swej modlitwie opowiada pewna nauczycielka: "Pojęłam, że jest to rzucenie się w ramiona Boga, skulenie się u Jego kolan, przytulenie się do serca Boga. Milczenie. Zagłębienie się w tkliwości. Oto czym jest modlitwa. Przeżywanie ogromnej radości, gdyż ziemia jest piękna i dobre są jej owoce, jej słońce".
Szczególnie interesujące są świadectwa tych, którzy wchodzą w medytację z zagubienia i pustki. "Podczas pierwszej medytacji było jakoś tak... nie umiem określić uczuć. Na następnych medytacjach przeżywałem wielką radość, wychodziłem spokojny wewnętrznie i spełniony. Ostatnia medytacja, prośba o zesłanie Ducha Świętego, była czystą ekstazą duchową. Po raz pierwszy doświadczyłem tak naprawdę obecności Ducha Świętego." - mówi Karol Rzęsiewicz, licealista z Grudziądza. "Byłem ślepy, zagubiony" - wyznaje Piotr Niedzielski z Łodzi -, a Pan i tak przyszedł. Pokazał mi, czym jest ludzkie życie, i jak wielką wartość kryje w sobie. Dlaczego nie zauważałem tego wcześniej? (...) Wiem, że było mi dobrze, nareszcie czułem się szczęśliwy. W moim sercu nareszcie zagościł pokój, taki prawdziwy chrystusowy pokój, wynikający z prawdziwego obcowania z Nim sam na sam".
Przeżywają przełom, olśnienie. Nagle wypełnia ich spokój i zachwyt, którego nie potrafią zrozumieć. Modlitwa była dla wielu z nich trudnym wyborem, rezygnacją z tanich pocieszeń i krótkotrwałych ukojeń. Ale gdy już tego się wyrzekli, przez ich życie zaczęło przenikać światło rozpromieniające je jak witraż. Światło inne i mocniejsze niż powierzchowne radości.
Tajemnicze, ledwie uchwytne i przejmujące dreszczem jak słowa świętej siostry Faustyny: "O Piękności niestworzona, kto Ciebie raz pozna, ten nic innego kochać nie może. Czuje otchłań swej duszy bezdenną i nic jej nie wyrówna - jeno Bóg sam. Czuje, że tonę w Nim jako jedno ziarenko piasku w bezdennym oceanie. (Dzienniczek 342-343)".
Świadectwa pochodzą ze strony www.jezuici.pl oraz książki "Boże, szukam Ciebie. Świadectwa o modlitwie", Warszawa 1993 r.



Naprawdę ciekawy artykuł :) »
postmodernizm po prostu. z lekką nutką globalizacji. »