Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Trzynastu sprawiedliwych
Dyskusja o podłości polityków PiS stosujących brudne chwyty wobec Trybunału Konstytucyjnego trwa w najlepsze. W słusznym oburzeniu trwają publicyści i komentatorzy nadając ton wypowiedzi wielu dziennikarzy. "Fakt" dbając o swój wizerunek dziennika skandalizującego, grzmi z okładki pytając sędziów Trybunału: "Jak możemy Wam ufać?". Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że Trybunał Konstytucyjny postrzegany przez nas jako ostatnia instytucja mająca jakąkolwiek kontrolę nad rządem i sejmem, przynajmniej w sferze oceny konstytucyjności ich działań, już dawno stracił rolę obiektywnego arbitra? Czy dziś odbędzie się na naszych oczach największy od wielu miesięcy spektakl?
Profesor Zoll w rozmowie z Jackiem Żakowskim dziś rano, wspomniał o tym, że Trybunał Konstytucyjny nie jest miejscem, w którym trwać może "pyskówka" jaka czasem odbywa się pomiędzy stronami sporów w Sądach Rejonowych. Posłowi Mularczykowi zarzucamy, że świadomie wprowadził w błąd skład Trybunału wskazując dokumenty stawiające w złym świetle dwóch sędziów.
Zakłopotany Trybunał
Ustalmy może zatem jak w naszej ocenie powinna wyglądać praca Trybunału Konstytucyjnego, do czego sędziowie tego sądu są powołani i jakie mają mieć kwalifikacje. Skoro wszyscy daliśmy sobie prawo oceny działań stron stających przed Trybunałem, mamy chyba prawo do tego by ocenić i pracę samego składu sędziowskiego.
Poseł Mularczyk zadziałał dokładnie tak, jak prokurator z telewizyjnych seriali - wyciągnął na światło dzienne te argumenty, które potwierdzały tezę jakiej bronił. Znalazł wpisy dotyczące dwóch sędziów w aktach tajnych służb. A może ktoś mu pomógł je znaleźć. Może nie miał na tyle kompetencji, rzetelności by sprawdzić czy zarzuty jakie postawi przed Trybunałem są rzetelne. Powinien był założyć, że ktoś spróbuje je zweryfikować. A może tylko chciał zagrać na czas? Adwokat i prokurator w zwykłych sporach sądowych, z lubością stosują podobne zagrania.
Ryszard Kalisz także nie zrobił wiele by skutecznie bronić swoich racji. Ale po Panu Kaliszu chyba można oczekiwać większego profesjonalizmu niż po Panu Mularczyku. Sąd też miał parę możliwości rozstrzygnięcia wniosku o wyłączenie dwóch szkalowanych sędziów ze swojego składu. Wybrał jedną z takich możliwości, choć nadal ma ich wiele. Może odsunąć wydanie wyroku na późniejszy termin i zmusić około 600 tysięcy osób do złożenia oświadczeń do 15 maja. Nie zazdroszczę sędziom Trybunału sytuacji w jakiej się dziś znaleźli. Broniąc Trybunału jako instytucji sprawującej najwyższą kontrolę nad poczynaniami polityków, muszą wydać mądrą decyzję. Muszą schować swe poglądy do kieszeni i ocenić bardzo zawiłe kwestie prawne. Powinni to zrobić pomimo tego, że nie ma zbyt wiele literatury, z której da się wyczytać co zrobić w takim momencie. I niezależnie od tego jaka decyzja zapadnie, będą oskarżani o to, że wydając wyrok opowiedzieli się po jednej ze stron sporu. O to, że są za lustracją lub przeciw niej. W tej sytuacji docenia się możliwość bycia zwykłym dziennikarzem i posiadania własnych poglądów na lustrację.
Czy lustracja jest potrzebna?
Z jednej strony uważamy, że potrzebna jest instytucja, która niezależnie od poglądów politycznych będzie zdolna do oceny prawa stanowionego i stosowanego pod kątem poprawności technik legislacyjnych i zgodności z ustawą zasadniczą. Z drugiej zaś, dość chętnie dajemy się ponieść emocjom gdy kończy się kadencja sędziów Trybunału i zaczyna proces uzupełnienia tego gremium. Przyglądamy się jak pokorne cielęta gdy poszczególne partie określają swoje poparcie dla tego czy innego kandydata. Wzbiera w nas gniew kiedy Prezydent odmawia zaprzysiężenia sędziego z powodu niejasnych zarzutów wobec jednego z nich. Ci sami dziennikarze, którzy dziś zarzucają ingerencję polityków w niezawisłość i niezależność Trybunału oraz narzekają na szkalowanie niewinnych sędziów, niedawno jeszcze dywagowali na temat tego czy niezaprzysiężenie sędziny związanej z Samoobroną, położy kres rządzącej koalicji. Czy Prezydent Kaczyński nie wikłał wtedy Trybunału w grę rozgrywaną na rządowej szachownicy?
Patrząc z pozycji "zwykłego, szarego człowieka" na proces lustracji odnosi się wrażenie, że temat ten jest ulubioną rozrywką elit politycznych, które zajmują się tym zamiast kreować bieżącą politykę gospodarczą i zagraniczną. Chciałoby się wyrwać tę zabawkę z rozgorączkowanych dłoni polityków tak samo, jak zabieramy skomplikowany aparat cyfrowy z rączek czterolatka w obawie aby cennego sprzętu nie popsuł. Z tym, że nasi politycy lubią się bawić i nie chcą oddać swoich zabawek. Dlatego dość skutecznie wmawiają nam, że otwarcie teczek służb specjalnych okresu PRL, dotkliwie zrani nas wszystkich. Nie chce tego opozycja i grozi tym Pan Prezydent. Twierdzą - i koalicjanci i opozycjoniści - że niezbędna jest specjalna ustawa, która skanalizuje proces lustracji i w ten lub inny sposób złagodzi bolesne skutki poprzez to, że pokaże tylko część naszych mrocznych akt.
Można więc sądzić, że skoro nie ma ustawy, która zadowoliłaby byłych ubeków i polujących na nich historyków-amatorów, na cywilizowaną lustrację nie ma szans. Niech zatem dokona się jakakolwiek lustracja. Niech odtajnione zostaną akta a wtedy zobaczmy ilu Polaków ma tyle wolnego czasu, żeby spędzać wieczory na lekturze akt i odpisów z archiwów. Przekonajmy się komu zależy na weryfikacji podejrzeń na temat tego czy ciocia Hania donosiła na resztę rodziny...
Zapracowani politycy
Skoro wybrani przez nas w demokratycznym procesie wyborczym przedstawiciele nie mają wystarczających kompetencji by skutecznie rozliczyć się z historią, nie widzę przeszkód, żebyśmy sami nie mogli tego zrobić. Nie wyrządzimy przy tym sobie jakiejś drastycznej krzywdy. Jeśli znajdziemy kogoś bliskiego w aktach, jeśli to nas wzburzy na tyle by rozmówić się z taką osobą, wyjaśnić żale a nawet dać po mordzie byłemu agentowi komuny, to jakoś sobie z tym poradzimy. Może sądy dwudziestoczterogodzinne ukarzą kilku krewkich rodaków za taką samowolkę, może wpłynie kilka pozwów o zniesławienie. Chyba jakoś damy sobie z tym radę.
Na pewno jednak zdejmiemy z zapracowanych głów naszych na wskroś rzetelnych i uczciwych polityków, moralny obowiązek oceny naszych słabości, podłości donoszenia i współpracy z dawną, ludową ojczyzną. Tylko czym wtedy politycy będą się bronić stając w szranki z kolegami z sejmowych ław i rządowych gabinetów? Urokiem osobistym, kompetencjami, postawą moralną czy "godnościom osobistom"?



...jaki będzie ten dzisiejszy wyrok. »
Lustracja stała się po prostu narzędziem w rękach polityków. Kaczyńscy... »
Wcale nie jest tak, że za samo podpisanie jakiegoś papierka, człowiek od... »
To jest fatalne wyjście. Ale każde inne jest jeszcze gorsze. Niestety...... »