Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
Tito, wróć!
"Republika Titosławii jest państwem prawdziwych zwolenników Tity. Nie jest ono określone żadnymi granicami. Stolica tego państwa jest w sercach jego obywateli" - głosi konstytucja wirtualnej Titosławii, państwa jugonostalgików.
- Tęsknota za Jugosławią nie jest zbyt popularna wśród młodych ludzi, bo oni tych czasów nie pamiętają - uważa Tomislav Matuza, 25-letni policjant z Zagrzebia. - Jugosławię znają właściwie tylko z opowieści starszych ludzi. A jugonostalgicy to w dużej mierze starsi ludzie, dla których Tito, legendarny komunistyczny dyktator był i jest idolem.
Tito wiecznie żywy
Ludzie uważający się za Jugosłowian w większości pochodzą z mieszanych rodzin serbsko - chorwackich i serbskich. Najwięcej ich żyje w Serbii oraz Bośni i Hercegowinie, w której Chorwaci, Serbowie i Bośniacy są najbardziej ze sobą wymieszani. Z tą częścią Jugosławii historia obeszła się najokrutniej. Mimo że fizycznie nie ma tam żadnego konfliktu, jej mieszkańcy nadal żyją w poczuciu zagrożenia. Stąd też tęsknota za socjalizmem.
- W Jugosławii było aż za dobrze, co nie podobało się krajom zachodnim, zwłaszcza USA - uważa Srdjan Trbić, student z Banja Luki w zachodniej Bośni. - A do samej wojny przyczynił się wzrastający poziom nacjonalizmu. Tutaj konflikty toczą się nawet w obrębie jednego narodu, bo wszyscy używają jednego języka - i Serbowie, i Chorwaci, i Bośniacy, i Czarnogórcy. Różnimy się tylko religią, co w pewnym momencie zaczęło generować konflikty. Z tego, co słyszałem i widzę, wynika, że pojawiły się one dopiero w latach 90-tych XX wieku.
Dla wielu Tito jest wielkim autorytetem, który dużo zrobił dla Słowian południowych. Niektórzy na Bałkanach utrzymują nawet, że Tito wcale nie zmarł, a pewnego dnia znowu obejmie władzę w kraju. Jego wielkości nie negują nawet Chorwaci i Słoweńcy. - W Jugosławii Tito był ikoną - przyznaje Tjasa, studentka farmacji z Lublany. - Zresztą do dziś wielu kojarzy się z wyższym standardem życia. "W najnowszej historii świata nie ma polityka, który pracowałby równie ciężko na rzecz przyjaźni i współpracy między państwami i narodami" - można przeczytać na oficjalnej stronie internetowej Titosławii. Obywatele tego wirtualnego państwa są również dumni z obecności Jugosławii w Ruchu Państw Niezaangażowanych: "W ten sposób pokazał on, że wielki świat może się liczyć z małymi państewkami".
Audie Murphy i Myszka Miki
Obecność bałkańskiego państwa w strukturach tej organizacji międzynarodowej było możliwie dzięki odcięciu się od Moskwy. Za "wrogów narodu" nad Adriatykiem uważano właśnie ortodoksyjnych komunistów, zwolenników kolektywizacji rolnictwa i centralizacji państwa. Szacunek do wodza wynika również z dobrobytu, jaki panował w kraju za jego rządów. Rolnictwo i przemysł znajdowały się w dużej mierze w prywatnych rękach, a w latach 60-tych Tito zezwolił nawet swoim rodakom na emigracyjne wyjazdy zarobkowe. Sklepy był dobrze zaopatrzone, a ludzie modnie ubrani.
- W byłej Jugosławii zarabialiśmy przyzwoite pieniądze nie przemęczając się specjalnie - mówi Miranela z Banja Luki z zachodniej Bośni. - Mogliśmy podróżować po całym świecie bez wiz. Nasz kraj miał morze, góry, lasy... Jugosławia pod względem rozwoju gospodarczego była trzecim państwem w Europie. - Życie było prostsze, każdy, kto chciał pracować, miał pracę - uważa Tjasa.
"(...) moja dziecięca kultura składała się z mitów greckich, opowieści o partyzantach i filmów hollywoodzkich" - wspomina swoje dzieciństwo w książce "Kultura kłamstwa" Dubravka Ugresić, Chorwatka uważająca się za Jugosłowiankę. "Moim dziecięcym idolem był Audie Murphy, bohater amerykańskich westernów. Myszka Miki dołączyła później. (...) Dorastałam w kulturze, która dumna była z tego, że dotrzymuje kroku światu zachodniemu (...)"
Jak amerykański do angielskiego
Jugosłowianie są dumni z języka serbochorwackiego, którym mówią mieszkańcy Serbii, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny oraz Czarnogóry. Jest rozumiany nawet w Słowenii i Macedonii. Był on swoistym symbolem zjednoczenia południowych Słowian, choć nigdy nie był jednolity. - Z językoznawczego punktu widzenia na zachodnich i centralnych Bałkanach mówi się grupą pokrewnych dialektów - uważa Bojana Todorović, slawistka z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W praktyce istniały jego dwie wersje - serbska i chorwacka. Obie były jednak na tyle zrozumiałe, że Słoweńcy i Macedończycy nie mieli większych problemów z dogadaniem się w Belgradzie czy Zagrzebiu. - Słoweński, macedoński i serbo-chorwacki są tak do siebie podobne, że dogadanie się nie stanowi problemów. Zresztą oba te języki mają się do siebie jak brytyjski angielski do amerykańskiego angielskiego - wyjaśnia Tjasa.
W latach 70-tych i 80-tych zaczęto się jednak na siłę doszukiwać różnic w tych językach, by podkreślić swoją niezależność od Serbów. Przyczyniło się to do licznych konfliktów na tle narodowościowym. A w rzeczywistości większość różnic ogranicza się tylko do alfabetu - Serbowie i Bośniacy piszą w cyrylicy, a Chorwaci i Czarnogórcy korzystają z alfabetu łacińskiego. Niewielkie różnice można zaobserwować co najwyżej w słownictwie i w gramatyce.
"Gdy odwiedzałem Bośnię kilka lat temu, tuż po "wymyśleniu" języka bośniackiego, nie mogłem nadziwić się etykietom na produktach, detergentach, itp., na których napisy zawsze były po chorwacku, serbsku i bośniacku" - pisze na swoim blogu o językach Dominik Cagara. "Tłumaczenia nieraz różniły się kilkoma słowami, szykiem zdania i doborem słownictwa".
Szukanie różnic w językach niewiele się od siebie różniących nie podoba się nie tylko ludziom tęskniącym za Jugosławią. Mówił o tym Luan Starova, macedoński dyplomata, w wywiadzie z Miładą Jędrysik dla "Gazety Wyborczej": "Konflikty na Bałkanach nie toczą się na płaszczyźnie języka, choć oczywiście znajdują w nim swoje odbicie. Piszę o tym w swojej książce "Bałkańska wieża Babel", nad którą obecnie pracuję. W mojej powieści Albańczyk i Macedończyk postanawiają wyrzucić ze swoich języków wszystkie naleciałości tureckie, żeby uratować język i przyszłość swoich dzieci. W końcu dociera do nich, że właściwie z obu języków trzeba by wyrzucić większość słów. To metafora przeciwko językowym czystkom etnicznym, które dzieją się na Bałkanach. Taka czystka jest zawsze polityczna. Tymczasem języki na Bałkanach są komplementarne".
Państwo-legenda
Dziś na jugonostalgii robi się niemały biznes. Popularne są wszelkiego typu koszulki, kubki z podobiznami wielkiego wodza czy wino, które podobno pochodzi z winnicy samego Tity. Starsze pokolenie przybliża swoim dzieciom najnowszą historię w sposób dość humorystyczny za pomocą książki "Leksikon YU mitologije". - "Leksykon..." to zabawna książka, opisująca realia czasu Jugosławii - tłumaczy Todorović. - Skupia się ona raczej na sprawach popkultury i życia codziennego, ich znaczeniu społecznym, co ma wywoływać śmiech.
Symbolem nostalgii za Jugosławią jest również wirtualne państwo Titosławia. Jej założycielem jest Jezdimir Milosević - mieszkaniec Sarajewa, zajmujący się dokumentacją ostatniej wojny na Bałkanach, dyrektor bośniackiej organizacji "Mirovna akcja humanista". To właśnie pod jej auspicjami działa Titosławia. Państwo zajmuje się popularyzacją pomysłów Tita na świecie. Czyżby na Bałkanach nadal żyli ludzie, pragnący odrodzenia Jugosławii? Nawet jeśli tak, to nikt im sukcesu nie wróży.
- Naród jugosłowiański nie istnieje i nigdy nie istniał, bo Jugosławia była państwem wielu narodów i języków - twierdzi Todorović. A zważywszy na kształtującą się świadomość narodową Słowian południowych, ciężko wierzyć w powrót monolitu na mapę Europy Południowej.



tito »