Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Teoria złudnego chaosu
Zmowa mediów, brutalne ataki zewsząd, uniemożliwianie reform, złośliwy opór urzędników, chybione pretensje napastliwej opozycji, antyrządowy sojusz zawodowych kast. W sztorm, pod prąd, pod wiatr. Tak wygląda rzeczywistość według premiera Jarosława Kaczyńskiego.
I jak tu się nie zgodzić. W końcu media co i rusz wynajdą jakąś "wartą pokazania" wpadkę prezydenta, będą się naśmiewać z marszałka Dorna spacerującego z psem po sejmie bądź też z premiera, który trzyma pieniądze u mamy w skarbonce. Gdyby błyskotliwi politycy lewicy również korzystali z tego sposobu, to żaden lewy przelew na szwajcarskie konto by ich nie zgubił.
Chaos kontrolowany
Nikt nie docenił jednak ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, który wyjątkowo dzielnie nie uległ dziennikarzom i o kontach działaczy lewicy na konferencji prasowej nic nie powiedział. Wyręczył go szef MSWiA Janusz Kaczmarek, który w sporze o istnienie lewicowych kont jest nawet gotów pójść do sądu. Być może minie się tam w korytarzu z załamanym psychicznie doktorem Mirosławem G., znanym ostatnio dzięki CBA jako "dr Mengele", którego rodzina ma zamiar sprawę skierować przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. No chyba, że doktor przyłączy się wcześniej do jakiegoś lekarskiego strajku głodowego, żądając wyższej pensji i reformy systemu zdrowia.
Strajki zaś, premierowi Kaczyńskiemu się nie podobają. Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej, po spotkaniu z premierem Szwecji, szef polskiego rządu interpretował obecne protesty jako projekt polityczny. - Ostatnich kilkanaście miesięcy to najspokojniejszy społecznie okres po 1989 roku. Wobec tego trzeba ten spokój zerwać - mówił Kaczyński. Wcześniej wspomniał o trzech argumentach przeciwników aktualnej władzy, których trudno już dłużej, jego zdaniem bronić: groźbie zniszczenia gospodarki, demokracji i polityki zagranicznej. Trudno orzec, czy jest to bardziej demagogia, czy brak samokrytycyzmu.
Gospodarka mknie
Nie da się zaprzeczyć, że sytuacja gospodarcza Polski jest dobra. Optymistyczne prognozy Komisji Europejskiej co do wzrostu gospodarczego, wzrost płac, malejące bezrobocie. Można się spierać, w jakim stopniu jest to zasługa rządu, wiadomo jednak, iż to właśnie rządzący z takiego stanu rzeczy odnosić będą profity. Jeszcze większym powodem do sporów jest za to sposób wydatkowania owoców wzrostu.
W tym zakresie nie widać do końca spójnej wizji, widać za to konkretne pomysły, jak kosztujące 20 mld zł obniżenie składki rentowej o 3 proc. w tym roku i następne 4 proc. w przyszłym, kosztujący 17,5 mld zł w czasie 7 lat program wspierania rodziny czy kosztującą 9 mld zł obniżkę PIT w 2009 roku. Dla gospodarki i rodziny to pewnie korzystne, znacznie mniej widać tu jednak reform oszczędnościowych. Trzeba pamiętać, że okres szybkiego rozwoju nie będzie trwać wiecznie i nie będzie do końca świata rekompensować wysokich kosztów reform. Do tego dochodzą wydatki na waloryzację rent i emerytur, ewentualne podwyżki dla lekarzy, nauczycieli, a być może także innych grup.
W najgorszym przypadku, także pomysły koalicjantów w rodzaju "senioralnego". Bez odważniejszych reform (np. opieka zdrowotna, KRUS), za parę lat budżet może mieć z tym problemy. Choć być może to już kłopot innej władzy.
Warto przy tym zauważyć, że moment trwałego wzrostu jest z punktu widzenia lekarzy odpowiednią chwilą na żądanie podwyżek. Nie dostaną ich przecież w czasie kryzysu.
Demokracja kwitnie, zagranica na kolanach
Kolejne zarzuty, które premier obalił w dwóch zdaniach, do strajków mają się nijak. Bo chociaż Aleksander Kwaśniewski w roli obrońcy demokracji jest wdzięcznym obiektem żartów, to nie zmienia to faktu, że rzeczywiście mamy do czynienia z zawłaszczaniem państwa, że wiele stanowisk obejmują ludzie niekompetentni, że styl debaty publicznej, jak i retoryka władzy są fatalne. Także rezygnacja z szerokiego dialogu, zamknięcie się we własnym kręgu intelektualnym, przekonanie o własnej nieomylności, są dla jakości demokracji niekorzystne.
Przekonanie to przyświeca zaś polskiej polityce zagranicznej bezsprzecznie. Nie ma praktycznie tygodnia, by nie pojawiały się pogłoski o odejściu Anny Fotygi ze stanowiska ministra spraw zagranicznych. Można by to uznać za bezpodstawną krytykę ze strony opozycji, gdyby nie fakt, że Fotyga nie podoba się przedstawicielom różnych środowisk - w dodatku nie podoba się zdecydowanie. - Miałem zostać ministrem spraw zagranicznych w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza pod warunkiem, że Fotyga zostanie wiceministrem. Odmówiłem - recenzuje obecną minister Radosław Sikorski.
W dodatku nasze stosunki z Rosją czy Niemcami trudno uznać za dobre. Ten obraz poprawia nieco poparcie Unii Europejskiej w sprawie eksportu polskiego mięsa do UE, które warto docenić, ale które chyba pora wreszcie uznać za normalność. O ile jednak stosunki z Rosją to sprawa niełatwa (i delikatna, bo Rosjan jednak nie da się rozjechać czołgiem), to w kwestii Niemiec można było odnieść wrażenie, że na poprawieniu relacji bardziej zależy kanclerz Merkel niż premierowi Kaczyńskiemu. Nawet jeżeli tak nie było. Poza tym, wielu sukcesów nie widać. Nawet w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej nasze stanowisko jest niejasne. Może to jest właśnie główny problem rządzących - sposób przekazu, w którym zamiast tłumaczyć i rozmawiać, władzy trzeba się słuchać.
Władza dla ludzi
Rządzący zdają się nie dopuszczać możliwości, że nie inspirowani żadnymi zewnętrznymi bodźcami czy złowrogimi grupami nacisku, niektórzy ludzie po prostu mogą się z nimi w pewnych sprawach nie zgadzać. Dlatego też władza, próbując na siłę przeforsować swoją wizję i podporządkować jej innych, wydaje się tak butna. Choć przejawia się to bardziej w języku niż czynach, nie może być to argumentem dla tezy, że zjawisko nie ma miejsca. I to zarówno w odniesieniu do społeczeństwa (wysyłanie w kamasze, łże-inteligencja), jak i mediów (ostatnie przykłady - Lepper: "Głupszego od ciebie nie ma durniu ty"; Dorn niezbyt elegancko wysyłający dziennikarkę do kancelarii sejmu).
To władza ma służyć ludziom, a nie na odwrót. Społeczeństwo nie jest od tego, by karnie realizować jej wizje. Toteż gdy lekarze strajkują, robią to dlatego, że zarabiają skandalicznie mało, a nie by zburzyć sielankę, którą z gracją zaserwowali nam rządzący. Mają do tego prawo. Rządzący tymczasem nazbyt często chyba zapominają, że pełniąc godności państwowe, będąc naszymi przedstawicielami, są tam bardziej dla nas niż dla siebie. Administrare z łaciny znaczy w końcu "być pomocnym". Właśnie dlatego od przedstawicieli władzy należy wymagać więcej niż od przeciętnego obywatela. Recenzować i krytykować, zamiast posłusznie spuszczać głowę. A gdy rządy obejmą jej obecni krytycy - patrzeć im na ręce jeszcze uważniej.



Tylko gospodarka może zatrzymać Kaczyńskich.Opozycja powinna na tym polu... »