Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
WIADOMOŚCI
"Tageszeitung" krytykuje Polskę
Niemiecki dziennik "Tageszeitung" (TAZ) krytykuje postawę rządu Niemiec w sporze z Polską o przemieszczone w czasie II wojny światowej dobra kultury.
Warszawska korespondentka gazety Gabriele Lesser napisała w opublikowanym w czwartek artykule, że Polska nigdy nie zgodzi się na oddanie zbiorów pochodzących z Pruskiej Biblioteki Państwowej w Berlinie, tzw. Berlinki, bez zadośćuczynienia ze strony Niemiec za poniesione straty wojenne.
Artykuł zatytułowany "Chęć prowokacji" jest pierwszym głosem w niemieckich mediach przyznającym Polsce rację w trwającym od początku lat 90. sporze.
Lesser krytykuje niemieckiego negocjatora, byłego ambasadora Niemiec przy ONZ Tono Eitela, za posługiwanie się w odniesieniu do dzieł sztuki przejętych przez Polskę terminem "sztuka zdobyczna", identycznym jak w przypadku dóbr sztuki zrabowanych przez Związek Radziecki. Polska nigdy nie rabowała w Niemczech dzieł sztuki - podkreśla autorka.
Lesser tłumaczy "ciężkie zarzuty", wysuwane przez Eitela wobec Polski, "druzgocącym bilansem" dotychczasowych negocjacji z Polską. "W minionych 15 latach Niemcy nie uzyskały absolutnie nic" - ocenia "TAZ".
Niemiecka dziennikarka krytykuje postawę Eitela za to, że "nie chce nic wiedzieć" o polskich postulatach wyrównania Polsce wojennych strat w dziedzinie kultury. "TAZ" przypomina stanowisko niemieckiego negocjatora, że "kwestia reparacji jest uregulowana", a Polska nie ma prawa do żadnych dalszych odszkodowań.
Dziennikarka "TAZ" tłumaczy, że w Polsce problem ten widziany jest inaczej. Przedstawia obszernie stanowisko polskich władz w tym sporze, w tym gotowość do rozmów, ale pod warunkiem uznania przez Niemców, że w czasie wojny doszło do systematycznego niszczenia polskiej kultury. "Bez wspaniałomyślnego gestu ze strony Niemców, bez jakiejś formy zadośćuczynienia, Berlinka nigdy nie wróci do Niemiec" - przedstawia Lesser polskie stanowisko.
"TAZ" usprawiedliwia zawieszenie dwa lata temu przez Polskę negocjacji z Niemcami. Dla polskich dyplomatów Eitel jest ucieleśnieniem "aroganckiego Niemca, który jakoby do dziś pogardza stanowiącą mniejszą wartość kulturą +słowiańskich podludzi+" - czytamy.
Polsko-niemieckie rozmowy o przemieszczonych i zaginionych lub zniszczonych w czasie ostatniej wojny dobrach kultury rozpoczęły się w 1992 roku. Punktem wyjścia był traktat o przyjaźni i współpracy, w którym Warszawa i Berlin postulowały rozwiązanie kwestii dóbr kultury i archiwaliów w "duchu porozumienia i pojednania". Dwa lata temu kontakty zostały zawieszone.
W latach 80. o zwrot Berlinki systematycznie upominały się władze ówczesnej NRD, ale ze względów politycznych w polskich mediach oficjalnych panowało na ten temat całkowite milczenie. Po zjednoczeniu Niemiec sprawę przejął rząd federalny. Siedziba Państwowej Biblioteki w Berlinie (dawnej Pruskiej Biblioteki Państwowej) znajduje się od 1914 roku w alei Unter den Linden we wschodniej części stolicy Niemiec.
Na przełomie lipca i sierpnia dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zamieścił serię artykułów, których autorzy domagali się od Rosji i Polski zwrotu niemieckich dzieł sztuki. Gazeta powoływała się na szacunki niemieckich muzealników, według których w obu krajach znajduje się około 180 tysięcy dzieł sztuki pochodzących z Niemiec.
"FAZ" zarzucała stronie polskiej niechęć do kontynuowania rozpoczętych w 1992 roku rozmów na temat problemu przemieszczonych dzieł sztuki i archiwaliów. Zdaniem gazety, Polska blokuje od dwóch lat te negocjacje. Domagając się zwrotu m.in. zbiorów Pruskiej Biblioteki Państwowej strona niemiecka powołuje na IV Konwencję Haską, która zakazuje rabunku dzieł sztuki w czasie wojny.


