Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
Studenci drugiego sortu
Studia są powszechnie uważane za przywilej i powinność ludzi młodych. Na publicznych uczelniach jeszcze do niedawna nie widywało się ludzi w średnim wieku. Ale czy w XXI wieku coś takiego jak ilość wiosen na karku może przeszkodzić w uniwersyteckiej karierze?
Historia ekonomisty Wiesława Rewerskiego pokazuje, że nie. W wieku 42 lat skończył on podyplomowe studium ubezpieczeniowe, a w wieku lat 50 - studia doktoranckie z ekonomii. - W moim pokoleniu studiowanie na pewno nie jest czymś popularnym. Nie znam nikogo, kto podjąłby się takiego zadania. Podobnie jest w przypadku 32-letniego Marka Drobnika, który w tym roku zaczął zaoczne studia na prywatnej uczelni. - Nie miałem żadnych obaw przed rozpoczęciem studiów. W podjęciu decyzji pomogły mi jednak władze firmy, w której pracuję. Chcę się rozwijać, a w przyszłości założyć rodzinę. Ludzie z natury są dobrzy a ponieważ ja nie jestem konfliktowy, to środowisko uniwersyteckie przyjęło mnie z otwartym ramionami.
Wystarczy chcieć
Ludzie w średnim i podeszłym wieku, jeśli już decydują się na studia, to zaoczne. Nie wynika to bynajmniej z polskiego ustawodawstwa, bowiem warunki rekrutacji na studia ustalają niezależnie od siebie senaty poszczególnych uczelni wyższych. W przypadku uczelni publicznych, dodatkowym problemem jest fakt, że państwo nie dotuje studentów powyżej 25-go roku życia. Nie bez znaczenia są też koszty. Osoba posiadająca własną rodzinę po prostu nie może sobie pozwolić na luksus beztroskiego studiowania w trybie dziennym. Poza tym ludzie w średnim i podeszłym wieku bardzo często mają już rodziny, co pociąga za sobą pewne obowiązki. Możliwe, że właśnie dlatego studenci 30, 40-letni i starsi stanowią około 1 proc. wszystkich żaków. Z drugiej strony studia zaoczne są dość drogie i nie każdy może sobie na nie pozwolić. Z czasem dochodzą do tego również obawy związane z możliwościami intelektualnymi i myślenie: "w moim wieku...". Znaczenie ma również nastawienie członków najbliższej rodziny. - Moi bliscy wyręczali mnie w wielu codziennych pracach domowych, cieszyli się moimi sukcesami i pocieszali, gdy byłam w "dołku". Mój mąż wstawał razem ze mną o 5 rano, by zawieźć mnie na pociąg, a o północy przyjeżdżał po mnie na dworzec - wyjaśnia Grażyna. - Decyzja o powrocie na uczelnię po latach jest co prawda bardzo trudna i odpowiedzialna, ale ci, którzy się odważyli, bynajmniej nie żałują. Nie żałuję niczego, co wzbogaciło moje życie, wiedzę i umiejętności.
Nie wiek, a głowaLiczne badania psychologiczne udowadniają, że niska percepcja niekoniecznie wiąże się z postępującym wiekiem. Fakt, wraz z upływem czasu maleje liczba komórek nerwowych i zaczynają postępować niedobory pewnych związków chemicznych biorących udział w procesie zapamiętywania, ale decydujący wpływ na stan umysłu ma tryb życia. - Mamy tyle lat, na ile się czujemy - uważa Grażyna. - Znam 30-tki zachowujące się jak 60-tki, ale też 80-tki z werwą 40-tek. W utrzymywaniu poziomu intelektualnego umożliwiającego chociażby studiowanie pomaga też brak chronicznych chorób (np. układu krążenia), wysoki poziom życia, zaangażowanie społeczne i towarzyskie oraz posiadanie inteligentnego małżonka. 30-, 40-letni studenci zazwyczaj robią duże wrażenie na swoich młodszych kolegach i to nie tylko tak zwanym doświadczeniem życiowym. - Tacy ludzie zdają już sobie sprawę z tego, jak ważne jest wykształcenie i podchodzą do niego bardzo poważnie. Chcą wiedzieć jak najwięcej, bo wiedzą, że każda zdobyta informacja może się kiedyś przydać - uważa Ola, studentka psychologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. I nie jest w swoich poglądach odosobniona. Podobne zdanie ma Magda, urzędniczka. - Tych dość nietypowych studentów wyróżnia przede wszystkim to, że wiedzą, co chcą osiągnąć - uważa..
Nie chcę, ale muszęStudia w średnim i podeszłym wieku niekoniecznie podejmują ludzie, którzy chcą zgłębiać swoją wiedzę z jakiejś konkretnej dziedziny. Czasami powrót do nauki wymuszają przepisy i pracodawcy. Od obecnych 30-, 40-latków oczekuje się dyplomu ukończenia wyższych studiów, który potwierdzałby ich kwalifikacje. W niektórych przypadkach ludzie z ustabilizowaną pozycją zawodową zaczynają studia tylko i wyłącznie z myślą o "papierku", który uchroni ich przed utratą pracy. Fakultet nie ma tu znaczenia. Liczą się tylko koszty i czas. Grażynę, nauczycielkę plastyki, do działania zdopingowały nowe przepisy. Ku zdziwieniu wszystkich, rozpoczęła studia zaoczne z biologii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Na starcie miała 38 lat. Według nowych wytycznych w oświacie, każdy nauczyciel powinien posiadać dyplom wyższej uczelni. Nauczyciel biologii, który wtedy pracował w mojej szkole, odmówił podjęcia studiów. Oprócz niego w szkole było jeszcze dwóch plastyków. Czyli jeden zbędny... Zresztą w jej przypadku studia nie były smutną koniecznością, za którą stały nowe przepisy. - Wiecznie miałam niedosyt i ciągle nie byłam pewna, czy robię to, co naprawdę lubię. Zaczęłam od sztalug i dłuta, ale potem zachciało mi się roślinek i zwierzątek. Studia rozpoczęłam z powodu chęci poznania czegoś nowego. Nowe przepisy tylko mi pomogły w podjęciu odpowiedniej decyzji. Mimo wielu przeciwności, dzięki swojemu uporowi - studia skończyła. - Na trzecim roku doszłam do wniosku, że skoro już tyle przeszłam, to niby dlaczego nie miałabym tego skończyć? - opowiada.
W podobnej sytuacji znalazły się Aśka i "Zdolna_ale_leniwa" z forum "Studia". Szukały tam informacji o uczelni, na której mogłyby w miarę łatwo i szybko zdobyć wyższe wykształcenie. Obie mają już długoletnie praktyki w swoich zawodach i własne rodziny. Aśka: "Mam dwoje dzieci i męża pracującego na zmiany, często w weekendy. Nie mogę zatem pozwolić sobie nawet na studia zaoczne, gdyż wiąże się to z całymi weekendami spędzonymi na uczelni". Obie kobiety nie mają złudzeń. Aśka: "Współpracuję z osobami po różnych kierunkach, niekoniecznie związanych z wykonywaną przez nie pracą. Jestem świadoma tego, że w mojej pracy zdobyta wiedza do niczego mi się nie przyda". Zdolna_ale_leniwa: "Cóż, papierek nie czyni pracownikiem, ale czasem bywa tak, że pracownik tego papierka potrzebuje".
Studia? Hm, a właściwie dlaczego nie?!W zupełnie innej sytuacji są ludzie, którzy na uczelnię wracają z własnej, nieprzymuszonej woli. W podjęciu decyzji o rozpoczęciu studiów pomaga im chęć zgłębienia danej dziedziny wiedzy, ale niemałe znaczenie ma również opinia otoczenia. Decyzja w końcu jest dość trudna. Studia wymagają przecież systematyczności, ciężkiej pracy i dobrej pamięci a nie każdy czterdziestolatek czy emeryt może się takową pochwalić.
Jedną z odważnych jest Elżbieta Dumania, zeszłoroczna absolwentka pedagogiki specjalnej warszawskiej Akademii Pedagogiki Specjalnej. Na starcie miała 45 lat. - W podjęciu decyzji pomogli mi przyjaciele i starszy syn. Moi krewni, za wyjątkiem męża i rodziny z jego strony, byli mile zaskoczeni moją decyzją i kibicowali mi przy każdym zaliczeniu, egzaminie, no i oczywiście przy obronie dyplomu - mówi. Miała też pewne obawy. - Bałam się, czy ogarnę swoim umysłem tyle informacji, zwłaszcza z medycyny i psychologii. Na początku było dość ciężko, ale z czasem dostosowałam się do grafiku a mój mózg już się nie buntował. Wraz z upływem czasu człowiek uczy się organizacji. Zawsze w ciągu doby udawało mi się znaleźć choćby godzinę na naukę. A egzaminy? Na pewno przygotowywałam się do nich gruntowniej i solidniej niż moi młodsi koledzy, którzy raczej uczyli się "po łebkach".
Historie Wiesława, Marka, Eli i Grażyny są jedyne w swoim rodzaju. Jednym udało się uzupełnić swoją wiedzę i być lepszymi pracownikami. Ela i Grażyna udowodniły, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń. Nawet tych z pozoru niemożliwych. W końcu życie jest po to, by je spełniać.



»
»
»
»
»
»
»
»
»
»
»
»
»
»
»
»