PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

Sondażowa schizofrenia

Tomasz Peciakowski
2007-05-03

Politycy często oskarżają ośrodki badawcze o faworyzowanie ich politycznych przeciwników. Chyba, że to właśnie oni są premiowani... Czy sondażom można ufać? Czy faktycznie zafałszowują rzeczywistość? A może to my nie potrafimy z nich korzystać i odpowiednio interpretować? Konfrontacja przedwyborczych sondaży z wynikami wyborów ukazują całą złożoność tego problemu.

Od zarania dziejów rządzący próbowali odpowiedzieć na pytanie, co myśli społeczeństwo. Początkowo było to związane z próbą poznania opinii ludu jedynie w celu ułatwienia funkcjonowania władcy. Niccolo Machiavelli był zdania, że tylko wtedy, gdy znamy potrzeby poddanych, możemy kontrolować ich siłę. Czas pokazał, że autor "Księcia" miał rację, bowiem presja ludzi wzrastała, a narzędzi, by poznać ich opinie i zapanować nad rosnącymi roszczeniami, wciąż brakowało.

Z biegiem lat, poddani stali się obywatelami, a władza nie pochodziła już tylko "od Boga", ale także od ludzi. Wybory były pierwszą faktyczną próbą łączenia głosów indywidualnych - dopiero wtedy zaczęto poznawać, co sądzi społeczeństwo. Na przełomie XIX i XX wieku pojawiły się narzędzia pozwalające coraz dokładniej badać opinię publiczną. "Rewolucyjnym" okazał się rok 1936, w którym George Gallup przeprowadził po raz pierwszy badanie na reprezentatywnej próbie losowej. Od tamtej pory wyniki wyborów są bardziej przewidywalne, a sondaże pełnią ogromną rolę w funkcjonowaniu demokratycznych państw.

Publiczność na smyczy

Kiedyś ludzie, aby wyartykułować swoje potrzeby, musieli wyjść na ulicę, by w ten sposób przemówić do rządzących. Obecnie to sondaże pokazują oczekiwania i nastroje społeczne. Politycy zaś, doskonale potrafią się w nowej rzeczywistości odnaleźć, dostosowując swoje działania do aktualnych oczekiwań.

Ochrzczone już przez niektórych piątą władzą sondaże, zawsze wywołują wśród polityków i dziennikarzy ogromne emocje. Jak pisał w "Niezbędniku Inteligenta" dr Radosław Markowski, sondaże są "zaprogramowanym przemysłem kreowania i odtwarzania opinii i postaw ludzi w kwestiach, które nierzadko są im całkiem obojętne". W ten sposób z wyników mało ważnego sondażu, media mogą uczynić temat na pierwszą stronę gazet. Rodzi się "demokracja sondażowa". Ustrój, w którym opinie wyrażane w procentach napędzają kołowrotek obietnic i populistycznych haseł.

Z drugiej strony, trudno wyobrazić sobie demokrację bez sondaży. Są one wskazówką dla rządzących, którą drogą chcą kroczyć obywatele. Lekceważenie woli ludzi może zagrozić niejednej politycznej karierze a wytrawni gracze dobrze o tym wiedzą.

Niedoskonałe metody

Przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi w 2005 roku wiele grup badawczych myliło się w swoich prognozach. Przez to niektórym z nich zaczęto zarzucać upolitycznienie. W ubiegłym roku, przed wyborami samorządowymi było odwrotnie - sondaże głównych ośrodków zazwyczaj były trafne, pomyliły się zaś te, których prognozy sprawdziły się w 2005 roku. Pokazuje to, jak bardzo złożony jest problem sondaży przedwyborczych oraz jak łatwo wyciągać pochopne wnioski.

- Główną przyczyną takich rozbieżności między ośrodkami jest obranie różnej metodologii badań - twierdzi dr Jacek Chołoniewski, dyrektor generalny Estymatora, wchodzącego w skład Polskiej Grupy Badawczej (PGB). Polskie placówki badawcze posługują się głównie dwiema metodami: losowo-adresową (wizyta w domu respondenta) lub "on street" (przeprowadzenie wywiadu na ulicy). - Pierwsza z nich byłaby na pewno lepsza niż druga, bo losowanie zapewnia większą reprezentatywność wyników ankietowania. Jednak blisko połowa wylosowanych respondentów odmawia rozmowy z ankieterem w swoim domu. Odsetek odmów jest szczególnie znaczący w dużych miastach. Na ulicy ludzie czują się bardziej anonimowi - dodaje dr Chołoniewski. Według PGB metodę "on street" stosuje około 60 proc. placówek badawczych w Europie.

O metodzie "on street" mówi Krzysztof Zagórski, dyrektor naczelny CBOS: "Nie do końca jestem do niej przekonany, bo żeby badanie było reprezentatywne, próba kwotowa musi być dobrana bardzo dokładnie". Podobne zdanie ma dr Robert Szwed (Instytut Socjologii KUL): "Po pierwsze, metoda "on street" wyklucza pewne kategorie społeczne, jak na przykład biznesmenów czy osoby niepełnosprawne, którzy rzadko wychodzą bezpośrednio na ulicę. Po drugie, metoda ta, wcale nie jest tak popularna wśród europejskich placówek badawczych, jak podaje PGB".

Kłopotliwi respondenci

Nie wszystko jednak zależy od metody badawczej. - Gdyby nawet były idealne próby, w pytaniach nie było żadnego błędu, a respondenci nie odmawialiby ankieterom odpowiedzi, to i tak przy najbardziej reprezentatywnej próbie, błąd lokuje się w granicach 2 - 5 procent - twierdzi szef CBOS. - Jeżeli więc różnica między wynikami danej partii w badaniach dwóch ośrodków badawczych wynosi 6 procent to mieści się ona w granicach błędu (3 procent z jednej i z drugiej), a ludzie traktują to już jako dużą różnicę.

We wspomnianym już artykule dr Radosław Markowski słusznie zwraca uwagę na inne uchybienia sondaży - ważna jest kolejność zadawania pytań, odpowiednie sformułowanie pytań, aby nie były sugerujące. Ponadto ludzie miewają często kilka opinii na dany temat i nie są w stanie udzielać jednoznacznych odpowiedzi. Respondenci często też zmieniają zdanie, a także - o czym mówi większość socjologów - po prostu kłamią, nie chcąc przyznać się do tego, co naprawdę myślą.

Coraz częściej w Polsce robi się badania telefoniczne. Taki sondaż sprawdza się w Warszawie, ale w skali kraju może przynieść fałszywe dane. W jednym z sondaży telefonicznych przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, Donald Tusk uzyskał aż 51 procent. Nie wzięto jednak pod uwagę, że w Polsce około 1/4 obywateli nie ma telefonu, a więc jest to grupa w tym badaniu nie reprezentowana. Są to przede wszystkim mieszkańcy wsi, rzadziej więc głosujący na liberalnego Tuska, a częściej na przykład na Leppera.

Perswazja i manipulacja

Prezentacja wyników sondaży jest często narażona na manipulację. Niekoniecznie celową. Jak przyglądać się wynikom badań sondażowych? Według dr Jacka Chołoniewskiego warto zwracać uwagę na zmiany notowania partii w sondażach jednego ośrodka badań, ale także na zmianę w notowaniach partii powyżej 5 procent, gdy przynajmniej większość ośrodków o tym informuje. Dr Krzysztof Zagórski (CBOS) zaznacza, że należy patrzeć, kiedy były robione badania, czy czasem po ich zrobieniu nie wydarzyło się coś istotnego. Ważne, aby tą datę podawały media, bo przecież sondaż publikowany jest kilka dni później.

- Media często nie potrafią interpretować sondaży. Ponadto, nie wszystkie podają, jakie dokładnie pytanie zostało zadane oraz nie pokazują, jaki jest odsetek osób, które odpowiedziały "nie wiem", a to jest ważne. Media powinny także podawać, na jakiej próbie i jaką metodą zostały przeprowadzone badania, bo wtedy można domniemywać, gdzie szacunkowy błąd może być większy - twierdzi dr Robert Szwed (KUL). - Nieprofesjonalnie zachowują się też dziennikarze, sondażem nazywając różnorakie sondy sms-owe czy audio-tele. Można traktować je jedynie jako zabawę, bo ani nie mamy próby reprezentatywnej (nawet dla widzów danego programu, występuje autoselekcja), ani nawet nie wiemy, ile osób tak naprawdę oddało swój głos - dodaje socjolog.

Jaka alternatywa?

Problem z sondażami jest niezwykle złożony i nawet między ośrodkami badawczymi nie ma zgody, jak najlepiej je przeprowadzać. Co więcej, nie mający żadnej wiedzy na ten temat politycy posługują się nimi do walki z konkurentami, a dziennikarze używają ich do wywoływania medialnego szumu. Interesowność w posługiwaniu się wynikami badań stwarza niebezpieczeństwo manipulowania opiniami społeczeństwa. Nie od dziś wiadomo, że obywatele w mniejszym lub większym stopniu sugerują się sondażami, mało osób lubi mieć odrębne zdanie niż większość. Kto chciałby zagłosować na partię, będącą w ogonach przedwyborczych prognoz? Łączyłoby się to ze świadomością zmarnowanego głosu. Dlatego bycie liderem sondażu może zapewnić późniejsze zwycięstwo.

Jak mawiał Churchill, "demokracja jest najgorszym ustrojem, jeśli nie brać pod uwagę pozostałych". Podobnie rzecz ma się z sondażami. Jeśli chcemy wiedzieć, co na dany temat myśli opinia publiczna, musimy posłużyć się tą niedoskonałą metodą badawczą. Bo lepszej jak na razie nie wymyślono.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.