PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

fot. Pomnik Lenika w Nowej Hucie

Śmierć przez zburzenie

Dawid Majer
2007-06-03

Konsekwencją budowania przez PiS IV RP, ma być realizacja projektu dekomunizacji przestrzeni miejskiej. W praktyce ma to oznaczać likwidację wszystkich pozostałości architektonicznych epoki PRL-u, w szczególności pomników bohaterów komunizmu. Rzecz wywołuje kontrowersje, jako że projekt popiera tylko koalicyjna LPR.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, najpierw dojdzie do zinwentaryzowania pamiątek minionego ustroju przez IPN, a później zaczną one być kolejno wyburzane. Uchronione zostaną tylko te obiekty, które wpisane są do rejestru zabytków, na przykład Pałac Kultury. Akcja ma być przeprowadzona z pieniędzy skarbu państwa. Jeżeli wierzyć w sprawność wykonawców, realizacja projektu zajmie pewnie nie rok, a co najmniej dwa.

Zmiany nazewnictwa ulic mamy już za sobą. Był to zabieg tyle kosmetyczny, co nieszkodliwy. Nie mógł odbić się w żaden sposób na wizerunku miast. Zrozumiałe było masowe niszczenie pomników Lenina w krajach byłego Układu Warszawskiego, kiedy dochodziło do postrewolucyjnych wyładowań. Zastanowić się jednak należy nad sensem podobnych działań dzisiaj.

Z wiadomych przyczyn trudno spodziewać się podobnych rozporządzeń w Rosji. Natomiast dobrze jest przyjrzeć się temu problemowi na gruncie niemieckim. Na terenach byłego NRD, w szczególności wschodniego Berlina, do dziś stoją pamiątki po dawnym ustroju. Możemy się tam przejść Karl Marx Strasse, czy odpocząć w wielkim Parku Treptow, w którym stoją potężne pomniki żołnierzy radzieckich. Obiekty zachowano tam z uwagi na galimatias historyczny. W końcu Armia Czerwona wyzwoliła Niemcy ze zbrodniczego nazizmu i w świadomości niemieckiej pozostaje to gorzką prawdą, której nie sposób było się wyprzeć nawet po zjednoczeniu w 1990 roku. Pielęgnacja bolesnej pamięci to również muzeum Muru Berlińskiego przy dawnym przejściu granicznym Checkpoint Charlie, czy DDR Museum.

Nie dawno w mediach niemieckich rozgorzała dyskusja na temat wolnostojących obiektów postawionych w czasach NRD. Ich zachowanie uderza w podświadomość naszych zachodnich sąsiadów - ocalenie tych pamiątek w dość przykry sposób poprawia ich narodowe samopoczucie. Niemniej jednak wskazano, iż konieczne jest postawienie tablic informacyjnych. Mają one w czytelny sposób przypominać przechodniom, że choć Armia Czerwona uwolniła naród niemiecki od nowotworu hitleryzmu, to sama wprowadziła nowy reżim. Czy pomimo ogromnych rozbieżności historycznych podobne rozwiązania miałyby sens na gruncie polskim?

U nas rzecz dotyka kwestii estetycznych i edukacyjnych. Pomniki PRL-u wkomponowane są w architekturę naszych miast i ich usunięcie spowodowałoby zakłócenie płynności przestrzeni miejskiej. Wiele z nich na trwałe wpisało się w wizerunek ulic, a ich istnienie pełni inne funkcje. Nie zawsze są szpetne, a nawet jeśli, to stanowią znakomity kontrapunkt dla współczesnej architektury. Bo pisząc o płynności, mam na myśli spójną różnorodność.

Na gruncie gdańskim dobrym przykładem jest sowiecki czołg, stojący na Alei Zwycięstwa. Dla niektórych punkt zborny, dla innych cel niewinnych i barwnych happeningów (kwiatek w lufie, czy pomalowanie pojazdu na różowo). Atrakcyjność takich obiektów wynika z ich "przebrzmiałego wydźwięku", a nawet ich ideowej bezużyteczności. Taki wabik został pomysłowo wykorzystany w formie wystawienniczej w krakowskim klubie "Propaganda", w którym dla oryginalności zgromadzono dzieła doby socrealizmu. Miejsce to oprócz tego, że jest ważnym punktem clubbingu w Krakowie, pełni podobnie jak Galeria Sztuki Socrealizmu w Kozłówce, funkcje stricte edukacyjne, czego wyjaśniać nie trzeba. Znając pchle targi i sklepy z pamiątkami wiemy, że gadżety sowietyzmu sprzedają się dobrze.

Wróćmy jednak do przestrzeni miejskiej. Czy aby nie czekają nas czasy, kiedy tak interesujące obiekty, jak rzeźby autorstwa Bronisława Kubicy czy Stanisława Horno-Popławskiego oglądać będzie można szczątkowo i wyłącznie w pomieszczeniach zamkniętych. Stanowią one część kultury polskiej i są świadectwem historii. Co z tego, że okaleczonej, ale jednak naszej. Czemu więc nie szukać alternatyw dla ich zachowania? Dawać nowe podpisy, albo wymyślać owym obiektom nowe funkcje. Dopiero tym sposobem można będzie osiągnąć kulturową dojrzałość. A miasta nie stracą swego ciężaru historycznego i zachowają swoją złożoną tożsamość.

Ciężko odebrać racji pomysłowi dekomunizacji ulic naszych miast. Wymaga tego nie tyle potrzeba zemsty, ile dążenie do historycznej prawdy. Trudno jednak przesądzać, aby tego typu sterylizacja przyczyniła się do umocnienia świadomości narodowej przyszłych pokoleń.

Patrząc na posępne i surowo wyrzeźbione twarze przodowników pracy, powinniśmy się nauczyć od nich niczym niewzruszonej obojętności. Bo to najbardziej rozsądne i eleganckie rozliczenie ich z tępej niewinności. Przepraszam za rym.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.