PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

fot. fil.us.edu.pl

"Psy" tak, "Pachnidło" - nie

Marta Sudnik
2007-06-05

- Nie ma w kinie polskim niczego, co by z definicji tę kultowość ułatwiało lub wykluczało. Czego byśmy nie powiedzieli, tak samo jest w Polsce i na świecie, do kina się nie chodzi - mówi prof. Andrzej Gwóźdź w rozmowie z Martą Sudnik.

Czym tak naprawdę jest kultowość?

- Nie można podać jednoznacznej definicji, można jedynie porozumieć się co do jej granic. Zawsze powtarzam, że jest ona specyficznym systemem napięć pomiędzy widzem a filmem. Film odnawia się w niej ciągle i żyje we wciąż nowych kontekstach, widz natomiast oddaje mu swoje kompetencje odbiorcze. W tym sensie jest to proces obustronny. Właśnie dlatego nie można zrobić filmu, co do którego od razu będziemy zakładać, że będzie kultowy. Można jednak zawrzeć w nim potencjał kultowości, który rozwinie się, jeżeli dzieło trafi na odpowiedni dla siebie czas. Niestety nowe technologie trochę "wyprały" kino z aury tajemniczości, pokazując wszystko w dodatkach. Pokazywanie tajemnic produkcji redukuje tę magię, a przez to zmniejsza potencjał kultowości. Zmusza do odbioru chłodnego i racjonalnego, podczas gdy w przypadku kultury powinien on być "gorący".

Czy obecna kondycja polskiego kina daje reżyserom możliwość stworzenia dzieła kultowego?

- Myślę, że tak, ponieważ w ostatniej dekadzie powstały filmy bezsprzecznie kultowe. Chociażby "Psy" Pasikowskiego. To jest kino, które trafiło na swój czas, zainteresowało swoją tematyką widownię. Przykładem takiej powtarzalności jest cykliczne pojawianie się tego filmu w ramówce telewizyjnej. Bo co to za film kultowy, którego nikt nie ogląda, bo nie może do niego dotrzeć? Za kultowe zostały uznane bardzo różne filmy, np. "Casablanca", dziś bezsprzecznie dzierżąca to miano, nie znalazła się w "Historii sztuki filmowej" Jerzego Toeplitza. Nie ma w kinie polskim niczego, co by z definicji tę kultowość ułatwiało lub wykluczało. Czego byśmy nie powiedzieli, tak samo jest w Polsce i na świecie, do kina się nie chodzi. Chodzi się na określone filmy czy autorów, ale nie po prostu do kina. Filmy Kieślowskiego - "Przypadek", "Podwójne życie Weroniki" też są filmami kultowymi. Dlaczego? Nie mam na to gotowej odpowiedzi. Być może wiąże się to z tym, że były takie a nie inne warunki w Polsce, które zadecydowały, że styl odbioru tych filmów wyłonił pewien typ emocji. Pasikowski może dlatego stał się kultowy, bo trafił swoim tematem w pewne tabu. Nikt wcześniej takich filmów o wojsku nie robił. Z filmów powstałych w ostatnich latach wybrałbym chyba "Pręgi", lecz nie wiem, czy osiągną ten status. Bo w przypadku filmów, które są za takie uważane jedynie w wąskich kręgach, zachodzi często takie zjawisko, kiedy zostaną zestawione z filmami bezspornie za takie uznane.

Czy takie naklejanie etykietki "kultowe" wszędzie, gdzie się tylko da, można uznać za symptomatyczne dla sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie kino - dominacji marketingu nad całością?

- Tak, to jest problem tego festiwalu (X Festiwalu Filmów Kultowych w Katowicach - przyp. red.), który wiąże się z problemem kina w ogóle. Nie da się ukryć, że to słowo stało się pojęciem marketingowym, wręcz quasi ekonomicznym, które ma napędzić koniunkturę na film. Dziś film bywa kultowy na etapie pisania scenariusza, albo realizacji. Często w prasie możemy przeczytać, że twórca X pracuje właśnie nad kultowym dziełem. To jest oczywiście absurd, bo wiadomo, że na kultowość składa się napięcie pomiędzy widzem a tym, co ogląda na ekranie. To jest proces, który po prostu wymaga czasu i należy to uczciwie przyznać. Film do kultowości dojrzewa, tak jak dojrzewa dobre wino. Obraz, który wchodzi na ekrany z etykietką kultowości, automatycznie podwyższa sobie przysłowiową poprzeczkę. Wynosi oczekiwania widzów na taki poziom, że w zasadzie są one nie do spełnienia. Miarą takiej populistycznej kultowości jest jedynie chwytliwy rynkowo aktor czy reżyser lub temat. I to wystarcza, żeby "przykleić" tę etykietkę.

Czy da się w jakiś sposób określić warunki, w których powstaje film kultowy?

- Takim naturalnym łożyskiem jest kino offowe, niskoobiegowe. Wytwarza ono określony system oczekiwań. Ma swoją widownię, dla której tworzy grypsy i które są przez nią przyjmowane. To stanowi swoistą macierz kina tego typu, lecz nie jest to oczywiście jedyny obszar. W kinie wysokoobiegowym także zdarzają się filmy, które dojrzewają do bycia kultowymi. Niestety jest szalenie trudno dokonać takiej diagnozy w ciągu dekady czy dwóch. Gdyby mnie pani spytała, który film dla mnie jest kultowy, to na pewno nie odpowiedziałbym "Pachnidło", bo nie wiem, czy tak jest naprawdę. To jest zbyt świeży materiał. Tak samo jak nie wiem, czy kultowa jest "Perła w koronie" Kutza czy "Niebo nad Berlinem" Wendersa. Obecnie dvd ma również bardzo duży wpływ na kreowanie mechanizmu kultowości. Poprzez opatrzenie dzieła materiałami z planu, wywiadami, komentarzem reżysera, tworzy się jakby nowa sytuacja. To medium pozwala stworzyć post factum autorowi całkowicie nową wersję filmu. Jednak wszystkie te zagadnienia są zbyt skomplikowane, a co za tym idzie sytuacja kina, jest zbyt skomplikowana, by skwitować to jednym zdaniem, czy nawet podczas jednej rozmowy.

Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Gwóźdź - wykładowca UŚ, kierownik Zakładu Filmoznawstwa i Wiedzy o Mediach, autor wielu książek z zakresu teorii i antropologii filmu, prezes Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego, oraz członek m.in. Komitetu Nauk o Kulturze PAN oraz Gesellschaft für Medienwissenschaft.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.