PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

SPOŁECZEŃSTWO

Promocja: magisterka za grosze

Łukasz Karliński
2007-05-11

Zjawisko plagiatów istnieje nie od dziś. Nasiliło się zwłaszcza dzięki wynalezieniu Internetu. Aby znaleźć pracę na dany temat, wystarczy wpisać kluczowe słowa w wyszukiwarce i już po chwili dostajemy wykaz dostępnych stron, w tym również linków do prac pisemnych.

Plagiat to słowo oznaczające w łacinie kradzież. To skopiowanie cudzej pracy lub jej części i przedstawienie pod własnym nazwiskiem, bez przytoczenia nazwiska rzeczywistego autora. Jednym z bardziej znanych przykładów plagiatu jest przypadek Guglielmo Marconiego, który w 1909 roku za skonstruowanie radia dostał Nagrodę Nobla a 30 lat później przegrał proces sądowy o pierwszeństwo wynalazku z Nicola Teslą. Wyrok zapadł jednak już po śmierci obu zainteresowanych.

Kopiuj, wklej

Nowoczesna technologia coraz bardziej sprzyja nielegalnemu pisaniu prac, powodując "otępienie" umysłu ludzi idących na łatwiznę. Wystarczy zaznaczyć tekst na komputerze, skopiować go a następnie umieścić w dokumencie podpisanym swoim nazwiskiem. Jeśli potrzebne informacje mamy w książce, można zeskanować potrzebne strony i za pomocą specjalnego programu rozpoznać tekst. Dla nauczycieli akademickich jest to duży kłopot, choć niektórzy sobie z tym radzą. - Kopiowałem w ten sposób pracę semestralną, lecz wykładowca nie zaliczył jej mówiąc, że została spisana z Internetu. Ciekaw jestem, czy sam do tego doszedł, czy ktoś "życzliwy" mu o tym powiedział? - zastanawia się Radek, student bibliotekoznawstwa. Odpowiedź na to pytanie jest jednak prosta: wystarczy wpisać kilka wybranych z tekstu zdań do wyszukiwarki internetowej, aby dowiedzieć się, czy praca była pisana samodzielnie, czy też - mówiąc uczniowskim żargonem - żywcem zerżnięta z sieci.

Twórcy plagiatowanych prac często nie zdają sobie sprawy, jakie konsekwencje grożą za taki występek. Rozpowszechnianie dzieła będącego plagiatem stanowi nie tylko naruszenie osobistego aspektu praw autorskich (fałszowanie prawdziwego autorstwa), ale również naruszenie praw majątkowych. W takim przypadku, autor może wystąpić o odpowiednie wynagrodzenie oraz naprawienie wynikłej szkody. Wysokość odszkodowania może być obniżona, jeśli podejrzany wykaże, iż naruszenie prawa nastąpiło w dobrej wierze. Poza tym, dopuszczającej się tego osobie grozi zawieszenie w prawach studenta czy nawet wyrzucenie z uczelni.

Ciekawe zdanie na temat łamania praw autorskich ma Justyna, studentka IV roku informacji naukowej. - Chociaż każde zdanie zaczerpnięte z innego opracowania należy zakończyć przypisem, to "omijanie" cudzysłowów jest jednak nagminne. Przecież już sam system pisania prac magisterskich na niewiarygodną ilość stron skłania do tego studentów. Po co pisać 120 stron na jakieś zagadnienie? Przecież to nie doktorat - denerwuje się.

Warto też przyjrzeć się drugiej stronie sporu, czyli nauczycielom akademickim. W tym gronie kradzieże twórczości są dużo rzadsze, choć niestety również się zdarzają. Głośna była sprawa uzyskania stopnia doktora na Uniwersytecie Białostockim przez osobę, której dwa lata wcześniej cofnięto ten tytuł za plagiat na innej uczelni. Co ciekawe, białostoccy uczeni mają wątpliwości również przy ostatniej pracy doktorskiej.

Jak kupić mgr?

W prasie nie brakuje ogłoszeń o zabarwieniu plagiatowym. "Pisanie prac dyplomowych, wypracowań itp. na tematy: sytuacje kryzysowe, politologia, dziennikarstwo, historia, filozofia, konstytucja RP." Postanowiłem zadzwonić i uzyskać więcej informacji. Telefon odebrała młoda dziewczyna o miłym głosie. Zdziwiła mnie cena pracy magisterskiej z dziedziny dziennikarstwa. Zamiast spodziewanej czterocyfrowej sumy, o jakich można przeczytać na różnych forach w Internecie, w słuchawce usłyszałem: 350 zł. Jak stwierdziła dziewczyna, cena może się jednak zmienić, w zależności od długości pracy i czasu realizacji zlecenia.

Taka kwota budzi podejrzenia, czy na pewno uzyskamy odpowiednią jakość. Nie ma jednak obaw, praca pisana jest przez absolwentkę dziennikarstwa, która aktualnie robi... doktorat z tej dziedziny. Student nie powinien obawiać się też żadnych systemów antyplagiatowych, bo tekst jest tworzony "na świeżo". Nie ma więc mowy o kopiowaniu czegokolwiek przez Internet. Wygląda więc na to, ze osoby dopiero startujące w tym biznesie, kuszą swoich klientów niskimi cenami. Trafne zdanie ma w tym temacie Ania. - Dlaczego ten, kto kradnie komórki jest złodziejem, a osobom zamawiającym lub piszącym pracę na zlecenie, plagiat najczęściej uchodzi na sucho? - pyta retorycznie.

Młodsi też potrafią

Spisywanie prac to domena nie tylko środowiska akademickiego. Problem dotyczy również maturzystów, a sprzyjają temu zasady nowego egzaminu dojrzałości. Uczeń ma cały rok na przygotowanie prezentacji z wybranego przedmiotu. Dla niektórych taka ilość czasu jest zbyt mała, jednak znajdują na to sposób.

Za pośrednictwem jednej ze stron internetowych bez problemu można kupić prezentację maturalną za jedyne 10 złotych. Witryna ta w sprytny sposób ucieka spod topora wymiaru sprawiedliwości, oferując tylko prace przesłane przez autorów, którzy wyrazili na to zgodę. Otrzymują w zamian 5 zł za każdą osobę, która kupiła ich dzieło. Pod względem prawnym wszystko jest w porządku, bo - jak twierdzą twórcy portalu - prace są sprzedawane wyłącznie w celach informacyjnych, niczym książki w księgarni. W praktyce jest jednak inaczej.

Batalia trwa

Aby walczyć z coraz większą liczbą plagiatów przy pisaniu różnego rodzaju prac, powstał portal Plagiat.pl, oferujący system antyplagiatowy. Program stworzyli w 2002 roku dwaj absolwenci Uniwersytetu Warszawskiego - Tomasz Skalczyński oraz Kamil Nagrodzki. Gdy coraz częściej docierały do nich skargi na nieuczciwych studentów, wymyślili sposób na ograniczenie kopiowania tekstów z Internetu. Po wstawieniu tekstu do programu, następuje przeszukiwanie sieci oraz własnych zasobów. W wyniku tych działań, tworzony jest raport podobieństw, określający procentowy współczynnik podobieństwa tekstu do innych, znajdujących się w Internecie. Wskazywane są również źródła, w których wystąpiły identyczne fragmenty tekstu. Obecnie z systemu Plagiat.pl korzysta ponad 40 polskich uczelni. Większości z nich w ten sposób sprawdza wszystkie prace licencjackie i magisterskie dopuszczone do obrony.

Pomysł jest bardzo interesujący i święci triumfy, jednak nie od dziś wiadomo, że "Polak potrafi". Wady systemu odkryli oczywiście studenci. Wystarczy inaczej wstawić przecinki, aby praca pomyślnie przeszła przez program. Interpunkcja może nieznacznie obniżyć ocenę, jednak praca jest dopuszczona do obrony.

Podobną działalnością zajmuje się BOWI, czyli Biuro Ochrony Witryn Internetowych. Firma BOWI Group trudni się monitorowaniem stron internetowych biorąc pod uwagę ich podobieństwo. Przegląda też fora związane z plagiatem i szuka twórców stron z bezprawnie zapożyczoną grafika, tekstem itp. Osoby oraz firmy, którym zostanie udowodnione dopuszczenie się plagiatu, trafią na Czarną Listę BOWI Group, co w praktyce oznacza przekreślenie profesjonalnej kariery w dziedzinie programowania.

Polska nauka niewątpliwie stoi przed wielkim wyzwaniem. Cieszy fakt, że uczelnie starają się bronić przed kradzieżą własności intelektualnej. Eliminowanie nieuczciwych z grona osób z wyższym wykształceniem jest jednak ciężką i żmudną pracą. Musi upłynąć wiele czasu, aby problem plagiatów ograniczyć do minimum. Bo w całkowite wyeliminowanie tego zjawiska nie wierzą chyba nawet najwięksi idealiści.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.