Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
Praca, która się nie opłaca
Coraz więcej Polaków ma zatrudnienie, płaci podatki i wspólnie przyczynia się do dobrobytu w naszym kraju. Jednak o dużej liczbie pracujących niewiele wiadomo. Nie są zarejestrowani, nie płacą podatków, ani składek. To oni tworzą potężną, szarą strefę, okradającą uczciwych podatników i będącą zmorą dla fiskusa.
W lipcu poziom bezrobocia wyniósł 12,2 proc., a w urzędach pracy zarejestrowanych było 1855,6 tys. osób. Dla porównania, wg GUS w styczniu 2007 roku stopa bezrobocia w Polsce wynosiła 15,1 proc. Tą spadkową tendencję tłumaczyć można zwiększeniem zapotrzebowania na pracowników, korzystną koniunkturą gospodarczą, a także wzrostem liczby wyjazdów do pracy za granicą. W naszym kraju zdecydowanie dzieje się lepiej. Jednak, czy wszyscy, którzy określają siebie mianem bezrobotnych, rzeczywiście nie pracują? Niestety, wielu wybiera pracę na czarno.
Zasilanie zasiłku
Niechęć pracowników, jak i pracodawców do legalizacji stosunku pracy sprawia, że w Polsce cały czas utrzymuje się duża szara strefa. Szacuje się, iż w naszym kraju nielegalnie pracuje ok. 1,5 mln osób. Według "Gazety Prawnej ich praca jest warta 133 mld. Oznacza to, że podatki, które mógłby ściągnąć fiskus z osób pracujących na czarno wynoszą 25,8 mld zł i niemal pokryłyby dziurę budżetową.
Istotnym czynnikiem, który bezpośrednio wpływa na to, że dużo osób wybiera pracę na czarno są wysokie pozapłacowe koszty pracy, np. składki do ZUS. Pracodawca niechętnie bierze na siebie te koszty. Istnieje również luka prawna, pozwalająca wymigać się od legalnego zatrudnienia nowych osób. Przedsiębiorcy mają siedem dni na zarejestrowanie nowego pracownika i przy kontrolach mówią po prostu, że ustawowy tydzień jeszcze nie minął.
Oczywiście fakt, że pracują nie przeszkadza im w zgłaszaniu się po zasiłek dla bezrobotnych i łączące się z nim ubezpieczenie zdrowotne. Wystarczy jedno zaświadczenie z PowiatowegoUrzędu Pracy i już państwo płaci za dożywianie i stypendium szkolne dla dzieci, zapewnia akademik bądź przyznaje dodatek mieszkaniowy.
Komfortową sytuację pseudo-bezrobotnych nieznacznie psuje przepis, że nieprzyjęcie oferty pracy powodowało skreślenie ich na trzy miesiące z list urzędu pracy. Jednak ta i inne restrykcje stosowane przez urzędników okazywały się na tyle nieskuteczne, iż poziom zatrudnianych na czarno nie spada. Według obowiązujących stawek bezrobotni mogą otrzymywać 521, 90 zł. Być może nie jest to porażająca kwota, jednak kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że wiele osób, które go otrzymuje zarabia jeszcze na czarno, nie odprowadzając żadnych podatków, wydaje się on bardziej atrakcyjny.
Co gorsza, taka sytuacja odpowiada również pracodawcom. Na forach internetowych dotyczących szarej strefy nie brakuje entuzjastycznych wypowiedzi nieuczciwych przedsiębiorców. Oto jedna z nich: "Zatrudniam 50 pracowników na czarno. Płacę im 1500zl i nie odprowadzam żadnych podatków itp. itd., pracownicy są zadowoleni, nikt nie protestuje, a mi się to po prostu opłaca".
Słupsk walczy z "szarymi"
Pozytywny przykład tego, jak powinny działać urzędy pracy dał PUP w Słupsku. Nic dziwnego, że słupscy pośrednicy aktywnie szukają rozwiązań. Bezrobocie w tym regionie sięga 32,5 proc., a bez prawa do zasiłku jest już 15 tys. osób. Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że właściciele firm nie mogą znaleźć chętnych do pracy.
W odpowiedzi na te zastraszające statystyki 18 czerwca słupski urząd zorganizował targi pracy dla bezrobotnych. Było to już trzecie Forum Aktywizacji Rynku Pracy - V Pomorskie Targi Pracy. Do udziału zaproszono 214 pracodawców, z czego udział w tym wydarzeniu wzięły 53 firmy oferujące 700 miejsc pracy. Dodatkowo, pośrednicy oferowali jeszcze 2300 ofert zatrudnienia, co daje w sumie 3 tys. miejsc pracy.
Co na to słupscy bezrobotni? Byli zobowiązani do tego, by pojawić się na targach i podpisać listę obecności. Na Forum Aktywizacji Rynku Pracy zjawiło się łącznie 6 tys. osób, z czego prawie 4 tys. wezwanych przez urząd. Marcin Horbowy ze słupskiego PUP, pomimo dużej frekwencji bezrobotnych na targach nie jest zadowolony z ich aktywności. - Większość osób, które zostały wezwane do udziału w targach pojawiła się tylko po to, żeby wpisać się na listę - mówi rzecznik prasowy Słupskiego Urzędu Pracy.
Nic w tym dziwnego, za niepojawienie się groziły takie same konsekwencje, jak za niezgłoszenie się do urzędu pracy w wyznaczonym terminie. Osoba taka zostałaby wyłączona z ewidencji na trzy miesiące i dopiero po tym czasie mogłaby ponownie starać się o status bezrobotnego.
Z szansy, którą stworzyło Forum Aktywizacji Rynku Pracy skorzystało jedynie 500 osób. Ale słupski PUP i tak może być zadowolony z wyników inicjatywy, ponieważ 1913 osób zostało wyłączonych z ewidencji, z czego 1305 za niestawienie się na targach. Wśród pozostałych 608 osób część znalazła pracę na targach, niektórzy zaś po prostu "przypomnieli" sobie, że już pracują. Dzięki ich wykreśleniu, słupski PUP zyskuje 140 tys. zł miesięcznie.
Ale targi pracy to nie jedyny pomysł słupskich pośredników. Wpadli oni na jeszcze jedno rozwiązanie. Postanowili wprowadzić Karty Aktywności Zawodowej. Pomysł jest prosty i bardzo skutecznie motywuje bezrobotnych do poszukiwania pracy. Bezrobotny otrzymuje kartę z adresami pracodawców, których oferta najbardziej odpowiada jego wykształceniu. Ma on obowiązek zgłosić się do nich na rozmowę kwalifikacyjną. Gwarantem, że wziął udział w rekrutacji ma być pieczątka i podpis pracodawcy. Jeśli nie jest on odpowiednim kandydatem na proponowane stanowisko, przedsiębiorca musi pisemnie uzasadnić, dlaczego nie chce go zatrudnić.
Po otrzymaniu czterech negatywnych wpisów na Kartę Aktywności Zawodowej, bezrobotny kierowany jest na obowiązkowe warsztaty poszukiwania pracy, na których pomaga mu się wyeliminować błędy, które popełnia. Uczy się, jak pisać CV, list motywacyjny i jak zachowywać się podczas rozmowy kwalifikacyjnej. To zupełnie nowy pomysł. - Nie słyszałem, żeby gdzie indziej były takie pomysły - mówi Marcin Horbowy, rzecznik prasowy PUP w Słupsku. Inicjatywy ze Słupska zyskały przychylność urzędników z ministerstwa pracy. Jest więc szansa, że pomysły z Pomorza będą implementowane w urzędach pracy w całym kraju.
Szukając rozwiązania
Małgorzata Gwiazdowska, kierownik suwalskiego oddziału Wojewódzkiego Urzędu Pracy przypomina , że Karty Aktywności Zawodowej wcale nie są nowym pomysłem. Były już używane i zdarzało się, że doprowadzały do absurdalnych sytuacji, kiedy bezrobotni po prostu zbierali podpisy i pieczątki w miejscach, które były zupełnie nieadekwatne do tego, jakie posiadają wykształcenie. - Takie rozwiązania to jedynie półśrodki. Powinno się oddzielić urzędy pracy od świadczeń. Tak, żeby do urzędu pracy przychodzili tylko ludzie rzeczywiście poszukujący pracy. Teraz wielu bezrobotnych przychodzi jedynie po zasiłki i cokolwiek by z nimi nie robić, to oni i tak nie chcą być zatrudniani - mówi Gwiazdowska. Nawet najlepsze inicjatywy nie pomogą, jeśli bezrobotni dalej będą postrzegali urzędy pracy jedynie jako instytucje dające zasiłki.
Nowa ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), która weszła w życie 1 lipca 2007 ma pomóc w walce z szarą strefą. W świetle nowych przepisów inspektor ma prawo nałożyć na pracodawcę nielegalnie zatrudniającego pracowników grzywnę do 2 tys. zł, a sąd przyznać karę sięgającą nawet 30 tys. zł.
Jednak już teraz wiadomo, że w tym prawie są luki, ponieważ osoby fizyczne mogą bezkarnie zatrudniać na czarno, a PIP nie ma prawa ich kontrolować. Działający do tej pory policjanci pracy, po przeszkoleniu staną się inspektorami pracy, którzy będą mogli kontrolować jedynie przedsiębiorstwa. Jednak takie działania nie wystarczą. Walka z nieuczciwymi bezrobotnymi powinna rozpoczynać się w urzędach pracy, wspomagana dobrymi rozwiązaniami prawnymi.
W Polsce szarą strefę ciągle traktuje się w kategoriach restrykcyjnych. Tymczasem lepszym rozwiązaniem byłoby obniżanie kosztów pracy i znoszenie barier. Jak na razie ustawodawcy skupiają się na kontrolowaniu przedsiębiorców. Być może przyjdzie również czas, kiedy stworzą warunki dla rozwijania się przedsiębiorczości i takich rozwiązań podatkowych, by ludziom legalna praca po prosu się opłacała.



Tekst powinien być zatytułowany: Jako okraść państwo, tak sądzę. Bo to... »
Lecz swoją drogą państwo też mnie okrada! Oddaję ponad 20% zarobków... »
Spójrzcie na sondę przy artykule - 20% ludzi, którzy weszli na tą stronę... »