Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
OPINIE
Polsko-niemiecka wojna na karykatury
Niemieckie media i politycy krytykują okładkę tygodnika "Wprost", przedstawiającą kanclerz Angelę Merkel karmiącą piersią braci Kaczyńskich. Co kilka dni, tego typu publikacje pojawiają się również w niemieckich mediach. Wywołują oburzenie u obu stron sporu. Sprawę dla LEAD.PL komentują Andrzej Mańka (LPR), Joanna Senyszyn (SLD) oraz Julia Pitera (PO).
Mańka: Nie ma się czym oburzaćMyślę, że niemieckie media przesadzają. Chciałbym zwrócić uwagę na to, że w przypadku różnych karykatur Lecha Kaczyńskiego, tamtejsza prasa była bardzo wstrzemięźliwa w krytyce. Nikogo to nie oburzało. Mówiło się, że jest to dopuszczalna forma ekspresji dziennikarskiej. Myślę, że jest to podobny przypadek, a przy tym bardzo wymowny pod względem przesłania. Na miejscu niemieckich mediów nie oburzałbym się tym.
Karykatury powstają w redakcjach czasopism, nie stoi za nimi żadne lobby, w związku z tym uważam, że nie powinniśmy się tą satyrą przejmować. Prasa powinna na bieżąco, w sposób ekspresyjny, opisywać aktualne wydarzenia polityczne. Klimat, który wytwarzają media na pewno rzutuje na politykę, ale jej nie determinuje. Czasem ostre przedstawienie problemu w mediach może nawet zwrócić uwagę polityków na istotne problemy.
Senyszyn: Satyra uderza w braci KaczyńskichOkładka zbulwersowała zarówno Niemców, jak i Polaków. Dzisiaj czytałam bardzo wiele krytycznych wypowiedzi na ten temat. Myślę, że przedstawia ona w złym świetle przede wszystkim nasze władze. Bo skoro bracia Kaczyńscy są karmieni piersią przez Angelę Merkel, to oznacza, że są naprawdę dziećmi. Ja zresztą pisałam, że na szczycie Unii zachowywaliśmy się jak enfant terrible, czyli takie nieznośne dzieci w Europie. W gruncie rzeczy u nas krzyczy się o wielkim sukcesie w negocjacjach, a tak naprawdę żadnego sukcesu nie odnieśliśmy.
Natomiast sama okładka nie jest aż tak bulwersująca. Absolutnie utrzymuje się w dotychczasowej formie preferowanej przez "Wprost". Bo czym różni się na przykład od Rywina z głową w sedesie? Pismo przyjęło dość bulwarową formę przyciągania czytelnika i jej się trzyma. Satyra nie jest nawet celną odpowiedzią na zaczepki niemieckiej prasy, bo kanclerz Niemiec jest tu przedstawiona jako osoba dominująca, która przygarnęła niesforne dzieci na zasadzie powiedzenia: "ustąpić głupiemu - sto dni odpustu".
Ta okładka jest szalenie w niemieckim stylu. Pasuje do ilustracji, które ukazały się wcześniej w niemieckiej prasie. Byłam nawet zaskoczona, że Polacy są skłonni zrobić karykaturę w takim ciężkim, niemieckim stylu. Niemcy nie maja się po co oburzać.
Prasa zawsze zamieszczała karykatury, bo jest wolna, finansowana z prywatnych środków, więc nawet jeżeli dziennikarze z czymś przesadzą, to dzieje się to na ich odpowiedzialność. Władza nie odpowiada za działania niezależnych mediów. Należy rozgraniczyć działania mediów od biegu polityki. Karykatury w krajach demokratycznych bywają straszne i nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy obciążać władzy za to, co robią media.


