PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

PRAWO

Political Fiction cz. 1: Lewicowy hazard

Kazimierz Turaliński
2007-05-08

W lipcu 2003 roku prasa opublikowała część, stanowiących tajemnicę państwową, zeznań świadka koronnego Jarosława Sokołowskiego. Wedle ich treści, pruszkowski związek przestępczy przez lata ochraniać miał interesy polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pierwotnie pakt obejmował automaty do gier losowych. Później, członkowie gangu rzekomo udzielali działaczom wysokich pożyczek oraz wręczali łapówki, za co otrzymywać mieli m.in. atrakcyjne nieruchomości przeznaczone na działalność gospodarczą - dyskoteki, puby, restauracje.

"Nie wiem, jak to się zaczęło, mnie powiedzieli R. [pseud. Bolo, członek tzw. Zarządu grupy Pruszkowskiej - przyp. aut.] i Parasol [Janusz P.], że dogadali się z SLD. Układ miał polegać na tym, że miejsca, w których wstawiane były maszyny do gier, uznawane były przez grupę jako własne, a właściciele lokali, gdzie były takie maszyny, musieli płacić określoną kwotę od każdej maszyny. Z reguły było to od 50 do 100 USD miesięcznie. R. i Parasol mówili, że ktoś z SLD wskazał im firmy, których maszyny mają być wstawiane. Grupa zapewniała, że będą wstawiane tylko maszyny tych firm i miała z tego określone zyski. Automaty takie ustawione są na terenie całej Polski, z tym że na terenie innych miast niż Warszawa połowa zysku dawana była miejscowym grupom. Na terenie całej Polski wstawionych jest kilkadziesiąt tysięcy automatów. Każdego miesiąca zyski sięgają kilku milionów dolarów.

Tajemnica Państwowa

[...] Na spotkaniu z Pershingiem ustaliliśmy, że Franek będzie jeździł po Polsce i zmuszał firmy, które wstawiały maszyny do gier do lokali, do płacenia haraczu. Miało być tak, że jeżeli firma wstawiała ponad tysiąc automatów, miała płacić 100 dolarów miesięcznie od automatu. Jeżeli zaś firma miała mniej niż tysiąc automatów, wtedy miało być płacone 50 dolarów miesięcznie od automatu. Pershing dostał od Malizny [Mirosław D. członek tzw. Zarządu grupy Pruszkowskiej - przyp. red.] listę, ja w tym samym czasie dostałem tę samą listę od Parasola. Była to lista sześciu firm wstawiających automaty do gier. Z tych firm nie można było zbierać haraczy. Parasol mówił mi, że są to firmy związane z SLD, finansujące tę partię [...] Wiem, że haracze dla ?starych? z automatów do gry płaciła firma Nowapol. Nie wiem, gdzie ta firma ma siedzibę." - zeznania takiej treści zostały złożone przez Jarosława Sokołowskiego w 2000 roku przed prokuratorami Mierzewskim i Grześkiewicz.

W kilka dni po ich ujawnieniu, prokuratura zwołała konferencję prasową. Szef warszawskiej prokuratury apelacyjnej Zygmunt Kapusta przyznał, że cytowane przez prasę zeznania są autentyczne. Zaraz potem dodał jednak, iż "w sprawie pruszkowskiej nie ma wątków politycznych". Zdementowano także pogłoski o jakichkolwiek powiązaniach z pruszkowskim związkiem przestępczym ówczesnego, wywodzącego się z SLD, szefa Agencji Wywiadu, Zbigniewa Siemiątkowskiego. Takie nazwisko przewijało się w zeznaniach byłego gangstera, obok innych, rzekomo skorumpowanych polityków Sojuszu. Równie optymistyczne, lecz częściowo odmiennej treści zapewnienia, złożył prokurator krajowy Karol Napierski - "Wątki polityczne i biznesowe sprawy gangu pruszkowskiego są oczywiście badane i nie marginalizujemy ich, ani też nie umorzyliśmy tych postępowań. [...] Kolory polityczne nie mają tutaj znaczenia". Mimo to, od dnia złożenia zeznań do ich publikacji upłynęły trzy lata. W tym czasie śledztwa wcale nie posunęły się do przodu. Skupiono się wyłącznie na wątkach sensu stricte kryminalnych. Niezwłocznie wszczęto jednak oddzielne dochodzenie w sprawie dotyczące ujawnienia tajemnicy państwowej.

Ze stanowiskiem warszawskiej prokuratury apelacyjnej nie zgodził się człowiek odpowiedzialny za wykrycie polskich struktur przestępczości zorganizowanej - były szef MSWiA Marek Biernacki. Jak twierdzi, z uzyskanych dowodów i informacji operacyjnych wynika powiązanie grupy pruszkowskiej z określonym układem politycznym. Osią tej współpracy miały być właśnie automaty do gier.

Gdy po opuszczeniu aresztu, pod eskortą policji, Sokołowski odwiedził rodzinny dom, nie odnalazł już listy protegowanych podmiotów. Poza nią zaginęły przechowywane w komputerze notatki Franka, dotyczące haraczów pobieranych dla Pershinga. Te zawierały nazwy zastraszanych przedsiębiorstw, liczby pozostających w ich dyspozycji maszyn oraz szczegóły rozliczeń. Wcześniej, policjantom chroniącym świadka, wydano rozkaz... przewiezienia i porzucenia Masy przy trasie katowickiej. Oznaczałoby to pewną śmierć skruszonego gangstera. Lojalni mundurowi oficerowie nie wykonali polecenia. Według Sokołowskiego, to właśnie z powodu automatów do gier i wiedzy na temat tego biznesu zgładzono Kolikowskiego. O politykach Masa woli nie mówić. Prokuratorzy prowadzący śledztwo też nie drążyli tematów dotyczących wpływowych kręgów. Mieli wręcz bać się tego, co świadek miał do powiedzenia. Jedynie zaufanym dziennikarzom Sokołowski miał zdradzić, iż znaczna część dochodów "Starych Pruszkowskich" przeznaczana była na kampanię wyborczą i finansowanie pewnej partii. Nie wskazał jednak wówczas jej nazwy.

Politycy i gangsterzy

Hazard i polityka były od początku istnienia Pruszkowa ważnymi płaszczyznami aktywności grupy. Niekwestionowanym liderem zyskownej eksploatacji wszelakich gier i zakładów bukmacherskich pozostawał Pershing. W branżę inwestowali również jego najbliżsi współpracownicy. Na początku lat dziewięćdziesiątych, Wojciech K. pseudonim Kiełbacha z Pruszkowa wraz ze Zbigniewem Sz. pseud. Simon, planowali wspólne powołanie górnośląskiego centrum hazardu - salonu gier "Zielone Bingo". Później, wspólnie z Masą, przedsięwzięcie rozszerzono o telewizyjną loterię pod tą samą nazwą. Do właściwych urzędników dotarły jednak informacje precyzujące źródła bogactwa inwestorów, w wyniku czego projekt upadł. Zamiast salonu gier hazardowych, Simon otworzył luksusową restaurację - Zielone Oczko. Położona przy jednej z głównych katowickich arterii, a jednocześnie w zadbanym Parku Kościuszki, stała się najmodniejszym lokalem miasta. To w Zielonym Oczku czołowi polscy gangsterzy wytypowali Dębskiego na ministra sportu. Motywem miały być rządowe kontrakty zapewnione członkom gangu przez dyspozycyjnego działacza.

Za pośrednictwem znanego biznesmena, pożyczek politykom udzielać miał m.in. Andrzej Kolikowski. Najprawdopodobniej w wyniku jednej z nich, w kontrowersyjnych okolicznościach, śmierć poniósł dawny wicepremier Ireneusz Sekuła. Polityką lokalną zajmował się bliski współpracownik A. Kolikowskiego - Paweł M. pseud. Małolat. Po aresztowaniu Pershinga w 1994 roku, zaufany gangster przejął część jego interesów oraz wpływów. Gdy Małolat odbył swoją karę za nielegalne posiadanie broni, stał się aktywnym członkiem warszawskiego koła SLD w dzielnicy Bemowo. Sprawę nagłośniły media, wówczas oddział partii został rozwiązany. Jednak już w maju 2000 roku, policjanci CBŚ prowadzący działania operacyjne w czasie poszukiwań Pawła M., trafili na strzelnicę warszawskiej Legii. Wówczas bawili się tam, na zamkniętym bankiecie, parlamentarzyści i samorządowcy SLD. Poseł Janusz Zemke oskarżył policję o nielegalną inwigilację partii, Zbigniew Sobotka wsparł zarzuty fotografiami precyzyjnie wskazującymi właśnie funkcjonariuszy w cywilnych ubraniach. Jak ustalono, CBŚ nie tylko prowadziło zewnętrzną obserwację terenu, lecz także wprowadziło nań swoich ludzi. Wbrew oczekiwaniom, Małolata jednak nie odnaleziono. Całe zdarzenie uznano za celową prowokację.

Choć Paweł M. był podejrzewany o organizowanie międzynarodowych transakcji Pruszkowa oraz legalizację brudnych pieniędzy grupy, akt oskarżenia przeciw niemu oparto wyłącznie na pospolitych przestępstwach kryminalnych. Wśród nich znalazło się porwanie właściciela dyskoteki z Ostródy (postępowanie umorzono), uprowadzenie TIR-a, handel narkotykami, a dawniej nielegalne posiadanie wyrzutni granatów i granatów zaczepnych RG-42.

Haracze od tzw. jednorękich bandytów egzekwowano na terenie całej Polski. Na Pomorzu za ten proceder odpowiadała, powiązana z Pruszkowem i Pershingiem, grupa Piotra J. pseud. Jodkins, Ludwika M. i Sergiusza A. Wymuszali oni miesięcznie po 50 tys. zł od każdej z tamtejszych spółek branżowych. Jak mówili, pieniądze były niezbędne, by "przepchnąć w Sejmie zmianę ustawy o grach losowych". Organy ścigania nie traktowały jednak tych deklaracji, ani rzekomych rządowych koneksji przestępców, poważnie. W tym jednym przypadku słusznie. Kryminaliści z Wybrzeża, pozbawieni wpływów Pershinga i Zarządu, nie mieli już żadnego dostępu do najwyższych kręgów władzy.


Czytaj również:
Political Fiction cz. 2: Milion dolarów za 5 tys. euro
Political Fiction cz. 3: Fakty z zeznań "Masy"
Political Fiction: Epilog

Opracowano na podstawie książki Kazimierza Turalińskiego "Dokumentacja III RP - Objawy Mafii"

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.