PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

Political fiction?

Karolina Ożdżyńska
2007-09-06

"Gazeta Wyborcza" sama do siebie dodaje w prezencie serial Agnieszki Holland. Takie political fiction, jak uprzejmie reklamuje sympatyczny głos z offu. Nie tylko pani Holland pokusiła się o taką, specyficzną tematykę.

Było im miło, kiedy tak sobie dłużej siedzieli nagrywając. Bo kolega jest od tego przecież. Spotkali się i nagrali płytę. Z okładki patrzą na słuchacza zniesmaczone twarze. Z lekkim przekąsem zapraszają do posłuchania swoich głosów. Waglewski zaczyna opowiadać historię. Tak właśnie słucha się całej płyty, jakby była zlepkiem historii opowiadanych przez dwóch facetów. 17 utworów słowno-muzycznych (dalej zwane będą piosenkami, kawałkami lub utworami), dwa doskonale znane głosy, dwie kontrowersyjne osobowości.

Czego tutaj nie ma! I country, i blues, i... Sporo gitar. Oj dzieje się, jakby powiedział Jurek Owsiak. No i teksty. Może nawet są na pierwszym miejscu. Czasem nasi dwaj koledzy wspominają jak to było kiedyś. Maleńczuk śpiewa o rocznicy. Zadaje niby filozoficzne pytania. Innym razem sam sobie odpowiada. Były wokalista Pudelsów wielbi wojnę, oczywiście z przekąsem i na warszawską melodię. Tylko akcentu brak. Waglewski wtóruje mu w tle ("Niech żyje wojna"), albo sam Maleńczuk udaje typowych warszawiaków z okresu, powiedzmy, międzywojennego ("Bal na Gnojnej"). W połowie płyty Waglewski odzywa się. Spokojniej, z towarzyszeniem jednostajnej gitary. Głos mężczyzny. Chwila, powiedzmy, refleksji szybko przerwana zostaje politycznym wywodem. Panowie prowadzą też monologi kierowane do kobiet. Parę coverów na okrasę. Trochę pomieszanie z poplątaniem.

Zdecydowanie więcej słychać Maleńczuka. Waglewski obecny jest raczej duchem. No, ale kiedy już się odezwie, to rekompensuje swoje milczenie. Każdy kawałek można odbierać osobno. Można pisać, że to inteligentne protestsongi, że są zaangażowane, że Maleńczuk robi to, co najbardziej lubi, a nawet, że Waglewski sięga do korzeni. Z tą płytą jest jak ze słynnym zdaniem z Mickiewicza: "A imię jego czterdzieści i cztery". Analiz i interpretacji było mnóstwo, a i tak nikt nie wie, co ta liczba oznacza. Ktoś powiedział, że to ważna płyta i niesie powiew nadziei na lepsze w polskiej muzyce. Posłuchać po prostu trzeba.

Maciek Maleńczuk i Wojtek Waglewski, "Koledzy"

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2010.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.