Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KULTURA
Poezja lepsza niż orgazm
Pluł, odrzucał i tańczył. Oczywiście wszystko to robił w tytułach swoich tomików. Mieszka i obserwuje w Krakowie. Właśnie obserwuje tymi swoimi wielkimi oczami. A potem pisze, bo taka chyba jest kolej rzeczy.
Mężczyzna w średnim wieku. Może lekko łysiejący. Może nawet ma okulary. Lekko wyciągnięty sweter. Jakieś jeansy powycierane, jakby ktoś w nich cegły przenosił na budowie. Przy piwie w zadymionej knajpie siedzi i wypuszcza dym z popękanych ust. "ja szalonej chcę kobiety / szalonej aż po jajecznicę i nożyczki/ z taką kobietą to kaloryfer opowiada bajki..." - mówi patrząc w kąt sali. Tak może wyglądać bohater, fachowo nazywany podmiotem lirycznym wierszy Piotra Macierzyńskiego.
Innym razem ów mężczyzna spaceruje z rękami w kieszeniach. Potyka się czasem na wybrzuszonej płytce chodnikowej. Przemierzając ciche uliczki małego miasteczka wdaje się w dyskusje z samym sobą. Bo on lubi te mieściny. Ale tylko czasem, gdyż z reguły popiera Bursę i w tym samym miejscu ma wiadomo co. Znów dosadnie i bezpruderyjnie. Padają słowa powszechnie uznawane za drażliwe, w zależności od okoliczności. Mordę ma pies, ale on właśnie w nią dostaję w tym wierszu.
Kłóci się ze swoją kobietą. Najczęściej na imię jej Justyna. Ona każe mu odkurzyć, on chce pisać wiersz. I tak oboje nie mogą dojść do porozumienia, że aż powstaje o tym wiersz. O innych kłótniach też. Dużo Justyny w życiu tego niepozornego bohatera, który zrodził się w głowie równie niepozornego artysty. Mimo, że polonistki w pewnym momencie mówią swoim uczniom, iż nie wolno utożsamiać podmiotu lirycznego z autorem wiersza, ciężko nie ulec tej pokusie. Naprawdę wszystko pasowało by doskonale. No ale życie nie jest aż tak proste. Ono lubi zaskakiwać.
Wypada w końcu zastanowić się, o czym pisze Piotr Macierzyński. Ale jak tu odpowiedzieć nie popadając w banał? Bo pisze niestety o codzienności, o życiu, o rzeczach absolutnie ludzkich. Do tego pisze po ludzku. Wciąga czytelnika w swoją grę. Otwiera przed nim tomik i czyta mu na ucho. Niby cichutko, żeby w niczym nie przeszkadzać, ale każde słowo zapada w pamięć. A już najbardziej nie pozwala o sobie zapomnieć pointa. Dowcipna, trafna, intrygująca, czasem irytująca.
Macierzyński szepcze nam o tym, jak czuje się poeta na swoim wieczorze poetyckim, kiedy nikt nie wie kim jest poeta, ani co napisał. Analizuje też związki damsko-męskie. Zastanawia się nawet nad sprawami teologicznymi. Jego bohater czasem czuje się jak Chrystus. Wszystko dowcipnie, z humorem. Nie do końca na serio? Otóż bardzo na serio. Czasem nawet bardzo tragicznie. W tomiku "Odrzuty" Piotr kontynuuje to, z czego znany był z dwóch wcześniejszych zbiorów ("Danse macabre..." i "tfu, tfu"). Nie da się powiedzieć czy robi to lepiej czy gorzej. Może robi wszystkich w przysłowiowego konia?



Jak dobra poezja, ws. tytułu -zgadzam się. No, ale musi być też słaby... »
»