Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KULTURA
Oko w oko Carrollowi
"Życie musi mieć własną geografię. Barwy, góry, różnorodność... Jeżeli nie ma tego, to znaczy, że mieszkasz na księżycu lub pośrodku pustyni; i kiedy przyjrzysz się temu miejscu, przekonasz się, iż tylko najbardziej niesamowite, najbardziej zawzięte jaszczurki oraz owady mogą przetrwać tam, gdzie poza chłodem lub gorącem nie ma nic więcej" - Jonathan Carroll "Na pastwę aniołów"/
Pewne książki wpadają w ręce przypadkiem i wywołują zamęt. Wprowadzają chaos do poukładanego światopoglądu. I kształcą. Pozwalają nabrać dystansu do rzeczywistości i samego siebie. Pokazują inną perspektywę, a to zawsze jest cenne. Kto zna prozę Jonathana Carrolla nie ma wątpliwości, że takie właśnie są jego książki. Łączą rzeczywistość z fikcją. Granica między nimi zawsze jest zatarta.
Stephen King mówi, że je pożera. Ja również je zjadam. Odkładam na bok inne zajęcia, bo stworzony przez Carrolla świat jest zbyt pociągający, by pozwolić mu czekać. Najpierw "Cylinder Heidelberga" poraża fragmentaryczną strukturą. Zbiór opowiadań, w którym początkowo nie wiadomo, co się dzieje. Bohater zmienia się, jego otocznie ewoluuje. Charakterystyczne jest to, że postać szuka. Dzięki kupionemu cylindrowi staje się kimś innym. W zasadzie patrzy na życie z boku. Jest to możliwe dzięki typowej prozie Amerykanina, mieszkającego obecnie w Wiedniu, wszechobecnej magii ukazującej się w najdziwniejszych momentach życia.
Magia dla wybranych
Czytelnikowi może się wydawać, że "czary" serwowane przez Carrolla jego bohaterom, mogą zdarzyć się każdemu. Otóż nie. Przytrafiają się ludziom wrażliwym, głównie artystom, reżyserom, pisarzom, ilustratorom. Tak jest w przypadku jego najgłośniejszej powieści - "Kraina Chichów". Tomasz Abeby - pierwszoplanowa postać - jest nauczycielem angielskiego. Fascynuje go zbieranie masek i jedyne czego pragnie, to stworzyć biografię swojego ulubionego pisarza. Kiedy zjawia się w Galen, w którym mieszkał Marshall France - ów literat, staje się świadkiem działania magii.
Osobiście mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej powieści. Zaczynałam od "Cylindra Heidelberga", zatem początkowo brakowało mi fajerwerków w "Chichach". Za mało było Carrolla w Carrollu. Mniej więcej od połowy, pisarz pokazał co znaczy balansowanie między realnością a fikcją, między prawda a absurdem. Autor przyzwyczaił mnie do pewnego schematu jego powieści, stąd początkowo powiało nudą. Ale gdy wydarzenia nabrały tempa, a Carroll stał się w pełni Carrollem książka nie przestała zaskakiwać. Pojawiły się w niej także charakterystyczne dla Amerykanina psy. Spersonifikowane zwierzęta czasem wskazujące drogę człowiekowi, ale tylko pod warunkiem, że ten zechce ich słuchać.
Śmierć, powrót z zaświatów, kontakty z duchami - to już klasyka w powieściach Jonathana Carrolla. Wplata je do "Białych Jabłek" oraz swojej najnowszej książki "Zakochane widmo". W przypadku "Białych jabłek" odbiorca również z początku nie ma pojęcia co dzieje się z bohaterami powieści. Po kilku kartkach okazuje się, że z powodu niewykonania wszystkich zadań dla niego przewidzianych, na ziemię powraca duch Vincenta Ettricha. Do tego, człowiek ten, cierpi na zanik pamięci i nie wie, w jaki sposób znalazł się akurat w tym miejscu, o tej porze. Próbuje uporządkować chaos, w którym się znalazł. To także jest charakterystyczne dla Carrolla.
Psychologicznie genialnie skonstruowane postaci, rzuca w wir niezrozumiałej dla nich rzeczywistości. Muszą na własną rękę układać mozaikę z porozrzucanych i czasem nie pasujących do siebie puzzli. Czytelnik z zapartym tchem śledzi te zmagania i głowi się o co chodzi. Przecież Bóg jako układanka, to niełatwa sprawa. Zainteresowani powinni przeczytać "Szklaną zupę". Znajdą tam kontynuację zmagań tych samych bohaterów co w "Białych jabłkach", ale walka straci swój łagodny, momentami kurtuazyjny charakter.
Szukać, odnaleźć, zrozumieć
Amerykanin przy pomocy swoich publikacji przypomina czytelnikowi o prostych prawdach życiowych, często spychanych na margines ludzkiej świadomości. Pokazuje, jak z pozoru niewinne spotkanie jakiejś osoby, może drastycznie zmienić czyjejś życie. Tak jak w przypadku Walkera Easterlinga i pięknej modelki ("Śpiąc w płomieniu"), którą spotyka on na swojej drodze. Trochę tajemnicy, szczypta legend, które są niezbędne dla odnalezienia przez bohatera prawdy o sobie. Stawić czoło rzeczywistości pomaga mu człowiek uznawany za szamana. Easterling dowiaduje się dzięki niemu, że z suchego piasku i patyków można zrobić zamek. Zagadkę swojego życia również rozwiązuje. Mimo pozornego happy endu nie ma w tej historii nic z amerykańskiego kiczu.
"Ilekroć w twoim życiu wydarzy się coś naprawdę istotnego, poszukaj najbliższego patyka i zapisz na nim tę okoliczność i datę. Kiedy się zestarzejesz, rozchorujesz albo będziesz pewna, że zostało ci mało czasu, zbierz wszystkie w wiązkę i spal ją. Dokonaj zaślubin patyków" - Jonathan Carroll, "Zaślubiny patyków". Jak przeżyć życie, by go nie żałować? Jak podejmować trudne decyzje i walczyć o siebie? Jak zrozumieć dziejące się z nami rzeczy? Słuchać, obserwować, analizować i składać rozbite lustro w całość, żeby odnaleźć prawdziwe odbicie. "Zaślubiny patyków" to nie horror, thriller czy kryminał. To drogowskaz w dokonywaniu życiowych wyborów. Studium ludzkiego egoizmu, szczęścia i tragedii. Co nie zabija - wzmacnia.
Przerażająco prawdziwe
Czytając opowiadania Carrolla - "Mój zundel", "Oko w oko niedźwiedziowi" czy "Smutek szczegółów" - wydaje się, że autor całkowicie oddał się fantazjowaniu. Jest tu i Bóg cierpiący na amnezję, i pies alarmujący błyszczącymi oczami o wampirach. Są nawet pieniądze, które dosłownie rządzą światem i potrafią same zmieniać właściciela. Niby nierealne, ale nie u Carrolla. Każde zdanie wydaje się, aż nazbyt rzeczywiste. Elementy układanki pasują do siebie. Tworzą logiczną całość. Dla jednych zbyt fantastyczną, bajkową. Inni widzą w niej negatyw otaczającego ich świata. Nic tu nie jest czarno - białe. Pełno niuansów i niedomówień.
"Nie ma nic gorszego od życia w poszukiwaniu namiętności" - napisał Caroll w "Zaślubinach patyków". Aktualnie autor pracuje nad swoją kolejną powieścią. "Zakochane widmo" doskonale wtapia się w wypracowany w poprzednich książkach schemat. Gra fikcją i prawdą, a przede wszystkim pies łączący bohaterów. Ale o tym, co wydarzy się w życiu postaci Carrolla, dowiemy się dopiero za jakiś czas. W końcu powieść trzeba napisać do końca. Jednak już po pierwszym rozdziale, książka zapowiada się interesująco.


