Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Odrzuceni przez IV RP
O Ruchu na Rzecz Demokracji, PO-PiS-ie i europejskiej lewicy mówi Władysław Frasyniuk, lider Partii Demokratycznej w rozmowie z Tomaszem Peciakowskim.
Kilka dni temu proklamowano Ruch na Rzecz Demokracji. Czy w Polsce potrzebna jest taka inicjatywa?
- Oczywiście, nawet bardzo potrzebna. Ruch ten ma przede wszystkim pobudzić Polaków, zmusić ich do aktywności, bo polityka jest dziś coraz mniej profesjonalna. Powiedziałbym nawet, że obecny nabór do polityki jest naborem negatywnym, dlatego, że ludzie, którzy odnoszą sukcesy w swojej pracy zawodowej odwracają się do niej plecami.
Jakie nadzieje, jako jeden z inicjatorów, wiąże Pan z tym ruchem?
- Liczę, że uruchomi on debatę publiczną na temat odpowiedzialności polityków za słowo. Na temat jakości życia czy profesjonalizmu w zarządzaniu. W naszym kraju w zasadzie nie ma debat, które dotyczą społeczeństwa, a jeśli już są, to raczej pogarszają one jakość życia w Polsce. Myślę tu o dyskusjach, które się w tej chwili toczą - dekomunizacji czy deubekizacji. To nie są rzeczy, które naprawdę interesują polskie społeczeństwo, a zwłaszcza młodych, dobrze wykształconych ludzi, którzy wybierają emigrację zamiast życia tutaj.
Ale czy macie coś więcej do zaproponowania Polakom niż sprzeciw wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości?
- Rozmawiając ze studentami i środowiskiem inteligenckim, można odnieść wrażenie, że brak im przedstawicieli w polityce. Kiedyś tą lukę próbowała wypełniać Unia Wolności. Dzisiaj natomiast, Partia Demokratyczna startuje z list wyborczych wraz z SLD i ci wszyscy, czują się niejako zmuszeni do głosowania na Platformę, nie chcąc popierać postkomunistów. Sądzę, że społeczeństwo nie żyje już podziałem na komunistów i "Solidarnościowców". Jak się popatrzy na przepływy elektoratu np. Kwaśniewskiego czy ruchy z prawicy na lewicę, to tak naprawdę znaczącą część społeczeństwa kompletnie nie obchodzą jakiekolwiek podziały historyczne. Myślę, że żyją nim przede wszystkim politycy wyciągający "demony przeszłości" dlatego, że trudniej im mówić o podatkach, inwestycjach, nowoczesnym kodeksie pracy czy tworzeniu nowych miejsc pracy.
Polakom potrzebna jest alternatywa wobec PO-PiS-u. Wobec tego prawicowego, antyeropejskiego myślenia. Temu trzeba przeciwstawić myślenie europejskie, bo Polacy chcą być członkami Unii Europejskiej i chcą bez kompleksów przekraczać granice, ale boją się śmieszności, która w tej chwili nas otacza. Wszystkie dogmatyczne, ideologiczne ustawy, które forsował PiS, za każdym razem popierała Platforma Obywatelska. Można więc powiedzieć, że różnica między Platformą a PiS-em polega jedynie na tym, że Platforma jest przekonana, że zrobiłaby to lepiej.
Czyli PO nie jest wystarczającą alternatywą dla obecnego rządu?
- Nie jest żadną alternatywą. Jeżeli Platforma jednego dnia słusznie staje w obronie immunitetu parlamentarnego, po to żeby dzień później powiedzieć, że właściwie przy wniosku w sprawie Ostrowskiej, teraz zachowaliby się inaczej, świadczy to o tym, że są koniunkturalni. Jak tylko padły obraźliwe słowa, że głosują razem z "komuchami", dzień później krzyczeli już tak samo jak PiS.
Nie uważa Pan, że na polskiej scenie politycznej nie ma już miejsca dla nowej partii?
- Badania socjologiczne pokazują, że to właśnie polska młodzież, inteligencja i przedsiębiorcy nie chodzą do wyborów. Dlatego, że zrażają się do różnych partii. Pamiętam, jakie były pretensje do Unii Wolności. Mądra, ale nieskuteczna, nie wygrywa wyborów. Taki jest los partii, które odwołują się do programu. Dotyczy to także Partii Demokratycznej. Niestety nasze postulaty eksperci, a także dziennikarze przeczytali dopiero kilka miesięcy po zakończeniu kampanii wyborczej. Porażką mojego pokolenia jest to, że wciąż istnieje problemem, jak uruchomić w Polakach pozytywną energię. Bo w tej chwili wszystkie partie odwołują się do negatywnych emocji.
I myśli Pan, że właśnie u boku Aleksandra Kwaśniewskiego uda się tą pozytywną energię u Polaków wyzwolić? Przecież to polityk oskarżany o udział w co najmniej kilku aferach.
- Potrzebny jest zarówno Kwaśniewski, jak i Bartoszewski, Wałęsa, Safian czy Zoll. Potrzebne jest takie miejsce, w którym osoby odrzucone przez IV RP pokażą się i powiedzą, że bardzo ważne jest, aby zaangażować się w życie publiczne. Młodzi śmieją się z dziadków, którzy bez przerwy wracają do historii i lustracji. Spraw, które ich kompletnie nie interesuje.
Co więc należy zrobić, żeby lustracja nie wróciła za kilka czy kilkanaście lat?
- To nie jest istotny problem. Dlatego, że właściciele teczek biologicznie już się "kończą". Problem w naszej polityce to brak autorytetów. Jeszcze kilka lat temu, jak była w Sejmie awantura, to poza kolejnością wstawał Tadeusz Mazowiecki i zabierał głos. Wtedy była cisza, nikt mu nie przeszkadzał. Było paru takich ludzi, którzy narzucali wysoki poziom debaty publicznej. Dzisiaj nie ma takich polityków, brakuje też odwagi cywilnej w mówieniu rzeczy trudnych. Spór polega raczej na tym, że Rokita krzyczy na Kaczyńskich, że są za bardzo ustępliwi w ustawie lustracyjnej, a nie, że Polsce potrzebne jest na przykład obniżenie kosztów pracy.
Jestem przekonany, że w Polsce powinna powrócić lista krajowa. Lista, na której znajdą się miejsca dla autorytetów z różnych środowisk. Nie wierzę w skuteczną kampanię profesora, bo profesor nie robi cyrków. Nie będzie podskakiwać, rozbierać się czy tańczyć. A w polskim parlamencie jest wyraźna pustka intelektualna. Warto zatem zmusić te środowiska do aktywności. Lista krajowa kiedyś była krytykowana przez partyjniackie szeregi, ale wtedy jakość pracy komisji sejmowych była zdecydowanie wyższa. Dlatego, że specjaliści nie wchodzili do gry politycznej, ale merytorycznej pracy.
Czyli wybory w okręgach jednomandatowych to zły pomysł?
- Wybory jednomandatowe nie sprawdzą się w Polsce. Nie jesteśmy Wielką Brytanią, w której demokracja liczy 400 lat. Słusznie powiedział Kaczyński, że taka ordynacja doprowadzi do sytuacji, w której mandaty otrzymają ci, którzy dysponują znaczącą gotówką. Ponadto scena polityczna podzieli się na dwie partie. Kaczyńscy zresztą na to grają. Odpowiedzią na taką sytuację powinien być duży obóz demokratyczny. W Europie wyraźnie nasilają się tego typu tendencje. Dzisiejsza lewica to nie socjaliści, którzy nie akceptują gospodarki rynkowej. Potrzebna jest spójna oferta programowa. W Stanach Zjednoczonych czy Włoszech w skład takich dużych koalicji wchodzą właśnie liberałowie i socjaldemokraci.
Dziękuję za rozmowę.



Pan Frasyniuk w moim mieście już zniknął doszczętnie. Jego opinie o... »
Zgadzam się szczególnie z momentem dotyczącym mundurków w szkołach.... »