Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
O Euro 2012 inaczej
Przyjeżdżający do Polski zagraniczni turyści zachwycają się tym, że w Europie są jeszcze tak wielkie obszary dzikiej, nienaruszonej przyrody. Nie zawsze potrafią skojarzyć ten fakt z niskim stopniem urbanizacji i problemem słabo rozwiniętej infrastruktury komunikacyjnej. Czy Polsce uda się znaleźć kompromis pomiędzy rozwojem cywilizacyjnym i ochroną dziedzictwa przyrodniczego?
Nasz kraj znajduje się w sytuacji tak trudnej, jak chyba żaden z wcześniejszych organizatorów Pucharu Europy. Z jednej strony - mamy do wybudowania kilkaset razy więcej dróg ekspresowych i autostrad niż wybudowaliśmy od czasu przemian ustrojowych. Z drugiej - obowiązują nas o wiele surowsze przepisy ochrony środowiska niż wówczas, gdy powstała większość autostrad w Europie Zachodniej. Może to spowodować utrudnienia w rozbudowie infrastruktury takie, jak w przypadku słynnej już drogi ekspresowej S8 alias Via Baltica.
Sytuacja powstała wokół tej inwestycji nie wróży zbyt dobrze dla kolejnych. W grudniu ubiegłego roku minister ostentacyjnie zignorował ostrzeżenia Komisji Europejskiej twierdząc, że... to nie jest ostrzeżenie. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad na stronie propagującej budowę trasy według powszechnie oprotestowanego projektu twierdzi, że Via Baltica jest finansowana wyłącznie ze środków krajowych. Owszem, jest, ale czy musi? Gdyby nie naruszała dyrektyw ekologicznych Unii, mogłaby być wspierana ze środków tzw. Funduszu Spójności. W przeciwnym wypadku oprócz utraty ok. 170 mln. zł. dotacji Polskę czekają sankcje, które niechybnie nałoży Europejski Trybunał Sprawiedliwości.
Sprawa ochrony środowiska jest w unijnych przepisach traktowana jako wartość ponadnarodowa, o czym świadczą liczne, surowe wyroki w sprawach gospodarki odpadami czy zanieczyszczania wód ściekami. Do historii z Doliną Rospudy podobne są sprawy wytoczone niegdyś Hiszpanii i Holandii, które również próbowały budować drogi kosztem osuszania wartościowych przyrodniczo terenów bagiennych. Obydwie rozpatrzone na niekorzyść pozwanych państw.
Zarówno drogowcy, jak i minister środowiska nie są skłonni szukać bezpiecznych dla przyrody sposobów realizacji inwestycji. Wydatki na bezpieczeństwo ekologiczne wciąż traktowane są jak marnowanie pieniędzy a przestrogi ekspertów - bagatelizowane. Strach pomyśleć, co będzie, gdy na dobre ruszą budowy dwóch najdłuższych projektowanych autostrad A1 iA2, przecinające Polskę wzdłuż i wszerz. Niewątpliwie kryje się w nich o wiele więcej punktów zapalnych niż Via Baltica.
Według Pracowni Na Rzecz Wszystkich Istot, stanowią one zagrożenie dla fauny całej Europy, gdyż przecinają szlaki kontynentalnych wędrówek dzikich zwierząt i korytarze przelotów ptaków. Na szczęście walka o dziedzictwo przyrodnicze, nie toczy się wyłącznie między władzą i garstką ekologów. Lokalni politycy powoli zaczynają dostrzegać swój interes w ekorozwoju. Chlubnym przykładem jest złożona przez posła Bogdana Walkowiaka propozycja przesunięcia autostrady A1 z obszaru parków krajobrazowych Chełmińskiego i Nadwiślańskiego na peryferie Bydgoszczy. Wprawdzie minister transportu pomysł odrzucił, ale reguły Unii są klarowne: albo budujemy za wspólnotowe pieniądze zgodnie z wymogami Unii Europejskiej, albo po swojemu i za swoje.
A do stracenia mamy 19 mld. Euro plus kary za łamanie przepisów. Może to wyglądać jak utrata suwerenności. W gruncie rzeczy doświadczenie to, jest dla niesubordynowanego polskiego charakteru narodowego lekcją, od zawsze problematyczną. Uczy ono, że jesteśmy częścią większej całości, bez której nie możemy żyć. Za którą ponosimy odpowiedzialność jak za samych siebie.
Wbrew lamentom kierowców to nie ekolodzy ani Unia Europejska ponoszą winę za spowolnienie w budowie dróg. Kluczową rolę odgrywa mentalność większości polskiego społeczeństwa, a więc również wybieranych przez nie decydentów. Lata spędzone za żelazną kurtyną. nauczyły nas traktować przyrodę raczej jak przeszkodę w rozwoju albo obiad na talerzu. a nie dziedzictwo, które należy chronić i w które warto inwestować. Retoryka obrońców budowania za wszelka cenę przeciwstawia interes człowieka dobru przyrody.
Czy przygotowania do Euro 2012 zakończą się historyczną kompromitacją albo dewastacją dzikiej przyrody i milionowymi sankcjami Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości? Pozostaje mieć nadzieję, że jednak nauczymy się rozwoju, który - jak powiedział szef polskiego Greenpeace Maciej Muskat - jest "inteligentną adaptacją, a nie siłową manipulacją".



Wychowałem się na jednym z biedniejszych terenów w Polsce - na... »
...nie powinno być tak, że Europa Zachodnia już wybudowała drogi 50 lat... »
sie przejmujecie kwiatkami i motylkami. bez przesady »