PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

Niegrzeczny klon Britney Spears

Jarosław Ściślak
2007-05-20

Za starych dobrych czasów Avril Lavigne była grzeczną i ułożoną dziewczynką, która chętnie wszystkim pomagała... Stop. Avril Lagivne zawsze była świetną, popową wokalistką udowadniającą, że ostry język i zachowanie można łączyć z niezłymi tekstami i energetyczną muzyką. Energia i teksty zostały, zmienił się tylko kolor włosów. Na blond, niestety.

12 nowych kompozycji niespełna 23-letniej Kanadyjki to muzyka, do której fani zdążyli się przyzwyczaić. Kopniak na początku, a potem coraz mocniej. Szkoda tylko, że początkowym uderzeniem okazuje się nieznośnie "britnejowy" kawałek "Girlfriend".

Plastikowy w wymowie i barwie początkowy numer, potwierdza zamysł Avril o "stworzeniu albumu, który bawi" (cytat z oficjalnej strony artystki). Przeciwko zabawie nic nie mam, przeciwko niekonsekwencji - owszem. Na tej samej płycie mamy bowiem wspomniany już "Girlfriend", tytułowy "The best damn thing", a także "Hot". Gdzieś obok funkcjonują takie piosenki, jak "When you're gone", "Innocent" czy przepiękny numer zamykający - "Keep holding on".

Strasznie to wszystko nierówne, trzeszczy między zębami. Utwory wolniejsze i romantyczne zdają się być ukłonem w stronę dotychczasowej klienteli artystki. Rozstanie z partnerem, płacz, płyta Lavigne - taka była kolejność u fanów do tej pory i trudno się dziwić, że na nowej płycie zostawiono i coś dla nich.

I słusznie, bo byłoby kiepsko. Lagivne jest stanowczo za dobra na silenie się i podrabianie Britney Spears (teledysk do "Girlfriend") czy Christiny Aguilery (sesje promocyjne). Taka półka jest zarezerwowana dla sprawnych wokalistek, ale "wydmuszek" nie mających nic do powiedzenia i śmiejących się na zawołanie. W tą stylistykę wpisują się wyżej wspomniane numery oraz - co boli - utwory z potencjałem: "Contagious" i "Runaway", przycięte nie wiedzieć czemu o połowę. Smętne to jakieś i nieprzekonujące, mimo charakterystycznego kopa.

"The best damn thing" to płyta słaba, choć z dobrymi akcentami. Wyciąć romantyczne trzy kawałki i będzie w sam raz dla 12-latek robiących imprezę w pokoju obok, pod bacznym okiem rodziców.

magazyn
Komentarze

  • 2007-05-21 [Agnieszka Gierczak] ała!
    Rany wygląda koszmarnie w tych włosach! Z wyglądu to już nie Avril....... »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.