Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
Naddniestrze - nieuznawane państwo
Cywilizacja dotarła tam dość późno. Jeszcze do niedawna nie było tam komputerów. Wiele państw nawet nie wie o istnieniu tego kraju. Mowa o Naddniestrzu - zbuntowanej mołdawskiej prowincji, nieuznawanej na arenie międzynarodowej.
Naddniestrze leży nad wschodnim brzegiem Dniestru i jest zamieszkane głównie przez Rosjan, Mołdawian i Ukraińców. Przed 1989 rokiem było ono najbogatszym regionem sowieckiej Mołdawii, zaopatrującym niemal cały kraj w energię elektryczną. W momencie powstawania Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej nie łączyła go żadna historyczna przeszłość z rumuńską Besarabią.
Bunt z 1991
Problemem stało się to jednak dopiero na początku lat 90., gdy Mołdawianie zaczęli myśleć o zjednoczeniu z Rumunami, z którymi łączy ich wspólny język (mołdawski jest dialektem rumuńskiego). Pomysł ten nie spodobał się naddniestrzańskim Rosjanom, którzy obawiali się dyskryminacji w nowym kraju z powodu nieznajomości rumuńskiego. Pomysł zjednoczenia z Rumunią z czasem zaczął być nie w smak również Kremlowi, gdyż kraj ten w 1994 roku rozpoczął przygotowania do wstąpienia do NATO, a od 2007 roku jest w Unii Europejskiej. Zniknięcie Mołdawii z mapy oznaczałoby pewne skurczenie się strefy rosyjskich wpływów.
Z pomocą przyszedł im Igor Smirnow - sprawdzony działacz partyjny. W sierpniu 1989 roku założył Związek Kołchoźników, który rozpoczął działania zmierzające do secesji prowincji od Kiszyniowa. Mniej więcej rok później Naddniestrze ogłosiło się republiką związkową ZSRR, niezależną od Mołdawii. Wkrótce potem Związek Kołchoźników przejął władzę nad wszystkimi instytucjami rządowymi w Naddniestrzu, co pociągnęło za sobą aresztowanie Smirnowa. Zwolniono go dopiero pod groźbami odcięcia Mołdawii od gazu i prądu. Wkrótce potem Naddniestrze wystąpiło z ZSRR i ogłosiło niepodległość. Tego już Kiszyniów nie mógł znieść.
Pod koniec 1991 roku Mołdawia rozpoczęła okupację kilku największych miast Naddniestrza. Tamtejszym Rosjanom w walce z Kiszyniowem bardzo pomogły oddziały radzieckie, dzięki którym kraj w ogóle zdołał obronić swoją niepodległość. Wojna zakończyła się w końcu podpisaniem zawieszenia broni w lipcu 1992 tego roku na mocy, którego powstały międzynarodowe siły pokojowe, w skład których weszły oddziały wojsk rosyjskich, mołdawskich i naddniestrzańskich.
Rosjanie zobowiązali się również do stopniowego wycofywania się z regionu, z czego się zresztą wywiązali - rosyjski kontyngent w latach do tej pory zmniejszył się z 9250 do 1800 żołnierzy. Nie oznacza to jednak, że sytuacja Tyraspola (stolica Naddniestrza) w latach 90. uległa normalizacji.
Memorandum z 1997 roku, które miało znormalizować stosunki między Mołdawią a Naddniestrzem, przyczyniło się do impasu. W dokumencie tym Tyraspol zadeklarował bowiem zniesienie stanu wyjątkowego, jednakże nie sprecyzował, co konkretnie zamierza zrobić w tym kierunku. Dokument ten nie został w końcu przedłożony mołdawskiemu parlamentowi do ratyfikacji. Przez to status mołdawskiej prowincji do dziś jest niejasny, w związku z czym nie jest ona uznawana na arenie międzynarodowej, a z Kiszyniowem znajduje się w stanie zimnej wojny.
Zdrastvuj, paszporty pażalsta
- Do Bendery dojechałem pociągiem z Kausani. Stamtąd wziąłem marszrutkę do Tyraspola, skąd udałem się do ukraińskiej Razdzielni. W Banderze miałem być pół godziny, a byłem 14 - wspomina swoją wizytę w Naddniestrzu Marcin Wympieł z Gdańska. Przyczyną przedłużenia pobytu było zatrzymanie przez milicję.
- Jak wysiadłem w Banderze, to nie miałem pojęcia, że to inne państwo. Od razu zwinęła mnie milicja. Nawet nie zdążyłem plecaka położyć na ławce. Wypytywali się, po co przyjechałem, co wiozę, co fotografuję. Na pociąg rzecz jasna już nie zdążyłem. Pokazywali mi fałszywe dokumenty, z których wynikało, że nie mam wymaganych badań na zapalenie płuc, w związku z czym muszę zapłacić 25 dolarów. Na szczęście udało mi się uświadomić im, że papier bez pieczątki to żaden dokument. Bo to właściwie była kserokopia dokumentu, z którego wynikało, że mam zapłacić karę. Oczywiście próbowali na wszelkie sposoby wyciągnąć ze mnie kasę, ale na szczęście nie przeszukali mi kieszeni, kazali jedynie plecak wypakować. W końcu mnie puścili.
Marcin sam przyznaje, że jest tam dużo policji, co nie zmienia faktu, iż Naddniestrzan uważa za bardzo sympatycznych ludzi. - Ludzie owszem, mili bardzo, ale czułem się przy nich jak ufoludek - mówi ze śmiechem. - W końcu zobaczyć turystę w Naddniestrzu to jak pigmeja w bambusowej spódniczce w Sukiennicach. Ale miało to i swoje dobre strony. W pociągu koleś z Bender, jak usłyszał, że z Polski jestem, to mi piwo postawił. Trochę inaczej zareagowały babuszki poznane na przystanku autobusowym. Krzyczały: "Maryla Rodowicz!", "Anna German!" "Beata Tyszkiewicz!". To było bardzo miłe.
Otwartość i optymizm Naddniestrzan może dziwić, zważywszy na trudną sytuację rosyjskiej kolonii. Organizacje pozarządowe są oskarżane przez tamtejsze Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego o szpiegostwo na rzecz obcych wywiadów. Od maja ubiegłego roku organizacje pozarządowe poruszające kwestie polityczne nie mogą być finansowane przez zagraniczne podmioty. Trzeba również dodać, że to właśnie państwo ustala, co jest "polityczne", a co nie...
Co dalej?
Rok temu we wrześniu Tyraspol przeprowadził referendum w sprawie przyznania niepodległości. Według rosyjskiej agencji informacyjnej ITAR/TASS frekwencja wyniosła 60 proc., a za suwerennością opowiedziało się 92 proc. głosujących. Wyniki te nie zostały jednak uznane ani przez Unię Europejską, OBWE, ani nawet Rosję.



Hmm. Niegłupi temat generalnie. Czemu prasa nigdy o tym nie napisała? To... »
ważna rzecz, dobry tekst »