PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

Marność języka polskiego polityka

Anna Andraka
2007-06-12

Gdy Andrzej Lepper po raz pierwszy wszedł z Samoobroną do Sejmu i grzmiał z mównicy o "złodzieju Balcerowiczu" i "szmaciarzu Kwaśniewskim", postrzegano go jako nieokrzesanego chłopa, wyśmiewając polityczny folklor. Dziś ci, którzy traktowali Leppera z pobłażliwym uśmiechem stają się do niego podobni. Głównie pod względem uprawiania politycznego dyskursu.

Niski poziom publicznej debaty w Polsce można tłumaczyć uwarunkowaniami historycznymi i tradycją. W końcu obecni politycy są spadkobiercami XVII-wiecznej szlachty. Szlachty, która zamiast faktycznie dyskutować prowadziła zażarte, okraszane przekleństwami kłótnie. Bywało wtedy i tak, że argumentem w nich stawała się dobyta zza kontusza szabelka. Choć od sarmackich swawoli minęło kilka wieków, między bywalcami sejmików a bywalcami Sejmu nie widać praktycznie żadnej różnicy. Podstawową cechą języka parlamentarzystów staje się agresywność oraz zaciekły atak na politycznych przeciwników. Dawne szpady i rubaszne okrzyki zastąpiły oszczerstwa, insynuacje, kpiny, manipulowanie treścią i rzucanie oskarżeń.

Przysłuchując się wypowiedziom polityków ma się wrażenie, że są oni w stanie permanentnej wojny. W systemie demokracji przedstawicielskiej jest to, w jakimś, sensie normalne - politycy muszą walczyć o elektorat, aby zdobyć władzę i realizować własne programy. Problem polega na tym, że obecnie polityczna walka przestała być jedynie środkiem do celu, stała się celem samym w sobie. Społeczeństwo zamiast spełnienia obietnic otrzymuje polityczne show, jakby kampanie wyborcze wcale się nie skończyły i dalej trwały w najlepsze. Tę przedziwną grę praktykują zgodnie wszyscy politycy, niezależnie od partyjnego szyldu. Na tym ich zgodność się kończy.

Podstawowym elementem walki jest wskazanie wroga. Każde ugrupowanie ma własnego, a najwięcej PiS, który wytacza działa przeciwko wykształciuchom, agentom, komunistom, lumpenliberałom i w zależności od sytuacji w kraju - środowiskom naukowym, lekarzom czy Trybunałowi Konstytucyjnemu. Samoobrona walczy ze złą polityką rolną i tymi, którzy na niekorzyść Polski negocjowali z Unią, ale generalnie, po zejściu ze sceny politycznej Kwaśniewskiego i Balcerowicza, Lepper nie bardzo wie przeciwko komu walczyć. Liga Polskich Rodzin niezmiennie atakuje nie-chrześcijan, feministki, zwolenników aborcji, homoseksualistów, w ostatnim czasie także nauczycieli, ale za to mniej - Żydów. Platforma, LiD i PSL walczą głównie z koalicją rządzącą oraz szeroko rozumianymi "zamachami" na demokrację.

Głównym narzędziem walki na słowa jest dyskredytowanie przeciwnika. PO przyczyniło się do rezygnacji Cimoszewicza z udziału w wyborach prezydenckich podsycając (do spółki z całą orlenowską komisją) oskarżenia Anny Jaruckiej. Choć nie udowodniono, że Cimoszewicz zataił w oświadczeniu majątkowym posiadanie akcji Orlenu, jego notowania zaczęły gwałtownie spadać. Prawie analogiczną sytuację miał Donald Tusk. Jacek Kurski z Prawa i Sprawiedliwości stwierdził, że dziadek Tuska wstąpił jako ochotnik do Wehrmachtu, co również, przynajmniej przez chwilę, wpłynęło na sondażowe słupki.

Pochopnie rzucane oskarżenia stały się chlebem codziennym. Podobnie, wmawianie przeciwnikom złych intencji i notoryczne zastraszanie nimi opinii publicznej. PiS straszył w spocie reklamowym pustą lodówką po dojściu do władzy PO, Platforma snuje wizje totalitaryzmu pod rządami Kaczyńskich. W politycznym boju wykorzystuje się więc nagminnie manipulację, czego absurdalnym przykładem (oprócz wyżej wskazanych) jest szukanie znamion propagowania homoseksualizmu w Teletubisiach.

Brutalizacja języka polityki jest tak samo negatywna jak pozornie niegroźna efektowność wypowiedzi czyniona na uciechę mas. Każda partia ma swego speca od ośmieszania przeciwnika i tak w PiS-ie jest to Mariusz Kamiński (nazywający polityków PO "frajerami"), w PO Stefan Niesiołowski (nazywający Kaczyńskich "młotkowymi"), w SLD Joanna Senyszyn (określająca związki PiS z Kościołem "katoprawicą na pasku kleru"). Efektowne cytaty Leppera, Wierzejskiego czy Giertycha trudno wręcz zliczyć i nie sposób ich teraz wymienić.

Z agresywności języka wynika również to, że coraz częściej występują w nim wulgaryzmy. Najbardziej pamiętne to oczywiście "spieprzaj dziadu", ale równie wulgarnie brzmi "bura suka" czy "małpa w czerwonym".

Zasadniczym problemem takiego uprawiania polityki jest przeniesienie uwagi odbiorców od meritum spraw na sposób, w jakim się o nich mówi. Scena polityczna staje się raz cyrkiem, gdzie występują prześmiewcy i klauni, innym razem bokserskim ringiem, gdzie najlepiej wygrywać przez nokaut. Społeczeństwu serwuje się więc igrzyska. Z chlebem jest trochę gorzej.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.