Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
PRAWO
Mafia Paliwowa cz. 2: Polska skorumpowana
Wpływy szczecińskich potentatów BGM sięgały ministerstwa finansów. W 2000 roku, na komputerach spółki paliwowej przygotowano treść rozporządzenia, zwalniającego armatorów rybackich z opodatkowania paliwa. W biurze prywatnego przedsiębiorstwa przygotowywano akty prawne demokratycznego państwa.
Dodatkowo, rzeczone przepisy upoważniały do obrotu tymże paliwem cztery spółki, wśród nich PKN Orlen i BGM. Rok wcześniej, ministerstwo finansów ustanowiło wody z zęz statków tzw. olejem przepracowanym. Ten zaś skupowały rafinerie, uzyskując ekologiczne ulgi podatkowe. Na podstawie tego kontrowersyjnego zapisu inny szczeciński przedsiębiorca dopuścił się wielomilionowych oszustw. Rozpoczęto domowymi metodami produkcję pożądanego oleju przepracowanego, zwyczajnie dolewając do niego wody. Wskazane ulgi rozwiązały też problem z przepisowym barwieniem paliw. Wytrącony barwnik, wraz ze związanym z nim paliwem, przekazywano do regeneracji uzyskując dalsze zyski.
Rzeczpospolita - światowa potęga opałowa
Statystycznie zużycie oleju opałowego w Polsce nie miało równych w Europie. Paradoksalnie, największy popyt na ten środek często odnotowywano latem. W sytuacji, gdy liczba pojazdów wzrastała w tempie arytmetycznym, zużycie benzyny, wedle wyliczeń wpływów skarbowych, pozostawało od lat niezmienione. Dalszy import oleju napędowego maskowano w dokumentach celnych, określając ładunki jako bardzo podobną naftę oświetleniową lub benzynę lakierniczą, również bijąc wszelkie rekordy zapotrzebowania na te produkty.
Wówczas BGM kontrolowało już 70 proc. krajowego rynku importu paliw płynnych. Wciąż do polskich portów zawijały statki z tysiącami ton komponentów paliwa. Praktycznie wykorzystywano każdą możliwą drogę zwiększenia importu z pominięciem akcyzy. Natomiast liczne podmioty pośrednie każdego miesiąca obracały, według dokumentacji, nawet setkami milionów zł. Choć zazwyczaj nie zatrudniały żadnych pracowników, a całą działalność prowadziły w prywatnych mieszkaniach właścicieli.
Detalicznie paliwo przemycały barki-pchacze ze Szczecina. W swych zbiornikach przewoziły legalnie zakupiony w Niemczech olej napędowy, za każdym razem dostarczając, w zależności od modelu pchacza, 14 (Bizon) lub 22 (Muflon) tony oleju. Po przekroczeniu granicy w Widuchowej lub Gryfinie płynęły na szczecińskie nabrzeża. Tam paliwo przepompowywano do cystern.
Mafia w policyjnym kanistrze
Przemysław K. zdecydował się też na ryzykowny krok, obdarowując policję 10 tys. litrów benzyny. Gdy prezent został przyjęty, przekonano skorumpowanego wcześniej szefa śląskiej policji do podpisania stałych kontraktów na dostawy dla lokalnych komisariatów. Na chrzczonym paliwie jeździło kilka tysięcy radiowozów, co znacznie odbiło się na ich stanie technicznym.
Śledztwa toczone w sprawach paliwowych były rozproszone, a przez to nieskuteczne. Wewnętrzna rywalizacja delegatur prokuratury i policji skutkowała brakiem wymiany informacji oraz niemożnością ustalenia skali działania przedsiębiorców. Natomiast oni, poprzez kontrolowanych policjantów i pracowników skarbowych, zawsze wyprzedzali aparat ścigania. BGM było już wówczas największą prywatną spółką na rynku paliwowym. W niewyjaśnionych okolicznościach podmiot uzyskał nawet kontrakt na dostawy do PKN Orlen.
Przełomem w walce z procederem stała się koordynacja śledztw paliwowych. Postępowanie przejęła wówczas specjalna grupa prokuratorów z Krakowa. I tym razem przedsiębiorcy poszukiwali protekcji u agentów służb specjalnych. W latach 90-tych usługę taką wyceniono na 70 tys. zł. Jednak ze względu na obecny stan spraw, gaża wynieść miała 2,5 miliona dolarów. Uregulowanie łapówki nie przyniosło zamierzonych skutków. Zaawansowanych prac CBŚ i prokuratury nie można było już zatrzymać. Pomimo nieuchronności aresztowania, bossowie syndykatu z niewyjaśnionych powodów nie opuszczają jednak terytorium Polski. Przepisują jedynie część majątku na krewnych i współpracowników.
Bezkarność bossów, wyroki dla pionków
Podczas operacji rozbicia struktur paliwowych zatrzymano ponad sto osób. W aktówce Jana B. odnaleziono tajne urzędowe dokumenty dotyczące walki z przestępczością paliwową. Jedynie Arkadiusz G. ucieka przed aresztowaniem. Po dwóch latach jedni z najważniejszych przywódców, Przemysław K. i Artur K., rozpoczynają współpracę z prokuraturą. Jak na rozkaz w prokuraturze dobrowolnie stawia się G., wyjaśnienia składa również Jan B. Przekazane informacje pogrążają urzędników i policjantów, z komendantem wojewódzkim śląskiej policji na czele. W konsekwencji za kraty trafiają pionki pozostające na usługach przedsiębiorców. Część inicjatorów przedsięwzięcia i figurantów składa wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Częstochowski magnat Przemysław K. otrzymał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Wzmożona aktywność prokuratury i aresztowania przywódców syndykatu zbiegły się w czasie z serią zgonów członków układu. W 2001 roku zamordowano Jacka P., słupa, który zaginął na kilka dni przed wyznaczonym terminem jego przesłuchania. Śledztwo początkowo umorzono, lecz na jaw wyszły nowe okoliczności. Otóż P., jako jeden z nielicznych, miał dostęp do konta bankowego syndykatu. Z tegoż rachunku zaginęło kilka milionów zł, a oględziny zwłok denata potwierdziły stosowanie tortur. Być może sprawcy chcieli odzyskać utracone pieniądze.
Radziecki trop
Według zeznań świadka Czyżewskiego, zgon innego pośrednika, Zdzisława Majki w lutym 2001 roku, również był związany z oszustwami podatkowymi. Majka miał zrezygnować z udziału w procederze. Rzekomo poinformował o tym Przemysława K. z Częstochowy. Po miesiącu od tej rozmowy został znaleziony martwy w mieszkaniu... przyjaciela Przemysława K. Od sekcji zwłok na prośbę krewnych odstąpiono.
W miejscowości Wierzchownia koło Brodnicy, w dniach 27 - 29 lipca 2000 roku, doszło do narady osób z kierownictwa syndykatu. Niedyskrecją, na temat powziętych tam ustaleń, wykazał się jeden z uczestników rozmów, Stanisław Faltynowski. Informacje trafiły do prokuratury krajowej, a wkrótce potem, 13 sierpnia 2004 roku, znaleziono jego powieszone zwłoki. Białoruska ciężarówka zepchnęła Opla Astrę, należącego do Marka Karpia, pod jadącą z naprzeciwka betoniarkę. Samochód został zmiażdżony, kierowca przeżył. Zmarł nagle w szpitalu 12 września, gdy jego stan się ustabilizował i miał zostać wypisany.
Karp przez lata trudnił się białym wywiadem na rzecz polskiego rządu. Analizował m.in. rynki paliwowe w krajach byłego ZSRR. 10 sierpnia, na spotkaniu z krakowskim prokuratorem Wassermannem, obiecał przedstawić ważne materiały dotyczące afery paliwowej. Wcześniej kontaktować miał się z ABW. Prasa oskarżyła prokuraturę o zacieranie śladów zbrodni. Sprawca wypadku, Białorusin Sierhij Z. został natychmiast zwolniony. Protokół jego przesłuchania zawiera jedynie kilka zdań. W rodzinnej miejscowości kierowca już się nie pokazał. Wcześniej doszło na terenach Białorusi, Rosji i Gruzji do trzech zamachów na współpracowników Karpia.
Koniec kariery szefa śląskiej policji
W maju 2005 roku, przed własnym domem w Częstochowie zatrzymany został generał Mieczysław K. Były komendant stawiał opór, mierzył z broni w kierunku agentów ABW, usiłował przeładować pistolet. Przedstawiono zarzuty ujawnienia tajemnicy państwowej oraz przyjęcia łapówki.
Jeszcze przed zatrzymaniem K. twierdził, iż o kontakt z baronami paliwowymi prosił go wiceminister spraw wewnętrznych Zbigniew Sobotka z SLD. Rzekomo motywem protekcji miały być deklaracje wsparcia kampanii wyborczej partii. Polityk potwierdził chęć pomocy biznesmenom, lecz jedynie w granicy dozwolonej prawem. Zaprzeczył też oskarżeniom o finansowanie przez nich działań SLD. Natomiast według zatrzymanego komendanta, po raz pierwszy o podejrzeniach dotyczących naftowego syndykatu wspominać miał... gen. Marek Papała. Na krótko przed swoją śmiercią.
Opracowano na podstawie książki Kazimierza Turalińskiego "Dokumentacja III RP - Objawy Mafii"



Właśnie. Jak by uczciwie chcieli zarobić, to by też inni skorzysstali, a... »
Trzeba sobie radzic - jak się nie nakombinujesz, to 800zł mieisecznie do... »
E tam. Głupoty gadasz. Wolę 800 zł niż potem 15 lat :p »