PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

PRAWO

Mafia Paliwowa cz. 1: Miliardy do wzięcia

Kazimierz Turaliński
2007-06-25

W minioną sobotę odnaleziono w Budapeszcie ciężko pobitą dziennikarkę śledczą Iren Karman. W swej pracy skupiała się ona na przestępczości gospodarczej oraz działalności węgierskiej mafii paliwowej. Podobny proceder, choć ostatnimi czasy przez prasę niedostrzegany, od lat kwitnie nad Wisłą.

Na siedem polskich rafinerii przypada około siedemdziesiąt prywatnych podmiotów dysponujących koncesjami na produkcję paliw. Rozbicie stawek opodatkowania bardzo podobnych i niezwykle potrzebnych na rynku produktów, umożliwiło osiąganie gigantycznych zysków poprzez jedynie formalną zmianę ich właściwości. Zamkniętego obiegu kapitału strzegł, przed zewnętrzną konkurencją, system koncesyjny. Właściwe ministerstwo reglamentowało więc w majestacie prawa dostęp do zmonopolizowanego przez przestępców sektora paliwowego.

Skala korupcji urzędników w tym procederze obnażyła słabość państwa w obliczu niezwykle silnych finansowo kręgów. Podobną metodą,potęgę kapitałową budowały rodziny mafijne we Włoszech oraz rosyjskie syndykaty zbrodni z amerykańskiego Brighton Beach. W Rosji, Białorusi i na Ukrainie klany mafijne jawnie kontrolują sprzedaż detaliczną i hurtową paliw płynnych.

Naftowa ekonomia

W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych przestępstwa paliwowe ograniczały się do incydentalnego "chrzczenia" benzyny przez detalicznych sprzedawców. Przełomem okazał się projekt trójki wpływowych, szczecińskich przedsiębiorców - Jana B., Arkadiusza G. i Zbigniewa M. Powołali oni spółkę pod firmą BGM Petrotrade Poland (litery od nazwisk udziałowców), której zadaniem miał być obrót paliwami na ogromną skalę. Pierwszy import objął 120 cystern oleju napędowego z Niemiec. Ładunek sprowadzono jednak do Polski jako olej opałowy, co umożliwiło znaczne ograniczenie akcyzy. Paliwo szybko zostało spieniężone w kilkudziesięciu stacjach benzynowych, przynosząc organizatorom wielomilionowy zysk. Sukces potwierdził ogromne możliwości branży.

Oszustwa paliwowe intratnością dystansują nawet międzynarodowy handel bronią oraz narkotykami, rodząc zarazem minimalne ryzyko odpowiedzialności karnej. To przestępstwo nie brudzi białych rękawiczek. Na bazowy region zbytu paliw wytypowano Górny Śląsk. Gęsto zaludniona aglomeracja przemysłowa umożliwia szybkie i anonimowe upłynnienie prawie każdej ilości benzyny. Do pełnego zagospodarowania rynku niezbędna okazuje się organizacja sieci zależnych podmiotów, umożliwiających rozmycie całego procederu. Rozpoczyna się budowa naftowego imperium. Powstają małe, zwykle jednoosobowe, przedsiębiorstwa, które na papierze pośredniczyć będą w obrocie setkami milionów litrów przeróżnych paliw. Sporządzona przy tym obfita dokumentacja handlowa znacznie utrudni wykrycie inicjatorów biznesu, metodykę działania oraz przepływ pieniędzy i produktów.

Bagażniki pełne pieniędzy

Baronowie powstającej organizacji dbają o bezpieczeństwo. Nie rozmawiają o interesach w miejscach umożliwiających łatwą rejestrację dźwięku, organizują ochronę, rozpracowują potencjalną konkurencję. Na oficjalne spotkania jeżdżą luksusowymi limuzynami w towarzystwie ochroniarzy w militarnych uniformach, wyposażonych lepiej od komandosów niejednego państwa. Strategicznego współpracownika odnajdują w drobnym przedsiębiorcy Arturze K. z Woźnik. To on wyszukuje kandydatów na tzw. słupy, czyli osoby, do których formalnie należeć będą pośrednie ogniwa łańcucha paliwowego. Typuje bezrobotnych, emerytów, bezdomnych, narkomanów - osoby niezorientowane w skali odpowiedzialności, jaką na siebie przyjmują. W zamian K. oferuje niewielkie comiesięczne gratyfikacje, zaczynające się od 200 zł.

BGM importuje kolejne cysterny z paliwem. Towar formalnie przechodzi przez ręce wielu ogniw pośrednich, przy czym większość z nich, setki ton oleju składować musiałaby w prywatnych mieszkaniach. Po przebyciu papierowej drogi, specyfik z oleju opałowego przemienia się w napędowy i jako taki trafia do firmy K. w Woźnikach. Podmioty pośrednie dodatkowo zwracają się do urzędów skarbowych o zwrot podatku VAT. W efekcie, na konta przedsiębiorstw każdego miesiąca spływa kilkadziesiąt milionów złotych. Gotówkę od słupów odbierają kurierzy, którzy następnie dowożą ją do założycieli BGM. Niejednokrotnie utarg nie mieści się w bagażnikach powierzonych pojazdów. Polska importuje już wtedy olbrzymie ilości oleju opałowego, kilkakrotnie przekraczające krajowe zapotrzebowanie.

Z nielegalnej rafinerii na Kajmany

Rozzuchwaleni oszuści sięgają do kolejnych źródeł dochodu. Rozpoczynają na masową skalę nielegalną produkcję substancji podobnych do paliw. Mieszają rosyjski mazut z olejem opałowym lub rzepakowym, a produkt przypominający olej napędowy upłynniają małym stacjom po zaniżonych cenach. Wynalazek jest niezmiernie szkodliwy dla silników, powoduje ich szybką korozję.

Gigantyczne wpływy przyciągają do współpracy częstochowskiego magnata paliwowego - Przemysława K. ze spółki Note. Wpływy Częstochowianina w rafineriach umożliwiają legalny zakup komponentów do produkcji benzyny. W wynajętych zbiornikach i kadziach rozpoczyna się bezkoncesyjna prymitywna produkcja. Pracownicy syndykatu mieszają benzynę bazową 50-oktanową lub benzynę krakingową 60-oktanową z eterem tetro-butylowo-metylowym lub z toulenem. "Chrzczone", zasiarczone i nieposiadające wystarczającej ilości oktanów paliwo, zalało Polskę. W tamtym czasie dokonano ekspansji na pozostałe obszary kraju. Ustalono strefy wpływów i podzielono niezagospodarowane tereny pomiędzy członków biznesowego układu. Zyski transferowane są na konta w tzw. rajach podatkowych.

Kolejnych oszustw dokonano na obrocie olejem żeglugowym. Paliwo do kutrów rybackich, ze względów społecznych, nie było obciążone VAT-em ani akcyzą. Przekonano więc rybaków do kwitowania odbioru oleju, przekazując fikcyjnemu nabywcy od każdego litra 20 groszy prowizji. Niektórzy z nich zamawiali tygodniowo nawet 2 cysterny paliwa, które w istocie trafiało na zaprzyjaźnione stacje benzynowe syndykatu. W oszustwa zamieszanych było kilkaset osób - agenci paliwowi, armatorzy kutrów z Pomorza, fałszerze dokumentów, dostawcy oraz właściciele stacji paliw.

Urzędnicy na odstrzał

Po raz pierwszy na trop przedsiębiorców natrafiła górnośląska policja. W jednej z firm Przemysława K. zabezpieczono kilkadziesiąt tysięcy litrów podrobionej benzyny. Nocą podmieniono jednak zawartość zbiorników na oryginalną etylinę 95. Postępowanie umorzono. Zainteresowanie władzy wymusiło rozszerzenie ochrony o urzędników państwowych. Na początek do interesu dopuszczeni zostają emerytowani pracownicy przeróżnych służb.

Następnym krokiem czynią korumpowanie aktywnych oficerów policji oraz służb specjalnych. Kilkaset tysięcy złotych wystarczyło, by uzyskać przychylność komendanta głównego śląskiej policji - pochodzącego z Częstochowy generała Mieczysława K. Stworzono listę przedsiębiorstw chronionych przed kontrolami. W 2000 roku generał przekazuje przedsiębiorcom tajne dokumenty o powołaniu w Centralnym Biurze Śledczym i UKS specjalnych grup do walki z gangami paliwowymi.

Materiały zawierają nazwy podejrzewanych spółek, wszelkie dane identyfikacyjne policyjnych wywiadowców oraz urzędników kontroli skarbowej, a także szczegółowy zakres powierzonych im działań. Nieświadomi dekonspiracji funkcjonariusze narażeni zostali na śmiertelne niebezpieczeństwo. Osoby dowodzące syndykatem mogły każdej w chwili zadecydować o likwidacji zagrożenia. Miliardy złotych stałego dochodu były wystarczającym motywem zlecenia zabójstw, czym automatycznie opóźniono by śledztwa o wiele lat. Zagrożenie obejmowało także wszelkich świadków procederu, zwłaszcza figurantów. Przekazane tajne informacje umożliwiły ponadto zatarcie śladów wielu przestępstw skarbowych.


Opracowano na podstawie książki Kazimierza Turalińskiego "Dokumentacja III RP - Objawy Mafii"

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2010.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.