PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

Like a Roling Stone!

Karol Lewalski
2007-07-31

Z jakże wielkim żalem byłem zmuszony zwrócić bilet na zeszłoroczny koncert Stonesów! Ale nagle pojawiły się plotki, a po niedługim czasie oficjalna informacja. "W związku z niepewną sytuacją polityczną w Ukrainie zamiast w Kijowie The Rolling Stones wystąpią w Warszawie".

Szybko kupiłem bilet i czekałem na koncert żyjąc nadzieją, że nie zdarzy się w międzyczasie żaden kataklizm, a Keith Richards nie wymyśli niczego równie szalonego jak wchodzenie na palmy. Szczęśliwie nastał 25. lipca, a od późnych godzin popołudniowych tłum na służewieckim torze wyścigów konnych gęstniał z każdą chwilą.

Punktualnie o dziewiętnastej dość licznie zebranych gości przywitała Tatiana Okupnik. Po trwającym niewiele ponad kwadrans występie i krótkich przygotowaniach nadszedł czas na właściwy support. Steve Harley wraz z grupą Cockney Rebel nieźle przygotowali publiczność na widowisko, które miało rozpocząć się punktualnie o 21. Nie wiem czy ktokolwiek wspominając ten koncert będzie pamiętał o muzykach występujących przed główną gwiazdą wieczoru. Stonesi przyćmili wszystko. Całkiem możliwe, że bardziej niż support zapisze się w pamięci pewien szaleniec, który przedzierając się przez ogrodzenie dostał się na scenę i ku uciesze czterdziestotysięcznego tłumu, sprytnie wymykał się ochroniarzom, by dopiero po krótkiej gonitwie zostać wyniesionym przez sześciu panów w odblaskowych kamizelkach.

Kwadrans po planowanym początku nastąpił wielki wybuch. Po chwili, z cichnącego huku fajerwerków dało się usłyszeć pierwsze takty "Start me up". Zaczęło się niezwykłe show. Przy niepewnej pogodzie, przy porywistym wietrze, Mick Jagger ubrany w turkusową koszulę i połyskującą czarną marynarkę biegał i tańczył, zachęcając do wspólnej zabawy. Po fantastycznym wstępie Jagger wzbudził ogromny aplauz witając się po polsku. Nie ograniczył się jedynie do zwykłego "Dobry wieczór". Krzywiąc się i łamiąc język zagadywał rozanielonych fanów. To była rzeczywiście "czudowna nocz".

Pomimo, że był to koncert w ramach trasy "A Bigger Bang Tour", już uznanej za najbardziej dochodową w historii muzyki, zespół nie ograniczał się jedynie do wykonywania utworów z ostatniej płyty. Oprócz wspomnianego "Start me up", Stonesi wykonali tak znane i kultowe hity jak "Brown sugar", "Jumping Jack Flash", "Honky Tonk Women", czy też "You can't always get what you want". Przy odśpiewywanym przez wszystkich refrenie naprawdę nieźle można było zedrzeć gardło. Podobnie było przy "I'll go crazy" z repertuaru Jamesa Browna. Jagger wraz z chórzystką Lisą Fischer wykonali tę piosenkę w niezwykle brawurowy sposób. Szkoda, że ograniczyli się do jednego utworu, gdyż pani Fischer dysponuje niezwykle mocnym głosem. Szczególnie zachwyciło "Paint in black", zaśpiewane przez Micka Jaggera w niezwykle sugestywny, ekspresyjny sposób.

Keith Richards wraz z Ronnie Woodsem zachwycali polotem i nonszalancją w grze na gitarach. Wszelkie pomyłki, nieczyste akordy budziły jeszcze większy entuzjazm publiczności, a Richards kwitował je bezczelnym i zawadiackim uśmiechem. Warto też wspomnieć o występującym gościnnie klawiszowcu znanym z The Allman Brothers Band, Chucku Leavellu, którego akompaniament dodawał charakterystycznego południowego, bluesowego posmaku.

Muzyka doskonale współgrała z efektownym oświetleniem, a wielka scena wyposażona była w olbrzymi telebim, dzięki któremu fani znajdujący się nawet w odległych sektorach mogli doskonale widzieć co dzieje się na scenie. Najciekawszym elementem sceny był ruchomy podest, na którym wszyscy muzycy włącznie z perkusistą i całym jego zestawem podjechali kilkadziesiąt metrów do przodu, dzięki temu większa ilość fanów mogła obcować z zespołem z naprawdę niewielkiej odległości. Wysłuchanie trzech, czy czterech piosenek, wspólny śpiew z Jaggerem znajdującym się nie dalej, niż dziesięć metrów to niesamowite przeżycie.

Koniec nadszedł bardzo szybko, zabrakło kilku oczekiwanych piosenek, a "(I can't get no) Satisfaction" zostało wykonane na bis zakończony pokazem sztucznych ogni. Cóż, "You can't always get what you want". Stonesi to płodny zespół, z tak bogatą kolekcją hitów, że śmiało można by z dwugodzinnego koncertu zrobić dziesięciogodzinne show. Zadziwiające, jak czterech sześćdziesięciolatków potrafi zawładnąć tłumem. Wielu młodych muzyków może pozazdrościć im sił i energii. Przecież Jagger śpiewając, tańcząc i biegając po scenie przemierza kilka kilometrów. Niesamowite siły witalne i energia udzielały się wszystkim zebranym. Prawdopodobnie była to jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia okazja, by zobaczyć The Rolling Stones na żywo w Polsce.

magazyn
Komentarze

  • 2007-07-31 [jakiś tam 33] nieżle
    NO no nieżle nieżle , nie lubie kapeli ale recenzja pisana dobrym piórem ,... »
  • 2007-07-31 [Mower] Rock'n'roll!!
    Trudno mi zrozumieć, co , poza "stażem pracy", przyciąga ludzi do muzyki... »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.