PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

"Lekarze żyją najkrócej"

Adam Mietlicki
2007-07-12

O reformach, ich zaniechaniach i obecnym strajku w służbie zdrowia - mówi dr nauk medycznych Andrzej Masiakowski, ekspert Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Wielkopolskie Porozumienie Zielonogórskie, w rozmowie z Adamem Mietlickim.

Brał Pan czynny udział w początkach reformy służby zdrowia w latach 90. Jakie były jej założenia?

Sytuacja w ochronie zdrowia była wtedy podobna do dzisiejszej. Niezadowolenie z funkcjonowania ochrony zdrowia było powszechne. Narzekali pacjenci, bo mieli coraz gorszą dostępność do świadczeń zdrowotnych. Lekarze, bo słabo zarabiali, a sprzęt, na którym pracowali był tak wyeksploatowany, że nie nadawał się już do użytku. Ówczesny minister finansów potępiał bezkrytyczne zadłużanie się zakładów opieki zdrowotnej. Podjęta przez nas reforma polegała na oddzieleniu od zespołów opieki zdrowotnej jej części ambulatoryjnej, wydłużeniu czasu pracy przychodni i ośrodków zdrowia oraz przejściu lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej z zatrudnienia etatowego na kontrakty. Lekarze rodzinni lepiej gospodarowali środkami, które otrzymywali. Udzielali więcej świadczeń zdrowotnych. Poprawiali wyposażenie swoich gabinetów, remontowali je. Zmianie uległ także sposób pracy specjalistów i ich relacje z lekarzami rodzinnymi. Specjaliści opłacani byli z budżetu lekarza rodzinnego i kolejek do nich nie było. Z badań satysfakcji pacjentów, które zostały wtedy przeprowadzone wynikało jednoznacznie, że pacjenci są zadowoleni z tych rozwiązań.

Reforma jednak nie została doprowadzona do końca.

Niestety. Zamiast modyfikować istniejące już rozwiązania, zaczęto wprowadzać zupełnie nowe, co - jak widać - nie doprowadziło do niczego dobrego. Dzisiejsze protesty pielęgniarek i lekarzy są tego najlepszym dowodem.

Jak zatem poradzić sobie z dzisiejszą sytuacją? Czy wydawanie coraz większej ilości pieniędzy na służbę zdrowia ma w ogóle sens?

Wielu twierdzi, że na ochronę zdrowia w Polsce przeznacza się za mało pieniędzy i ja się z tym zgadzam. Powinno się na ten cel przeznaczyć min. 6 proc. PKB. I w Polsce tak się dzieje. Na ochronę zdrowia już w tej chwili przeznaczamy 6,3 proc. PKB. Problem polega na tym, że ze środków publicznych pochodzi jedynie 3,9 proc. Pozostałą część stanowią prywatne wydatki obywateli. Tak nie postępuje się w żadnym z państw OECD, do których należymy od 1996 r.

Oznacza to konieczność skonstruowania budżetu państwa w taki sposób, aby było w nim widać, że priorytetem w wydatkach publicznych jest ochrona zdrowia. Np. składka zdrowotna wynosi obecnie jedynie 9 proc. Od podatku odpisywane jest jedynie 7,75 proc. Porozumienie Zielonogórskie, które przygotowało "Strategię dla podstawowej opieki zdrowotnej opartej na praktykach lekarzy rodzinnych" jest zdania, że składka zdrowotna w Polsce powinna wynosić 11 proc. i być w całości odpisywana od podatku. Inaczej też powinna być finansowana podstawowa opieka zdrowotna, na którą powinno przeznaczać się min.20 proc. środków z tej składki. Dzisiaj "pompowanie" kolejnych pieniędzy do nie zmienionego, złego systemu może jedynie ugasić pożar i to na krótko. Nie poprawi jednak dostępności i jakości usług medycznych.

Co Pan sądzi o pomyśle prywatyzacji służby zdrowia oraz wprowadzeniu dodatkowego ubezpieczenia?

Podstawowa opieka zdrowotna już jest częściowo sprywatyzowana. W Wielkopolsce sprywatyzowano (z wyjątkiem nieruchomości) ok. 90 proc. przychodni i ośrodków. Coraz więcej jest też prywatnych szpitali. Wszystkie te zakłady mają podpisane umowy z NFZ. Przyznają, że bez kontraktów z NFZ-em ciężko byłoby im funkcjonować na polskim rynku usług medycznych. Prywatyzacja tych placówek poprawiła ich funkcjonowanie i nie pogorszyła dostępności obywateli do opieki zdrowotnej. Nie należy więc dyskutować o tym, czy przychodnie oraz szpitale należy prywatyzować czy też nie. Należy dyskutować o tym, jak je prywatyzować. Ano tak, aby prywatyzując nie naruszyć bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.

Jestem też przekonany, że dalsze utrzymywanie takich bytów jak samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej jest niezasadne. Niby mają one osobowość prawną, ale nie odpowiadają w pełni za swoje finanse. Długi ich bowiem ostatecznie pokrywają samorządy terytorialne albo budżet państwa. Konsekwencją tego jest permanentne ich zadłużanie się.

A jak Pan ocenia propozycję wprowadzenia w gabinetach lekarskich kas fiskalnych?

Jeżeli państwu chciałoby, choćby częściowo, zwracać pacjentom wydatki poniesione na leczenie, paragon z kasy fiskalnej jest niezbędny. Natomiast jeżeli ma to na celu uszczelnienie systemu opieki zdrowotnej i wyeliminowaniu tkwiącej w nim patologii, to nie w podstawowej opiece zdrowotnej należy ich szukać.

Zmieńmy temat. Jest szansa na kompromis między strajkującymi lekarzami i pielęgniarkami i rządem?

Jak na razie nic nie wskazuje na to, że strony chcą kompromisu. Trudno się zorientować, o co właściwie chodzi obu stronom. Pielęgniarki powiedziały, że chodzi im o to, aby więcej zarabiać. Natomiast lekarze wahają się, bo raz mówią o podniesieniu zarobków, kiedy indziej o konieczności zmian systemowych. Rządzący też nie potrafią zidentyfikować oczekiwań protestujących.

Paradoksalnie, okazuje się, że strajki w służbie zdrowia bardziej uderzają w pacjentów, niż rządzących.

Ten protest trwa już za długo. Nawet jeśli pacjenci na razie nie narzekają, to przedłużający się strajk będzie przez nich coraz gorzej odbierany. Jeśli ktoś gra na przeciągnięcie protestu w czasie, a nie na jego rozwiązanie, może się okazać, że po pewnym czasie poparcie społeczne dla słusznych postulatów służby zdrowia będzie spadać.

Dlaczego lekarze domagają się podwyżek, skoro poza pracą w szpitalach i przychodniach, prowadzą również prywatne praktyki?

Lekarze w prywatnych gabinetach rzeczywiście często zarabiają znacznie więcej niż wynosi ich płaca zasadnicza. Ale ta dodatkowa praca często wykonywana jest kosztem rodziny, odpoczynku. Lekarze to grupa zawodowa, która między innymi przez to, żyje najkrócej. Dlatego protestujący chcą doprowadzić do sytuacji, w której w podstawowym miejscu pracy zarabialiby tyle, żeby nie musieć podejmować dodatkowych zajęć.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

magazyn

reforma, zdrowie, lekarze, NFZ

Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.