PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

fot. sarkozy.fr

Le nouveau president de la France!

Tomasz Peciakowski
2007-05-08

Już dawno wybory we Francji nie wyzwalały tak wielu emocji. Negatywna kampania, wyraziści kandydaci, ale też rekordowa frekwencja, zamieszki i wielkie oczekiwanie na to, że po wyborach zawieje wiatr zmian. Francuzi 6 maja zadecydowali jednak, że to Nicolas Sarkozy wprowadzi niezbędne reformy i wreszcie pozwoli im zaczerpnąć "świeżego powietrza". Obywatele V Republiki wybrali nowego prezydenta.

Według danych ze 100 proc. komisji, Sarkozy'ego poparło w II turze 53,1 proc. Francuzów, zaś jego przeciwniczkę Segolene Royal - 46,9 proc.. Frekwencja nie jest do końca znana, ale już wiadomo, że wyniesie ona prawie 85 proc.. Ostatni raz tak wielu Francuzów poszło do urn wyborczych w 1974 roku. To najlepszy dowód, że Francja oczekuje przełomu. Dość ma już zachowawczej polityki, ale chce zdecydowanych działań.

Czas na zmiany

Wiele osób porównuje dzisiejszą sytuację we Francji do tej z roku 1968, kiedy to robotnicy i studenci wyrażali swoje niezadowolenie na ulicach. Wtedy jednak był to głównie protest przeciwko tłamszeniu społeczeństwa. Była to walka o więcej wolności i mniej represyjną władzę, dziś zaś, szwankuje przede wszystkim to, co wtedy funkcjonowało bardzo dobrze - gospodarka. Zadłużenie publiczne wynosi dziś 300 mld euro, współczynnik bezrobocia znajduje się coraz bliżej 10 proc. (jak na francuskie warunki to bardzo dużo), a największe jest jednak wśród młodych ludzi (18-26 lat), bo przekracza 20 proc. Mówi się o ucieczce młodych talentów do Londynu czy Nowego Jorku, o ogólnym pesymizmie i gasnącym entuzjazmie wobec Unii Europejskiej. Bardzo dużym problemem współczesnej Francji są także imigranci. To oni bowiem pod koniec października 2005 roku wzniecili bunt na przedmieściach francuskich miast. To właśnie od tej pory rok 1968 przywoływany jest w debacie publicznej regularnie.

Stając zatem do walki w wyborach prezydenckich na początku 2007 roku, kandydat musiał zadeklarować chęć do działania i postulować zdecydowaną zmianę. Co prawda, żaden z nich nie proponował od razu budowania VI Republiki, ale każdy musiał pokazać swój pomysł na rozwiązanie głównych problemów w państwie: bezrobocia, wadliwej edukacji i problemów z wchodzeniem na rynek pracy absolwentów uczelni wyższych, złego prawa podatkowego, przestępczości oraz napływu imigrantów.

W II turze wyborów prezydenckich Francuzi wybierali więc między dwoma zasadniczo różniącymi się programami i wizjami państwa. Sarkozy zapowiadał liberalizację gospodarki, obniżenie podatków i odgrodzenie się od imigrantów, Royal zaś mówiła o "państwie opiekuńczym". Przyjaznym każdemu, także imigrantom. Mimo iż kampania była dość brutalna i bardzo często opierała się o ataki ad persona, to jednak dzięki żądaniom obywateli, nie obyło się bez rzeczowych i merytorycznych dyskusji. Liczyła się nie tylko odpowiedź na pytania, "co?" czy "dlaczego?" chce się coś zmienić, ale przede wszystkim: "jak to zrobić?" Najbardziej przekonujący wydawał się być właśnie Sarkozy...

Francja wybrała

- Będę prezydentem wszystkich Francuzów, także tych, którzy na mnie nie głosowali - powiedział Sarkozy, gdy znane już były wstępne wyniki. Wskazał, że istnieje tylko jedna Francja, która jest poza walkami politycznymi i zróżnicowaniem poglądowym. Prezydent-elekt dodał też, że przywróci Francuzom poczucie dumy narodowej. - Kocham Francję - zakończył.

Nicolas Sarkozy urodził się w 1955 roku w Paryżu. Jego ojciec był Węgrem, matka zaś Greczynką żydowskiego pochodzenia. W kampanii podkreślał swoje imigracyjne pochodzenie i przypominał, że na bogactwo narodu francuskiego złożyli się także imigranci. Zaznaczał jednak, że wychowywany był w miłości do Francji, a jeśli dzisiaj imigranci nie potrafią pokochać tego państwa, to lepiej, żeby go opuścili. Sarkozy zdecydowanie mówi o regulowaniu imigracji i walce z jej nielegalnymi formami.

Wielu imigrantów nie może mu darować swoistej sprawności, którą popisał się jako minister spraw wewnętrznych w 2005 roku podczas zamieszek na przedmieściach. Zapewniał wówczas, że "oczyści przedmieścia z hołoty" i zaprowadzi porządek. Twarda polityka ówczesnego rządu, a zwłaszcza działania Sarkozy'ego spodobały się wielu Francuzom. Poza teką ministra spraw wewnętrznych w rządzie Dominika de Villepin, Sarkozy był także członkiem francuskiego Zgromadzenia Narodowego, sprawował również funkcję ministra ekonomii, finansów i przemysłu. Przewodniczył też centroprawicowej partii - Unii na rzecz Ruchu Ludowego.

Sarkozy nie ma wątpliwości, że Francja od co najmniej dwóch dekad przeżywa poważny kryzys. Wini jednak za to, nie tylko lewicę, której zarzuca nieodpowiedzialność i doprowadzenie do tłamszenia inicjatywy gospodarczej poprzez karanie w postaci wysokich podatków za wszelkie gospodarcze sukcesy, ale także prawicę, krytykując jej zachowawczą politykę i brak odwagi w mówieniu prawdy o stanie państwa. Zatem gdy Sarkozy odwołuje się do francuskiego patriotyzmu, próbuje po prostu zmobilizować obywateli i zachęcić ich do wzmożonej pracy.

Samochody znów zapłonęły

Lewicowa część społeczeństwa boi się jednak Sarkozy'ego jak "diabeł święconej wody". Uważają go za człowieka o autorytarnych zapędach, polityka nie znoszącego sprzeciwu, a zatem nie nadającego się do dialogu. W kampanii pojawiły się wręcz hasła mówiące o faszyzmie Sarko i nadchodzącym zagrożeniu dla demokracji. Zapowiadano też, że jeżeli wygra reprezentant prawicy, będą zmuszeni wyjść na ulice i zademonstrować swój sprzeciw.

Obietnic niejako dotrzymano, bowiem w nocy, tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów zapłonęły samochody i doszło do starć z policją. Na szczęście zamieszki szybko stłumiono. Ponad 300 samochodów zdążyło się jednak spalić, a policja przesłuchała już 270 osób. Sarkozy wygrał. Musi jednak pamiętać, że kandydatka lewicy zebrała aż 46 proc. głosów, co świadczy, że Francja jest dość mocno podzielona i nie wszyscy będą mu sprzyjać.

Dobry wybór dla Polski?

- Ze względu na swoje doświadczenia osobiste, Nicolas Sarkozy może okazać się dla nas lepszy. Jak wiadomo, jego rodzina pochodzi z Węgier. Poza tym porównując to, w jaki sposób obaj kandydaci mówią o Europie, widać wyraźnie, że stanowisko Sakrozy'ego, jego pomysł stworzenia "krótkiej" wersji konstytucji UE, bardziej przypadłby do gustu polskim władzom - mówił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Stefan Meller, były minister spraw zagranicznych. - Sarkozy jest bardziej przychylny USA niż kandydatka socjalistów. Polska jest ważnym sojusznikiem Amerykanów. Między innymi dlatego sądzę, że z punktu widzenia Polski, Sarkozy byłby lepszym prezydentem.

- Wybór Nicolasa Sarkozy'ego na prezydenta Francji daje szansę na Francję bardziej dynamiczną ekonomicznie, i - co ważne dla Polski - na korektę francuskiej polityki wobec Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej - mówił dla dziennika.pl Jacek Saryusz-Wolski z Platformy Obywatelskiej.

Do zaprzysiężenia Nicolasa Sarkozy'ego na szóstego prezydenta V Republiki dojdzie 16 maja. Wtedy też ustąpi obecna "głowa państwa" - Jacques Chirac.

magazyn
Komentarze

  • 2007-05-08 [Obserwator] nie dla socjalizmu
    Właściwie też sie ciesze z tego wyboru. Chyba lepiej, ze socjalizm znowu... »
  • 2007-05-08 [gran] zgadza się
    Zgadzam się. Co tu dużo mówić, tylko liberalizm wyzwala odpowiednią... »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.