PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

Kultura masowa - dziecko postępu i techniki

Agnieszka Gierczak
2007-05-13

Jest tandetna, nieciekawa, "odmóżdżająca". Nikt jej nie lubi, każdy nią gardzi i krytykuje. Jednak jej twórcy zarabiają miliony dolarów.

Kultura masowa budzi wiele kontrowersji. Jest powszechnie potępiana, jednak liczby sprzedanych kinowych biletów na "głupie, amerykańskie komedie" są dowodem, że jednak jesteśmy jej odbiorcami. Możemy się przeciw niej buntować i bojkotować. Ale nie jesteśmy w stanie od niej całkowicie uciec.

Według Dwighta Macdonalda, badacza kultury masowej, który prawdopodobnie jako pierwszy użył tego terminu, od drugiej połowy XIX w., kultura zachodnia jest podzielona na dwie części. Pierwszą z nich jest tzw. kultura wysoka, o której uczą nas szkolne podręczniki. Do niej zaliczymy Mickiewicza, Żeromskiego, Mozarta i Matejkę. Drugą częścią jest kultura niska, która zgodnie z twierdzeniem Macdonalda jest takim samym artykułem masowego spożycia, jak guma do życia. Tworzona dzięki technice, nie dla wrażeń estetycznych, a dla pieniędzy.

Wszystkiemu winny postęp

Postęp utożsamiany jest z czymś pozytywnym, krokiem naprzód, rozwojem. Co ciekawe, to właśnie postęp jest ojcem kultury masowej. Rewolucja przemysłowa doprowadziła do wielkiej migracji ludzi ze wsi do miast, czego efektem był rozwój szkolnictwa. Uczyło się coraz więcej osób, zdobywając jednak na ogół tylko elementarną wiedzę. Jednak nawet ta podstawowa nauka wyzwoliła w nich głód kultury, która musiała zostać dostosowana do ich skromnych możliwości intelektualnych.

Droga do masowości zaczęła się jednak wcześniej. Niektórzy teoretycy kultury i estetycy, dopatrują się jej już w antycznym postulacie "chleba i igrzysk", gdzie władcy zaspokajali prymitywne potrzeby mas. Niewątpliwymi etapami zwrotnymi w dziedzinie rozpowszechnienia kultury były: wynalezienie ruchomej czcionki, rozwój prasy, powstanie kina, telewizji i oczywiście Internetu. Mimo to, nie korzystają z niej tylko kapitaliści, którym służy do zarabiania pieniędzy. Do jej rozwoju przyczyniły się ustroje totalitarne, w których wszystkim ludziom zostaje narzucany jednakowy sposób myślenia i gustów.

Interesujący jest związek między kulturą masową a ludową, która dziś też wydaje nam się czymś troszkę tandetnym i odpustowym, ale umiejscawiamy ją na wyższym szczeblu niż kulturę popularną. Ich pewne podobieństwa, jak np. prostota przekazu, mogą sugerować, że kontynuatorką sztuki ludowej jest sztuka masowa. Przeciw takiemu myśleniu buntował się Macdonald (cóż za ironia nazwiska!), według którego różni je miejsce w którym powstają. Pierwsza wyrasta z ludu, samorzutnie i oddolnie. Druga zostaje narzucona ludziom odgórnie, produkują ją technicy.

Jednakowa receptura

Jednym z głównych zarzutów kierowanych przeciw sztuce popularnej jest jej typowość i brak oryginalności. Kiedy zastanowimy się nad scenariuszem jej wytworów, dojdziemy do wniosku, że jest zawsze taki sam. Najpopularniejszy jest motyw Kopciuszka, który doskonale realizują telenowele z Ameryki Południowej, amerykańskie filmy czy powieści Harlequina.

Richard Shusterman w swoim eseju "Forma i funk: sztuka popularna jako wyzwanie estetyczne", podważa bezsensowność jednego z zarzutów wielbicieli kultury wysokiej przeciw niskiej. Zgodnie z nim sztuka masowa, nie jest "w stanie dostarczyć nam prawdziwego zadowolenia estetycznego", a jedynie chwilową przyjemność. Rodzi się pytanie: i co z tego? Zastanawiające jest to, że ludzie odmawiają sobie przyjemności samej w sobie. Krótkiej, ulotnej, chwilowej, ale przecież przyjemnej.

Przetrwają najlepsi?

O tym czy dany twór kultury będzie ważny i znaczący dla społeczeństwa świadczy to, czy przetrwa próbę czasu. Zaczytując się Sofoklesem czy Szekspirem nie zawsze wiemy, że kiedyś dramat grecki i teatr elżbietański należały do sztuki hałaśliwej i popularnej. Shusterman zaznacza, że "wiele cenionych obecnie powieści (choćby "Wichrowe Wzgórza") uznanych zostało za sensacyjną, komercyjną tandetę, podobnie jak obecnie traktuje się filmy, TV i muzykę rockową".

Nie da się ukryć, że kultury wysokiej jest stanowczo za mało w massmediach, które już z samej nazwy, zostają zaklasyfikowane do kultury masowej. Musimy się pogodzić z tym, że to popyt napędza podaż i od intelektualnego, subtelnego Sherlocka Holmsa większość woli oglądać filmy sensacyjne z ostrym mordobiciem i niezobowiązującym seksem. Warto, aby każdy szczerze opowiedział sobie na pytanie czy po intensywnej pracy intelektualnej i ciągłym obracaniu się wśród dzieł kultury wysokiej, nie ma czasem ochoty na chwilę "odmóżdżenia"?

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.