PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

fot. areopag.pl

"Księża nie spadli z księżyca"

Michał Zacharzewski
2007-08-16

- O kulturze, kapłaństwie, polskim Kościele i polityce z ks. dr Krzysztofem Niedałtowskim, Duszpasterzem Środowisk Twórczych, Rektorem Kościoła św. Jana w Gdańsku - rozmawia Michał Zacharzewski.

Czy w dobie postępującej laicyzacji Europy istnieje wśród ludzi sztuki potrzeba posługi kapłańskiej?

Spotykam się z ogromnym zainteresowaniem i czasem nawet trudno odpowiedzieć na wszystkie pomysły, potrzeby czy inicjatywy, jakie wypływają od tych ludzi. Bardzo możliwe, że wiąże się to z kredytem zaufania jakim zostaliśmy obdarzeni, gdyż duszpasterstwo środowisk twórczych istnieje właściwie odkąd jestem księdzem, czyli prawie od dwudziestu pięciu lat. Zaraz po zakończeniu stanu wojennego, kiedy zaczęliśmy organizować niezależne od cenzury, a tym samym nielegalne wystawy, koncerty czy wykłady, zrodziła się między nami więź porozumienia która istnieje po dziś dzień. Więź ta realizuje się na różnych płaszczyznach, jak chociażby poprzez indywidualne rozmowy z poszczególnymi artystami. W swej pracy duszpasterskiej unikam masowości i staram się podchodzić do każdego człowieka w sposób jednostkowy.

Jaką rolę we współczesnym społeczeństwie powinien spełniać kapłan? Co powinien robić, a czego unikać by nawiązać taką więź z wiernymi?

Myślę, że przede wszystkim trzeba zrozumieć, że skończył się czas masowego duszpasterstwa. Ksiądz nie powinien liczyć na statystykę czy anonimowy tłum, który kiedyś przychodził do kościoła, bo był on jedyną ostoją wolności. Dziś trzeba mieć czas dla ludzi i wychodzić do nich. Mam taką zasadę, że nie siedzę i nie czekam na plebanii. Mieszkam pomiędzy zwykłymi ludźmi, chadzałem i często chodzę na premiery teatralne, wernisaże, wystawy, czyli tam gdzie artyści tworzą i gdzie jest ich właściwy warsztat pracy. W ten sposób nawiązujemy ze sobą realny kontakt i to chyba stanowi klucz do dzisiejszego bycia chrześcijaninem, a także bycia księdzem.

Mowa tu o statystykach. Ostatnio głośno jest na temat wykorzystywania przez Kościół nowych mediów i różnych taktyk marketingowych w walce o wiernych...

Myślę, że to nigdy nie było obce Kościołowi, który przecież jako pierwszy zaczął wykorzystywać wynalazek druku czy radio jako instrument ewangelizacji. Sam bardzo chętnie posługuję się Internetem, który stał się dla nas nieocenionym narzędziem komunikacji. Namówiono mnie również na zamieszczanie na naszej stronie internetowej plików w formacie mp3 z tekstami ewangelii oraz homilii, które wygłaszam w kościele. Z początku nie byłem entuzjastą tego pomysłu, gdyż sądzę że kazanie jest formą komunikacji mającą największą siłę oddziaływania na żywo. Okazuje się jednak, że jest na to zapotrzebowanie, co widać po ilości zainteresowanych osób, także spoza Polski.

Kościół św. Jana stał się w Gdańsku ważnym ośrodkiem kulturalnym. Wystawy, koncerty, czy projekcje filmów ściągają tam wielu ludzi. Czy kościół nie zatraca przez to swego sakralnego charakteru, stając się czymś na kształt sali koncertowej?

Kościół św. Jana jest pewnym eksperymentem. Eksperymentem który trwa już ponad dziesięć lat i doskonale się sprawdza w praktyce. Nie jest to przypadek odosobniony, gdyż na świecie istnieje kilkanaście podobnych kościołów, które są jednocześnie przestrzenią liturgiczną i miejscem działalności kulturalnej. Zresztą Kalendarz Świętojański, który wydajemy co roku z okazji dnia św. Jana, poświęciliśmy tym razem próbie porównania kościoła św. Jana ze świątyniami w Amsterdamie, Wenecji czy Londynie, gdzie dzieją się podobne rzeczy. Z drugiej strony, Nadbałtyckie Centrum Kultury, które jest gospodarzem tego obiektu, prowadzi tu bardzo ożywioną działalność organizując wystawy, koncerty bądź użyczając kościół jako wnętrze dla rozmaitych inicjatyw jak np. Festiwal Szekspirowski. Dzięki temu kościół żyje i identyfikuje się podwójnie w ludzkiej świadomości: jako miejsce modlitwy oraz przestrzeń zdarzeń artystycznych.

Czy jest to próba unowocześnienia wizerunku Kościoła, manifestacja otwartości na świat?

Otwartość jest moją zasadą działania od samego początku. Nie jest to jednak jakiś trik strategiczny, gdyż nie wierzę w tego rodzaju zabiegi. Podobnie jak w sztuczne unowocześnianie Kościoła i eksperymenty w stylu używania młodzieżowego slangu podczas kazań. Są to działania krótkoterminowe, sezonowe, podczas gdy Kościół z samej zasady powinien być "długomyślny", a nie nastawiony na jeden sezon. Z tego samego powodu Kościół nie powinien identyfikować się z żadną partią polityczną. Kościół jest powszechny, czyli otwarty dla każdego, a na horyzoncie powinien dostrzegać wieczność, nie modę.

Jednak polityka jest niewątpliwie jedną z dziedzin życia społecznego. Czy Kościół nie powinien dla dobra wspólnego angażować się w politykę i pokazywać ludziom, co jest słuszne? Praktyka pokazuje, że często duchowni stają się stroną w sporze politycznym. Jaki zatem powinien być udział Kościoła w tej sferze?

Kościół powinien wysyłać komunikaty etyczne, a nie polityczne. Ktoś kiedyś powiedział, że etyka podniesiona do nieskończoności staje się poli-etyką, czyli polityką. Tak powinno być, ale jak widzimy polityka wyobrażamy sobie osobę, która nie kieruje się często zasadami etycznymi. I to jest właśnie zadanie dla Kościoła. Powinien przypominać i wskazywać uniwersalne zasady etyczne, którymi politycy winni się kierować.

Ale jak tę ideę przełożyć na rzeczywistość?

Jako pewien przykład zaangażowania Kościoła w debatę społeczną, od siedmiu lat w Gdańsku organizowany jest Aeropag, czyli forum dialogu. Do okrągłego stołu zasiadają osoby wybitne, autorytety i znawcy tematu. Wszyscy inni zaś uczestniczą w tej rozmowie przysłuchując się jej czy też odpowiednio na nią reagując. Według mnie to właściwy sposób podejmowania tematów społecznie ważnych. Tu jednak również obowiązuje zasada: nie utożsamiać się z żadną partią, a nawet nie zapraszać żadnych bieżących polityków, bo nie chodzi o to, żeby przeprowadzać jakąś kampanię, czy wysyłać społeczeństwu znaki. Chodzi o zasady etyki. Myślę sobie, że bardzo by to zaszkodziło Kościołowi, gdyby był bliski jakiejś konkretnej partii, gdyż członkowie innych partii poczuliby się "po drugiej stronie barykady", a Kościół musi być miejscem spotkania dla wszystkich.

Nie wydaje się księdzu, że taka sytuacja już zaistniała? Mam tu na myśli ojca Tadeusza Rydzyka i media z nim związane.

To, że mówię o zasadach działania Kościoła nie oznacza, że są one w pełni przestrzegane i akurat działalność Radia Maryja uważam za negatywny przykład w tym względzie. Sądzę, że jest to właśnie próba takiej doraźności, chwilowości sprzecznej z ewangeliczną zasadą uniwersalizmu. Osobiście bardzo mnie to boli i zdecydowanie negatywnie oceniam ten fragment działalności ojca Rydzyka, który wiąże się z grą polityczną, bo tak to niestety trzeba nazwać. Ubolewam nad tym, bo jest to niezwykle szkodliwe dla wizerunku i misji Kościoła w Polsce.

Czy duże jest poparcie dla działań o. Rydzyka wśród duchownych?

Trudno mi to oceniać w kategoriach statystycznych. Znam księży, którzy myślą podobnie jak ja, ale wiem też, że są księża którym się działalność ojca Rydzyka podoba i uważają, że takie postawy należy promować. Kościół nie jest monolitem.

Czy można zatem powiedzieć, że środowisko księży jest podzielone przez tę sprawę?

Nie powiedziałbym, że jest podzielone, raczej zróżnicowane, zresztą jak chyba każde. Pamiętajmy, że księża są synami polskich rodzin i nie spadli z księżyca. Jesteśmy ludźmi, którzy wyrastali w określonych środowiskach społecznych, uczyliśmy się w określonych szkołach i cały ten bagaż doświadczeń niesiemy ze sobą. Zresztą wykładam w seminarium i widzę jak zróżnicowane jest myślenie wśród tych dwudziestoletnich chłopaków. Jest to też pewne bogactwo Kościoła, który nie składa się przecież z samych intelektualistów np. to co się dzieje w kościele św. Jana nie jest reprezentatywne dla całego Kościoła. Dlatego zasada pluralizmu jest tu absolutnie podstawową i nie byłoby dobrze gdybyśmy starali się wprowadzać w Kościele we wszystkich dziedzinach jakiś maoistyczny uniformizm.

Jest ksiądz duszpasterzem ludzi sztuki, ale także jednym z nich. Podobno grał ksiądz kiedyś w teatrze...

To prawda. Już od czasów szkoły średniej jestem blisko związany ze sztuką. Byłem wtedy aktorem teatru studenckiego "Jedynka" prowadzonego przez Krzysztofa Babickiego. Były to bardzo ciekawe doświadczenia i jednocześnie moja inicjacja kulturowa. Fascynację literaturą i sztuką podtrzymywałem także w seminarium, a zaraz po studiach zacząłem pracę ze środowiskami twórczymi. Uczestnictwo w inicjatywach kulturalnych i organizowanie takich przedsięwzięć jest odpowiedzią na pewne zapotrzebowanie wśród artystów na miejsca i sposoby na wyrażanie swoich emocji, również tych metafizycznych.

Dziękuję za rozmowę.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.