Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Krwawy Meczet
Po trwającym blisko tydzień oblężeniu Czerwonego Meczetu w Islamabadzie, pakistańska armia spacyfikowała "zbuntowaną świątynię". Dwudniowy szturm, rozpoczęty 10 lipca nad ranem, zakończył się całkowitym przejęciem kontroli nad okupantami przez siły rządowe i niemal doszczętnym zburzeniem budynku. Odwet islamistów był więc już tylko kwestią czasu.
Dokładna liczba ofiar szturmu na meczet jest raczej trudna do oszacowania. Władze utrzymują że zginęło ok. 80 fanatycznych obrońców i 8 żołnierzy, lecz media informują, że zabitych mogło zostać nawet 200 osób. Podczas ataku zginął Abdul Rashid Ghazi, główny mułła Czerwonego Meczetu i przywódca buntu w jednej osobie. Został jednak zabity nie przez wojsko, lecz przez towarzyszy broni - i to w chwili, gdy chciał się poddać.
Złe wychowanie
Abdul Rashid Ghazi i jego zwolennicy domagali się wprowadzenia w Pakistanie szarijatu, czyli prawa koranicznego. W ciągu ostatnich miesięcy zaprowadzali w Islamabadzie swoje porządki i otwarcie przeciwstawiali się polityce proamerykańskiego prezydenta. Dramatyczne wydarzenia w Czerwonym Meczecie są niewątpliwie konsekwencją pobłażliwości Perveza Musharrafa wobec islamskich radykałów - uznany przez islamskich fundamentalistów za zdrajcę, prezydent tolerował ich, a tym samym pozwalał rosnąć w siłę, chcąc uniknąć otwartego konfliktu.
W Pakistanie są tysiące przyświątynnych szkół koranicznych, podobnych do tej z Czerwonego Meczetu w Islamabadzie. To właśnie one oraz nauczający w nich radykalni mułłowie, pokroju Abdula Rashida, kształtują przyszłych terrorystów. Warto w tym miejscu przypomnieć, że terroryści odpowiedzialni za zamachy w Londynie uczyli się właśnie w pakistańskich medresach.
Wielki sojusznik
Pakistan, chociaż oficjalnie sprzymierzony ze Stanami Zjednoczonymi w walce z terroryzmem, za swą pobłażliwość wobec "niebezpiecznych medres" spotykał się z ostrą krytyką ze strony swego wielkiego sojusznika. Musi się zaś z nią liczyć, gdyż wiele zależy od amerykańskiej pomocy gospodarczej. Tym bardziej, że nie są to jedyne zastrzeżenia jakie Amerykanie zgłaszają do jego "antyterrorystycznej polityki".
Kolejną sprawą, którą zaniedbał pakistański prezydent jest kwestia granicy z Afganistanem, a konkretniej rzecz ujmując, problemy z jej uszczelnieniem. Afgańscy talibowie wykorzystują przygraniczne obszary na terytorium Pakistanu jako schronienie i bazy wypadowe dla swych akcji bojowych. Ułatwił im to właśnie rozejm jaki został zawarty we wrześniu ubiegłego roku między wojskami rządowymi a pakistańskimi talibami.
Dowództwo wojsk Koalicji walczących w Afganistanie utrzymuje, że to właśnie w Pakistanie talibańskie siły przegrupowały się po klęsce i przygotowały do dalszej walki. Nie bez znaczenia jest też fakt, że przez nieszczelną granicę do Afganistanu przenikają wciąż nowi bojownicy (nie tylko pakistańskiego pochodzenia), by zasilić armię talibów. Możliwe, że sytuacja ta ulegnie zmianie, gdyż po szturmie na Czerwony Meczet, talibowie zerwali rozejm i konflikt zdaje się już być nieuniknionym.
Kłopoty prezydenta
Pervez Musharraf chce w tym roku ubiegać się o reelekcję. W 2007 roku mają się odbyć także wybory do pakistańskiego parlamentu, jednak poparcie dla urzędującego prezydenta wciąż spada i dalekie jest od 98 proc. jakie - według oficjalnych danych - osiągnął w referendum z 2002 r. Przyczyniło się do tego wiele różnych spraw, jak chociażby powódź, która nie tak dawno spustoszyła Pakistan, czy zgrzyty w kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi.
Tego trudnego położenia obecnego prezydenta Pakistanu z pewnością nie polepszyły też krwawe wydarzenia z Czerwonego Meczetu. Wydaje się, że Pervez Musharraf nie będzie już miał możliwości uniknięcia konfrontacji z islamskimi radykałami. Szturm na zbuntowany meczet stanowi z jego strony jednoznaczną deklarację, po której ze stron się opowiada - tak to zostało odczytany przez środowisko pakistańskich fundamentalistów. Prezydent Pakistanu stał się teraz dla nich znienawidzonym wrogiem islamskiej rewolucji, który służy jeszcze bardziej znienawidzonym Amerykanom.
Odwet
Pewne jest, że terroryści nie poprzestaną jedynie na groźbach. Ajman al-Zawahiri, jeden z najważniejszych przywódców Al-Kaidy i bliski współpracownik Osamy ben Ladena, zapowiedział już krwawy odwet za masakrę w islamabadzkim meczecie i wezwał do "świętej wojny" przeciw bezbożnemu rządowi Pakistanu. Bardzo możliwe, że akcja odwetowa ze strony terrorystów już się rozpoczęła, gdyż trzy zamachy, które miały miejsce w okolicach granicy z Afganistanem w sobotę i niedzielę (14-15 VII), były już najprawdopodobniej zemstą za pacyfikację Czerwonego Meczetu. Samobójcze ataki zabiły ponad 70 pakistańskich żołnierzy.
Wiele wskazuje na to, że szturm kończący oblężenie meczetu w Islamabadzie nie był wcale końcem przemocy, lecz iskrą rozpalającą długi i wyczerpujący konflikt, który prędzej czy później musiał wybuchnąć. Wojna z terrorem zajmuje coraz to nowe obszary, a jej kolejnym polem bitwy nieuchronnie staje się Pakistan.


