PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

SPOŁECZEŃSTWO

Kraj super-toastów

Marcin Bartyzel
2007-07-20

W Gruzji toasty są integralną częścią każdej imprezy. Przy nich wszystko schodzi na bok. Również wino.

"Kto trafił do Gruzji, musi spłacić daninę tutejszym obyczajom. (...) Kto tu trafi, będzie wprowadzony w rytuał biesiady, która dla Gruzina jest smakiem życia" - pisze w swojej książce "Kirgiz schodzi z konia" Ryszard Kapuściński.

Tęga głowa na tęgą biesiadę

Podstawą gruzińskiej biesiady jest wino. Tradycja uprawy winorośli na Kaukazie sięga zamierzchłych dziejów ludzkości. Pierwsze jej ślady na terenie obecnej Gruzji datuje się na VI tysiąclecie p.n.e. Obecnie każdy region tego kaukaskiego państewka może pochwalić się własnym gatunkiem wina. Wiele z nich ceni się na świecie. Według Davida Gamtsemlidze, dyrektora gruzińskiej firmy Marani, zajmującej się produkcją win, sekretem kaukaskich win jest ich "wyraźny rys rustykalny, nieco pikantny i korzenny, z aromatycznym bogactwem owoców leśnych i wyrazistością tanin".

Na ich niepowtarzalny smak, spory wpływ ma z pewnością sposób produkcji, w który człowiek w zasadzie nie ingeruje. Ogranicza się on tylko do wrzucenia zgniecionych winogron do specjalnych kadzi - kwewri. Te duże, gliniane amfory zakopuje się w specjalnych piwnicach. Gdy wino już sfermentuje, można rozpocząć biesiadę.

Gruzińskiej biesiadzie, zwanej keipi, przewodniczy mistrz ceremonii, zwany tamadą. Jest on powszechnie szanowanym człowiekiem w sędziwym wieku. Inicjuje każdy toast, w związku z czym musi umieć pięknie improwizować. Dla własnego zdrowia powinien mieć też tęgą głowę, bo jako mistrz ceremonii musi wziąć udział w każdym toaście. Przydaje mu się to zwłaszcza, gdy pełni obowiązki konferansjera na weselu gruzińskim, które tradycyjnie powinno trwać co najmniej 3 dni.

Biesiada - keipi, jest dla Gruzina miłym akcentem na koniec dnia. A każdy dzień jest jedyny i niepowtarzalny, dlatego trzeba go czcić jak wyjątkowe wydarzenie, nawet jeśli gospodarza na to nie stać. I nawet jeśli próg domu przekracza wróg, nie wypada go wyrzucić. W końcu "gość jest zesłany przez Boga".

Bez drak pod sufit, awantur i pyskówek

Pierwsze toasty zawsze wznosi się ku czci Gruzji, przodków, rodziny i gospodarzy. Dopiero potem - po kolei za każdego z biesiadników. Toasty te są jak najbardziej pozytywne, gdyż według Gruzinów sam fakt, że ktoś został zaproszony do stołu świadczy o tym, że na niego zasługuje. Nie są one w związku z tym treściwie, bo wręcz nie wypada kogoś tak wspaniałego jak gość, "zbyć" kilkoma płytkimi słowami. Nie wypada również wziąć do ręki kubka z winem przed końcem toastu.

"Dobrze jest powiedzieć o błękicie nieba, zapachu róż lub srebrnych wodach strumienia. Dobrze jest przyrównać wielkość człowieka do wielkości góry Kazek [jeden z najwyższych szczytów Gruzji - red.], a jego wolę i upór do jodły wczepionej korzeniami w szczeliny skalne. Dobrze jest wyrazić nadzieję, że jutro będzie słonecznie i że plan wykonamy z nadwyżką" - radzi Ryszard Kapuściński.

Tradycyjne, gruzińskie toasty trwają po 5, 10, a czasami nawet 30 minut. Dlaczego? Bo - jak radzi autor "Kirgiz schodzi z konia" - "Gruzin nie będzie robił drak pod sufit, awantur i pyskówek". Jeżeli chce powiedzieć, co o tobie myśli, da ci toast. Zawsze przyjazny. Tyle że lepszy albo gorszy. Każdy jest rzecz jasna wysłuchiwany z uwagą, w skupieniu i ciszy. Nikt nikomu nie przerywa. Potem stają się przedmiotem dyskusji i wnikliwych analiz biesiadników. Absorbują one gości do tego stopnia, że serwowane dania, nie mówiąc już o winie, schodzą na dalszy plan.

"Aby drzewa, z których będą zrobione nasze trumny, rosły jeszcze 100 lat" - brzmi jeden z gruzińskich toastów. Czasami toasty mają charakter nie tyle panegiryczny, co raczej humorystyczny. Tak jak ten wygłoszony przez prof. Wojciecha Olszewskiego, wybitnego znawcę kultury Afryki i Azji, gościa programu TVP "Podróże z żartem", poświęconego Gruzji.

- Orzeł górski wybrał się kiedyś na polowanie. Miał wiele szczęścia, bo udało mu się upolować w górach tygrysa. Zadowolony obdarł go ze skóry i się w tę skórę ubrał. Orlica go w tej skórze nie poznała i uderzyła swojego małżonka dziobem w głowę, przez co zginął na miejscu. Gdy zdjęła skrócę z trupa, zobaczyła, że to jej najdroższy małżonek. Wypijmy za to, żeby żony zawsze rozpoznawały mężów i okazywały im szacunek, niezależnie od stanu, w jakim się w domu pojawiają - wzniósł toast prof. Olszewski.

Nie narodowości, lecz zawody

Swój udział w gruzińskiej biesiadzie bardzo dobrze wspomina Piotr Bułacz, który o swojej kaukaskiej podróży pisał w portalu Geozeta.pl. Na swoje wesele w czasie pobytu w Tbilisi zaprosił go Murtaz, poznany przypadkowo na ulicach gruzińskiej stolicy.

"Młodzi żyli ze sobą już od kilku lat i mieli dzieciaka. Ich wesele było po prostu przyjęciem dla rodziny i znajomych. Stół suto zastawiony. Trzeba było spróbować wszystkiego: mięsa w różnych postaciach, głównie pieczonego, chaczapuri, ryb, twarogu z miętą, sałatki z bakłażanów z orzechami i oliwek. Toasty wygłaszano najpierw po gruzińsku, a potem tłumaczono dla nas na rosyjski. Wina było z 10 litrów, ale gości sporo. Gdy około 18 zaczęło go brakować, goście zaczęli się rozchodzić. Godzinę później zaczęli się powoli pojawiać jednak nowi goście i impreza trwała dalej" - pisze Bułacz.

"Na granicy gruzińsko-ormiańskiej, jadąc do Erywania, mieliśmy sporo szczęścia, bo celnik bardzo mile wspominał swoje wakacje w Polsce. Stwierdził nawet, że Polak i Gruzin to nie narodowości, ale zawody. A zawód to nic innego jak sposób na życie" - podsumowuje na łamach portalu Geozeta.pl Piotr Bułacz.

magazyn
Komentarze

  • 2007-07-20 Fajna sprawa
    ...te 5-minutowe toasty. Pić sie chce, ale nie... Trzeba słuchać :D »
  • 2007-07-21 eeee
    ehh. brecht straszny »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.