Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
PRAWO
Jak dziennikarz odmienia sędziego
Słusznie ktoś kiedyś zauważył, że polskie prawo jest bardzo elastyczne. Tym samym paragrafem sądy potrafią uzasadniać różne, sprzeczne ze sobą postanowienia.
W zeszłym roku na procesie w sądzie w Pruszkowie, gdzie lokalni specjaliści usiłują mnie wrobić w telepatyczne znęcanie się nad żoną, słusznie podejrzewając przekręt, zgłosiłem wniosek o nagrywanie rozprawy. Został on odrzucony z uzasadnieniem za pomocą odpowiedniego przepisu kodeksu postępowania karnego. Na wszelki wypadek, aby zatuszować matactwo, sędzia Marianna Kryń-Kosieradzka wycięła go z protokołu, mimo że wcześnie go podyktowała.
W międzyczasie "niezawisły sąd" z kiepskim skutkiem próbował zrobić ze mnie wariata. Ponieważ to się nie udało, proces musiał ostatnio być wznowiony. Mądrzejszy o poprzednie doświadczenia, zaprosiłem na rozprawę, między innymi, redaktora Raczkowskiego z serwisu AferyPrawa.com. Tym razem ta sama Kryń-Kosieradzka nie widziała przeszkód w nagrywaniu rozprawy i również podparła się kodeksem.
O ile wiem, artykuł 147 kpk. nie zmienił się od zeszłego roku. Różnica polegała jednak na psychicznej sile oddziaływania dziennikarza, która sprawia, że prawo, które do tej pory sąd wykorzystywał do tuszowania przekrętów, teraz zostanie wykorzystanie do wykazania jego własnych matactw.


