PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

Europa - całkiem laicka, całkiem nijaka

Tomasz Sawczuk
2007-04-27

Stając się polityczno - gospodarczym graczem światowego formatu, Europa przechodzi wewnętrzne rozterki dotyczące własnej tożsamości. Odpowiedź na pytanie "Czym jest?" będzie dla jej przyszłości bardzo ważna. O ile odważy się tej odpowiedzi udzielić.

Za nami święta Wielkanocne. Jak zwykle centra handlowe przystrojone były świątecznymi ozdobami. Pisanki, zajączki, baranki i wszelkiego rodzaju błyskotki opanowały sklepowe witryny. I tak w znacznie mniejszym stopniu niż święci Mikołaje w grudniu. Bo i zarobek nie tak pokaźny. Banałem jest stwierdzenie, że święta się skomercjalizowały. Równie łatwo skonstatować, że niewiele już mają wspólnego ze swoim pierwotnym sensem. Jest to jednak przejaw pewnego głębszego procesu, trawiącego cały zachodni świat.

Ateizm i tolerancja

"Tolerancja" to w liberalno-demokratycznej rzeczywistości słowo-klucz. Europa, boleśnie doświadczona licznymi wojnami, a już szczególnie światowymi konfliktami XX wieku, postanowiła zapobiec odrodzeniu się wszelkich ekstremizmów poprzez umiłowanie wolności. O ile w samej koncepcji człowieka szczęśliwego dzięki wolności, nie ma nic zdrożnego, o tyle od jakiegoś czasu koncepcja ta nieśmiało zarysowuje skutki, jakie bezgraniczna tolerancja dla różnorodności gotowa jest przynieść.

Unia Europejska to twór, u którego podwalin legło przekonanie o istnieniu europejskiej tożsamości. Wkład kultury greckiej, łacińskiej oraz chrześcijaństwa w europejskie dziedzictwo, zdaje się jej bezsprzecznie potwierdzać. Dodatkowo tożsamość ta oparta została o zbiór liberalno-demokratycznych wartości, takich jak wolności osobiste, rządy prawa czy poparcie dla pluralizmu we wszelkich jego formach. Równocześnie, ta nowa Europa zaczęła odrzucać swe duchowe korzenie, na rzecz spuścizny oświeceniowych oraz antycznych intelektualistów i filozofów, co stało się jednym z wymogów zaistnienia prawdziwie laickiego państwa. W celu realizacji hasła równości ludzi, wszelkie publiczne prezentowanie symboli mogących urażać uczucia religijne osób (a w każdym razie narazić je na dostrzeżenie takowych symboli) o innych wyznaniach jest stopniowo zakazywane.

Oczywiście mogą minąć lata, zanim trend ten dotknie Polskę, najsilniejszy jest jednak w państwach o licznej imigracji - Francji czy Niemczech. Wydaje się to dość paradoksalne w Europie promującej różnorodność kulturową, której najwyraźniej nie można manifestować. Bo choć postępujące zeświecczenie Europy wcale nie musiałoby wywoływać skojarzeń pejoratywnych, to jednak obecna jego forma jest w istocie dość dziwaczna.

Wszechogarniająca nijakość

Media kilka miesięcy temu podały dość groteskową informację o bronieniu przez brytyjskich muzułmanów publicznego obchodzenia świąt Bożego Narodzenia. Wygląda na to, że muzułmanom bardziej zależy na tym, żebyśmy się nie upokarzali, niż nam samym. Bo sugerowanie obywatelom, że 25 grudnia urodził się święty Mikołaj jest rzeczywiście dość osobliwe, a już na pewno charakterystyczne dla naszej cywilizacji. Nigdzie indziej na świecie ludzie nie zrezygnowaliby z własnej tradycji tylko dlatego, że może ona rzekomo urazić różną kulturowo mniejszość. I nikogo to nie znieważa. A niewierzącym świętować się nie każe. I tylko Europa, będąca na wyższym szczeblu rozwoju, dla dobra ogółu to właśnie zrobi. Zamiast "Merry Christmas" będzie też mówić "Happy Holidays", aby skrzętnie ukryć przed postronnymi, dlaczego akurat jest dzień wolny od pracy (właściwie dlaczego wciąż wolny?).

Zjednoczona w celu zapobiegania ekstremizmom, sama w taki ekstremizm popadła i choć być może mieści się to w ramach zasad, na jakich zjednoczenie jest oparte, to ceną takiego postępowania będzie stopniowa utrata własnej tożsamości. Europa rozmywa się, ponieważ ponad świadomość wspólnoty stawia bezduszne procedury, pieniądze, partykularne interesy różnych grup nacisku czy wreszcie zdeformowane ideały, jak choćby fałszywie pojmowaną równość. Rozmywa się także dlatego, że boi się zdefiniować. Niezobowiązujące pływanie w morzu różnorodnych i łatwych do zrelatywizowania wartości jest po prostu wygodne. Europejski system wartości, na który liczne osobistości życia publicznego często się powołują, okazuje się nierzadko zbiorem pustych haseł, których znaczenie dostosowuje się do doraźnych potrzeb. Ten strach przed podjęciem jednoznacznej decyzji sprawia, iż Europę najłatwiej określić mianem "wszechogarniającej nijakości". Wciąż nie wie, czy chce imigrantów, czy nie, nie wie, czy chce być rozgrywającym w polityce międzynarodowej, czy nie. Nie wie nawet, czy sama tak naprawdę chce istnieć w obecnej formie.

Islamizacja i chrystianizacja

Nic dziwnego, że w takiej sytuacji nacjonalizmy mają świetną pożywkę, by się odrodzić. I to nie w "zaściankowej" Polsce, ale w ostojach demokracji pokroju Anglii, Francji czy Niemiec. Ale też nic dziwnego, że imigranci, których nagle zaczęto traktować jako problem, buntują się, jak choćby na przedmieściach Paryża rok temu. Bo z jednej strony minister spraw wewnętrznych Francji, a być może przyszły jej prezydent, Nicolas Sarkozy mówi, że teraz Europa chce grać na własnych zasadach, a jeżeli ktoś chce tu być, to niech się dostosuje, a z drugiej strony przez lata tworzone były instrumenty mające rzekomo zapobiegać dyskryminacji na tle religijnym, które najwyraźniej nie działały na niczyją korzyść. Niezasymilowani imigranci, czyli znaczna większość, skończyli w gettach. Poza tym, sama Europa nie jest zgodna co do tego, jakie to mają być zasady. Trudno zresztą nie odnieść wrażenia, że zarówno postępowanie wspomnianego Sarkozy'ego, jak i narastająca niechęć do imigrantów w całej Unii, to w większym stopniu jednoczenie się w obliczu wroga, jakim ma być kultura islamu niż przejaw troski o własny stan.

Wyzwaniem, jakie obecnie przed nią stoi, jest decyzja o ewentualnym przyjęciu Turcji do wspólnoty. Jest to zarazem odpowiedź na fundamentalne pytanie o istotę związku, na którym idea Europy jest oparta. Czy bowiem Europa to wspólna kultura, świadomość, wyodrębniony w procesach historycznych, samoistny duchowo i mentalnie byt, czy może zbiór wolnościowych haseł i legislacyjnych rozwiązań? A z drugiej strony: czy strach przed przyjęciem Turcji, najbardziej laickiego państwa muzułmańskiego, nie wiąże się jedynie ze słabością Europy, która boi się silnego islamu? Bo przecież Turcy nie boją się po wejściu do UE gwałtownej chrystianizacji, choć w gruncie rzeczy powinni.

Może w takim razie Turcja świetnie do różnorodnej, pluralistycznej z założenia Unii pasuje? Jeżeli nawet w preambule do eurokonstytucji nie zamieszczono odwołania do chrześcijaństwa. Co więcej - toczono o to boje. A przecież jest to na tyle oczywiste, że nie powinno wzbudzać większych emocji. Drogi Europy i Kościoła rozeszły się zresztą już dawno. I wcale niekoniecznie za sprawą anachroniczności Kościoła, bo Kościół anachroniczny jest z założenia. Przyczyn jest wiele i długo można je wyliczać. Rozbrat z Kościołem nie był jednak równoznaczny z masowym porzuceniem przez ludzi wyznawanej wiary. Bo właśnie teraz, w dobie globalizacji, neoliberalnej gospodarki i z lubością realizowanej technokratycznej wizji świata, zagubieni w ciągłym pędzie ludzie, zaczynają do spraw ducha wracać. Na tym polegał fenomen Jana Pawła II, który gromadził poszukujące punktu oparcia, rządne obcowania z duchem tłumy, wierzące przy tym często zupełnie po swojemu.

Solidny fundament

Liczni europejscy politycy słusznie sugerują, że po przyjęciu do UE Bułgarii i Rumunii, Europa musi przystanąć i zastanowić się, czym jest i czym właściwie chce być. Nie tylko jednak w kwestii uporządkowania zakresu kompetencji instytucji, uściślenia przepisów i okrzepnięcia nowych rozwiązań. Bo w takim przypadku jej istnienie nie miałoby sensu. Pozbawiona wszelkich odniesień do własnych korzeni, zawieszona niejako w próżni, niechybnie dryfowałaby ku groźnemu kryzysowi wartości, który już teraz czyha u progu. Zastanowienie to musi prowadzić do konstatacji, że sztuczne zacieranie i ukrywanie różnic nie ma sensu, a o prawa regionalnych folklorów zjednoczonych państw nie można dbać bardziej niż o kultywowanie własnej, europejskiej, wspólnej, szczególnej tożsamości. W sposób na tyle laicki, aby inaczej niż niegdyś rządzili nie duchowni, lecz świeccy, ale nie ograniczający się do akceptacji istnienia chrześcijańskiej tradycji, tylko z niej czerpiący.

W celu zbudowania wspaniałego pałacu o nazwie "Europa", potrzebny jest solidny fundament. Fundament taki musi zawierać elementy zdolne wytrzymać napór skomplikowanej konstrukcji. Jednym z nich powinna być świadomość wspólnoty, jej wyjątkowości, oparta na wyznawanych wartościach, w tym tradycji chrześcijańskiej. Dopóki budowniczy będą się szamotać, aby tylko nie określić, co jest im potrzebne do pracy, pałac nie powstanie.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.