PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

Estońskie boje o prawdę

Emil Kamiński
2007-05-04

Niedawne wydarzenia z Tallina odbiły się mocnym echem na światowej polityce. Ich istotą jest to, że Estończycy chcą decydować o własnej historii. Według własnego uznania odznaczać bądź niszczyć pamiątki po minionych czasach.

Likwidacja pomnika ku czci radzieckich żołnierzy wydaje się być jak najbardziej zasadna. To przecież Związek Radziecki w 1940 roku bez przyczyny napadł i zajął terytorium tego małego, nadbałtyckiego państwa. Dopiero w 1991 roku Republika Estonii ponownie zaistniała na geopolitycznej mapie. I chociaż nie odgrywa wielkiej roli w globalnej polityce, należy do najważniejszych organizacji w Europie i na świecie.

Na kilka dni przed ósmym maja doszło do sytuacji, dzięki której o Estonii usłyszał cały świat. Ot, zachciało się europejskiemu mikrusowi stanąć w szranki ze światową potęgą, która za kilka dni po raz kolejny zorganizuje huczne obchody zakończenia drugiej wojny światowej. Przypisując sobie przy tym główne zasługi w zwalczeniu nazizmu. Wypadałoby tylko zapytać czy rzeczywiście wojna zakończyła się wraz z podpisanie aktu kapitulacyjnego? Przecież dla Estończyków, podobnie jak dla nas, mimo, że działania wojenne umilkły, okupacja pozostała. Przez ponad pięćdziesiąt lat trzeba było uginać kark przed radzieckim kolosem. Usuwanie pamiątek po radzieckim okupancie jest więc walką o własną tożsamość i dumę narodową.

Mimo, że Rosjanie pod względem militarnym i gospodarczym są znacznie silniejsi, Estończyków stać było na tak odważny krok. Problemem największego kraju świata nie jest jakiś pomnik, nie jest nim nawet niezadowolenie rosyjskiej mniejszości. Istotą tego sporu jest fakt, że Rosjanie ciągle wierzą, że ich ojczyzna jest potęgą i należy się jej obawiać. Tymczasem najpierw Gruzja w 2003 roku, później Ukraina, a teraz Estonia pokazują, że nie taka Rosja straszna, na jaką się kreuje.

Kraj znad Wołgi i Uralu czeka jeszcze niejedna historyczna konfrontacja. Katyń, Syberia i wiele innych spraw wymagają wyjaśnień. Bez tego II wojna światowa nigdy się nie zakończy, a jej skutki powrócą jeszcze nie raz. Jako Polacy powinniśmy oczekiwać prostego i szczerego "przepraszam". Jak się okazuje, Estończycy myślą podobnie. Nie należy się jednak tego spodziewać podczas najbliższego wystąpienia Putina z okazji rocznicy zakończenia II wojny światowej. Czy kiedykolwiek któryś z rosyjskich wodzów poprosi świat o wybaczenie za grzechy swoich poprzedników? Czas pokaże. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej dla nas wszystkich.

magazyn
Komentarze

  • 2007-05-05 zgadzam się
    Racja, racja. Po prostu Rosja sprawdza na ile może sobie pozwolić w... »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.