Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KRAJ I ŚWIAT
Dyktatura u bram?
Arcybiskup Michalik skrytykował PiS: "Partia rządząca nie zdała egzaminu moralnego". Posłanka PO Ewa Kopacz stwierdza: "PiS ogranicza wolności obywatelskie". I któż by zgadł, co mieli na myśli.
Podczas jesiennego spotkania na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim Jan Rokita, w odpowiedzi na sugestię, że gdyby powstał PO-PiS jego stosunek do partii braci Kaczyńskich byłby zupełnie inny, przyznał, że faktycznie "w polityce punkt widzenia w dużym stopniu zależy od punktu siedzenia".
Słuchając wypowiedzi posłów opozycji na temat partii rządzącej, krytyki przedstawicieli Prawicy RP wobec swych niedawnych parlamentarnych kolegów, a nawet słów przedstawicieli Kościoła w dzień Bożego Ciała, do takiego wniosku dochodzi się nadzwyczaj łatwo.
Rzeczywistość medialna
Media przez cały czwartek emocjonowały się wypowiedziami duchownych, a konkretnie tym, co też który z biskupów powiedział w kazaniu o partii rządzącej. Skrzętnie wycinając tym skrzętnie kontekst.
Można się było zatem dowiedzieć, że PiS nie zdał egzaminu moralnego, którego jak się potem okazało nie zdał także nikt inny (no poza marszałkiem Jurkiem), a i to w sprawie dość zaskakującej. Arcybiskup Michalik ma bowiem za złe PiS i PO, że nie naruszyły kompromisu aborcyjnego, z którego Kościół jeszcze niedawno sam był zadowolony. Pomijając już fakt, że w sprawach moralności obu partiom można zarzucić czyny znacznie poważniejsze (których wymienienia po eksponowanym wszędzie cytacie można by się spodziewać), należy jednak przypomnieć, że PiS, jak i część PO, wcale nie głosowali przeciw. A i tymi, którzy mieli wątpliwości bądź też nie byli za poprawkami, niekoniecznie kierowały jakieś antychrześcijańskie pobudki. Skąd zatem taki zawód? Gdyby nie sojusz z Radiem Maryja i chrześcijańskie hasła na ustach polityków, krytyka byłaby pewnie lżejsza. Z tych samych powodów krytyka ta boli.
Kolejny medialny tytuł wydawał się jeszcze mocniejszy - "Kardynał Dziwisz: Władza, która nie dostrzega potrzeb podwładnych, nie otrzyma błogosławieństwa Bożego". I znowu haczyk. Kardynał nie odmówił bowiem rządzącym błogosławieństwa w jakimś przypływie gniewu i rozczarowania. Przypominał, na przykładzie królowej Jadwigi, że władza powinna pamiętać o najuboższych. Oczywiście można te słowa odnosić do władzy obecnej, warto jednak zauważyć, że kardynał prezentuje tu swego rodzaju myślenie życzeniowe.
Sam fakt bycia chrześcijaninem nie umożliwia niestety, po dojściu do władzy, likwidacji biedy siłą miłosierdzia. Mimo najszczerszych chęci, nie da się zmienić tego, że procesy gospodarcze, to sprawy długotrwałe i skomplikowane. Dlatego też choćby rozdanie pieniędzy ludziom, gdyby nawet było z czego rozdawać, mija się z celem. Często efektowne gesty, mające ukazać szacunek władzy dla ludzi biednych, są po prostu bezcelowe. Nie chodzi też przecież o to, by jeden czy drugi poseł PiS codziennie kajał się przed kamerą i pochylał nad losem ubogich.
Chcesz mieć rację, zmień nazwisko
Media nie zainteresowały się jednak szczególnie kontekstem i faktycznym znaczeniem obu wypowiedzi. Bądź w wyniku nierzetelności, bądź złej woli. Bo i czasem nieważne do końca, co się mówi, ważne, kto mówi i jak to można wykorzystać.
Słuchając posłanki PO Ewy Kopacz, wniosek ten aż bije po oczach. Komentując w TVN24 projekt zakazu palenia w miejscach publicznych, Kopacz stwierdziła, że jest to ograniczanie wolności obywatelskich. PiS zatem wprowadza nas do grupy zbrodniczych państw pokroju Irlandii, Włoch czy Szwecji. Gdy przy użyciu sprawy właściwie apolitycznej stawia się władzy bardzo poważny zarzut, krytyka sama się ośmiesza.
Po dużej dawce nieraz marnej jakości oskarżeń Jarosław Kaczyński może lekceważyć wszystkie, stwierdzając, że media czy opozycja znowu nie mają się czego uczepić albo że to kolejna ofensywa określonych, wrogich rządowi grup interesu, których uprzywilejowana pozycja może zostać naruszona. A potem dodać, że spodziewał się bezpardonowych ataków, ale dla dobra kraju nie ulegnie im i dalej będzie kroczyć drogą prawdy. Inna sprawa, że dla Jarosława Kaczyńskiego krytyka konstruktywna niemal nie istnieje.
PiS poddany ostrej i przesadnej krytyce, to PiS tylko silniejszy. To PiS zwarty i gotowy do stawienia czoła wyzwaniu. Partia, za którą stoi elektorat oczekujący zmian oraz twardej retoryki zerwania z postkomuną i niesprawiedliwością społeczną.
A parafrazując tytuł ostatniej książki lewicowego filozofa Slavoja Żiżka "Rewolucja u bram", na podstawie słyszanej na co dzień krytyki partii rządzącej, stwierdzić by można, że u bram czeka już dyktatura (bo przecież rewolucja właśnie trwa). Tyle, że prawicowa.
Ewa Kopacz, będąca w PO ekspertem od zdrowia, podobny stosunek ma do ministra Religi. Można odnieść wrażenie, że gdyby powtórzył na konferencji prasowej słowa posłanki z dnia poprzedniego, to znalazłaby ona od razu szereg argumentów, dlaczego jej własne pomysły zagrażają stabilności państwa. Krytyka taka nie tyle nawet dyskredytuje krytykującego, co jest po prostu szkodliwa.
Kwestia perspektywy
Platforma w ogóle ma problem z opisem sytuacji. Dobrze wie, że gdyby była u władzy, to podwyżek dla lekarzy w tym roku także pewnie by nie było. Bardziej gra i bawi się w polityczny teatr, patrząc na sondażowe słupki, niż robi to, co uważa za odpowiedzialne i słuszne.
Być może PO-PiS rozwiązałby wiele problemów. Rokita nie byłby "prawie zbrodniarzem", Jarosław Kaczyński nie byłby orędownikiem państwa policyjnego, Platforma nie broniłaby "Układu", ale budowała IV RP, a PiS nie przeprowadzałby zamachu na demokrację. A tak, żyjąc w Polsce pod rządami PiS nie wiadomo, czy żyjemy w państwie terroru i klerykalnego ciemnogrodu czy też w bezdusznym i zepsutym, liberalnym systemie gnębiącym słabszych.
Słuchając kolejnych wypowiedzi duchownych, niełatwo o rozjaśnienie sytuacji. Podczas gdy abp Nowak stwierdza, że "Lekarze mają rację, gdy walczą o lepszy zarobek", dla bp Stefanka strajki to godna potępienia metoda terrorystyczna.
Faktycznie PiS-owi od opozycji, jak i zagranicy, obrywa się w gruncie rzeczy za to samo, co od środowisk silnie katolickich, tyle że z przeciwnej perspektywy. Podczas gdy o. Rydzyk umacnia koalicję w walce o Polskę katolicką i sprawiedliwą, czasami wyrażając niezadowolenie z niedostatecznych efektów, zagranica zarzuca władzy nietolerancję, lekceważące podejście do praw człowieka i autokratyczne metody rządzenia.
Abp Michalik w swoim kazaniu przywołał hiszpańskich socjalistów, którzy chcą za łamanie praw homoseksualistów wyrzucić Polskę z Unii Europejskiej. Być może sprzymierzyć się z nimi powinien chwalony przez arcybiskupa Marek Jurek, który samego wstąpienia bynajmniej nie chciał. Hiszpanie działają zatem, jak by nie patrzeć, dla naszego dobra, a może nawet z poczuciem troski.
Jednym okiem przez palce
Każdy patrzy na to, co wygodnie mu widzieć. Najgorzej widać oczywiście własne przewinienia. Platforma, która jednego dnia beszta Samoobronę za wymuszanie dodatkowych wpłat na partię od mianowanych przez nią urzędników, następnego dnia usprawiedliwia taką samą praktykę w samorządach w swoim przypadku jej nieobowiązkowością.
PiS, który najpierw nawołuje do rewolucji moralnej, potem z entuzjazmem nagina prawo (np. ustawa o KRRiT, poseł Mularczyk przed Trybunałem Konstytucyjnym) czy w hotelowych pokojach przeciąga na swoją stronę posłów ugrupowania, które z rewolucją moralną nie ma wiele wspólnego.
Kościół z kolei, oblewając PiS ustami przewodniczącego Rady Episkopatu Polski abp Michalika na egzaminie z moralności, nie widzi problemu zbytniej aktywności abp Paetza i niechętnie podchodzi do lustracji księży.
PiS stara się zręcznie balansować, aby nie urazić katolickiego elektoratu, a zarazem nie ośmieszyć się w oczach Europy. Będąc po środku, nie zadowoli nikogo. Z nikim też ostatecznie nie zerwie, bowiem elektorat niektóre kompromisy wybaczy, a Europa z czasem się przyzwyczai. Nieprzychylne rządowi media, wyłapią z kolei każdy nieprzyjazny gest w jego stronę, niezależnie, z którego kierunku nadejdzie. Stabilność w zamęcie. Bez strzałów, bez ofiar. Czyli wszystko gra? Nie do końca. Bo sprawy, które warto przedyskutować, w tej szamotaninie, umkną. O ile faktycznie ktoś chciałby o nich rozmawiać.



Abp Michalik był bpem w Gorzowie Wielkopolskim, skąd pochodzą Jurek i... »
ponieważ broni jednej partii lub koalicji rządzącej a oprócz wyborców... »
Powinien, ale tylko w zakresie jaki dotyczy to kwestii moralnych. Więc... »