PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

PRAWO

Detektywi znad Wisły

Kazimierz Turaliński
2007-05-06

Powoływana przed kilkoma laty ustawa o zawodzie detektywa wzbudziła oczywiste niezadowolenie dotychczasowych praktyków tej profesji. Poza drastycznym ograniczeniem swobody działania i znacznym formalizmem, krytykowano zwłaszcza propozycje zupełnego odsunięcia detektywów od jakichkolwiek spraw karnych oraz nadmierne rozszerzenie strefy ustawowo zdefiniowanych usług, a zastrzeżonych wyłącznie dla licencjonowanych detektywów.

Rygorystyczne respektowanie postanowień pierwotnego projektu skutkować musiałoby obowiązkiem uzyskania takich uprawnień np. przez sekretarki. Wszelkie znamiona usługi detektywistycznej wypełniałoby bowiem wyszukanie, na polecenie szefa, w książce telefonicznej podmiotów z danej branży (pozyskiwanie danych z publicznie dostępnych zbiorów) a następnie w drodze selekcji (przetwarzanie tychże danych), udostępnianie adresów odpowiadających wyznaczonym kryteriom. Legislacyjny bubel na szczęście trafił do kosza, a w jego miejsce powołano ustawę traktującą temat z cieniem należytego szacunku.

Detektyw w przygotowaniu

Zgodnie z obowiązującą ustawą, w Polsce prywatny detektyw musi legitymować się przynajmniej średnim wykształceniem, ukończonym 21 rokiem życia, obywatelstwem polskim lub innego kraju Unii Europejskiej, niekaralnością oraz nieposzlakowaną opinią. Tą ostatnią potwierdza dzielnicowy przeprowadzając wywiad środowiskowy w miejscu zamieszkania kandydata. Dodatkowo trzeba zaliczyć egzamin przed państwową komisją powoływaną we właściwej terytorialnie Komendzie Wojewódzkiej Policji. Program teorii zawiera w sobie przede wszystkim zagadnienia z zakresu polskiego prawa konstytucyjnego, organizacji i funkcjonowania organów wymiaru sprawiedliwości i przestrzegania prawa, ochrony danych osobowych, ochrony informacji niejawnych, prawa cywilnego i karnego (materialnego i procesowego), kryminalistyki, kryminologii i wiktymologii oraz psychologii sądowej. Z części egzaminów zwolnieni są absolwenci studiów magisterskich na kierunku prawo. Spełnienie powyższych warunków umożliwia odbiór licencji prywatnego detektywa. Jedynie ona umożliwia w Polsce posługiwanie się zastrzeżonym tytułem zawodowym "detektyw".

Co może polski Sherlock Holmes

Do czego upoważnia ta legitymacja? Zawiedzie się ten, kto po branży oczekuje wrażeń znanych z amerykańskich filmów akcji. Bardzo trudno detektywowi uzyskać np. zezwolenie na broń palną. Krajowe realia ograniczają przywileje do możliwości przetwarzania danych osobowych bez konieczności uzyskania na to zgody obserwowanego. Detektyw nie może nikogo "aresztować". Może co najwyżej na mocy ogólnych obywatelskich uprawnień (art. 243 Kodeksu Postępowania Karnego), ująć sprawcę przestępstwa tylko i wyłącznie na gorącym uczynku lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa. Dodatkowy warunek takiego działania stanowić musi obawa ukrycia się tej osoby lub brak możliwości ustalenia jej tożsamości.

Instytucje państwowe zazwyczaj pozostają związane tajemnicą służbową, stąd detektyw w swych poszukiwaniach informacji musi się ograniczyć do powszechnie dostępnych rejestrów, takich jak Krajowy Rejestr Sądowy lub banalna książka telefoniczna. Kartoteki policyjne w myśl oddzielnych przepisów, pod groźbą odpowiedzialności karnej, również nie mogą zostać udostępnione. Brak też przymusu prawnego do udzielania informacji przez osoby prywatne. Innymi słowy detektyw nie może nikogo "przesłuchiwać", ani tym bardziej grozić odpowiedzialnością za brak współpracy lub nawet celowe wprowadzenie w błąd.

Wyraźnie zabronione jest też wykorzystanie w pracy technik operacyjnych zastrzeżonych dla organów ścigania i służb specjalnych, np. podsłuchu prywatnych rozmów. Realia nie wymagają jednak dostępu do tak zaawansowanych środków. Standardowe zlecenie nie dotyczy, niczym w starych kryminałach, zabójstwa, lecz prozaicznego udokumentowania - na potrzeby rozwodu - zdrady małżeńskiej. Zamiast w pistolet lub laserowy mikrofon, należy więc zainwestować w dobrą lustrzankę i teleobiektyw.

Pierwsze zlecenia

Próżno szukać intratnych zleceń wykrycia działalności przestępczej. Te działania zazwyczaj powierza się bez żadnych opłat instytucjom państwowym. Dysproporcja (przynajmniej zgodnych z prawem) środków pomiędzy policją a prywatnym detektywem pozostaje miażdżąca. Niejednokrotnie rozwiązania prawne (stosunek odpowiedzialności zawodowej i uprawnienia dostępu do informacji), stawiają w korzystniejszej sytuacji nie detektywa, ale nawet działającego z umocowania prawa prasowego dziennikarza śledczego. Kluczowe zagadnienia (takie jak uprawnienia do prowadzenia negocjacji z porywaczami, gros zagadnień wywiadu gospodarczego, poszukiwanie sprawców przestępstw za wyznaczoną nagrodą, podejmowanie śledztw w sprawach umorzonych przez policję itp.), pozostawiono w ogóle poza ustawowymi regulacjami.

Analiza sytuacji rynkowej wymusza... pochwałę takiego rozwiązania. Praktyka ostatnich lat pozostaje bowiem bardzo smutna. Schyłek PRL-u obfitował w rozwój tzw. agencji detektywistycznych, których działalność często skupiała się na ściąganiu długów z wykorzystaniem nielegalnych środków lub wręcz przemocy. Również nieetycznym działaniu zmierzającym nie do ustalenia prawdy, lecz uzyskaniu zadowalających klienta materiałów dowodowych. Proporcje fachowości do zapału amatorów przygody i łatwych pieniędzy pozostawały daleko niezadowalające. Zabrakło profesjonalnej kadry i etyki. Pomimo funkcjonowania wielu szanowanych podmiotów, prym wiedzie nie przygotowanie, a wręcz działanie sensu stricte przestępcze. Niechlubnym przykładem tego stały się dzisiejsze elity zawodu.

Teoria a praktyka

Jeden z najważniejszych członków Stowarzyszenia Detektywów Polskich, niestety nie wykazał się dostatecznie nieposzlakowaną opinią do zachowania licencji. W mieszkaniu popularnego w kręgach branżowych Marcina P. policja odnalazła tajne dokumenty policyjne, dwa granaty F-1, narkotyki, nielegalną broń palną i amunicję. Flagowy bohater polskich kryminałów Krzysztof R., skończył karierę zaraz po opuszczeniu parlamentu, do którego trafił z listy wyborczej Samoobrony RP. Jednak bynajmniej nie barwy polityczne, a współpraca z mafią paliwową, zaprowadziły detektywa do bytomskiego aresztu. R. odpowiadać ma za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pranie pieniędzy pochodzących z przestępstw paliwowych oraz powoływanie się, w zamian za korzyści majątkowe, na wpływy w Sejmie RP i organach ścigania. Wcześniej, bytomska prokuratura oskarżyła Krzysztofa R. o bezprawne pozbawienie wolności trzech osób i złamanie przepisów ustawy o usługach detektywistycznych.

Powierzanie prywatnych spraw w ręce detektywów pozostaje na porządku dziennym w rozwiniętych państwach Zachodu. Z ich popularyzacją u nas, poczekajmy jednak do czasu wykształcenia profesjonalnej, a co ważniejsze kierującej się zasadami etyki, kadry.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.