PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

film

Czeskie kino, czeski humor

Agnieszka Gierczak
2007-05-27

Zadziwiające jest jak bardzo różnimy się od naszych sąsiadów znad Wełtawy. Mówią śmiesznym językiem, w czasie wojny prędzej zachowają się jak wojak Szwejk, a do tego umieją się śmiać sami z siebie niż cierpią za miliony. A my im tego tak bardzo zazdrościmy...

- Czeskie kino cieszy się w Polsce powodzeniem. W ostatnich latach do wzrostu zainteresowania czeską kinematografią mocno przyczynił się Petr Zelenka i film "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie". Od tego czasu jest dużo więcej czeskich filmów na naszych ekranach - mówi Małgorzata Kostro-Olechowska z "Gutek Film".

Samotni i niespełnieni

Filmami znad Wełtawy rządzą absurd i ironia, których na próżno szukać w polskiej kinematografii. W odróżnieniu od sposobu realizacji, tematy i historie bohaterów są na ogół smutne, a czasem wręcz tragiczne. Tak jest m.in. z "Opowieściami o zwyczajnym szaleństwie", które idealnie wpisują się w gatunek tragikomedii. Chociaż widzowie w czasie projekcji zanosili się od śmiechu, mieli świadomość bólu bohaterów. Ich poplątane, smutne historie można opowiedzieć tylko w jeden sposób - śmiechem.

Bardzo ważnym motywem czeskich filmów ostatnich lat jest ludzkie osamotnienie. Najczęściej jest to samotność w tłumie. Bohaterami "Samotnych" Dawida Ondericka są młodzi prażanie przełomu XX i XXI w. Tak naprawdę nie ma znaczenia gdzie mieszkają, bo są postaciami bardzo uniwersalnymi. Chociaż bardzo pragną związać się z kimś na stałe, żadne z nich nie jest w stanie tego zrobić.

Jedną z bohaterek jest Hana, która jak wiele współczesnych, wyzwolonych kobiet, wciąż marzy o księciu z bajki. Niestety wymaganiom nie jest w stanie sprostać jej obecny partner. Zostawia go i szuka dalej. Tym wymarzonym wydaje się być Jacob, który ma tylko jedną wadę- pali kilogramy marihuany, która sprawia, że zapomina o wielu rzeczach. Jedną z nich jest jego dziewczyna, która wyjechała na miesiąc, ale pewnego dnia wraca.

Goło i wesoło

Czescy reżyserzy nie boją się mówić o seksie i pokazywać nagości, których unikają polscy twórcy. Ich podejście do "tych" spraw jest niezwykle naturalne i bezpruderyjne. Dotyczy także różnych dziwactw i pewnych odchyleń od ogólnie przyjętej normy.

Mistrzem w ukazywaniu takich sytuacji jest Peter Zelenka. W jego "Guzikowcach" poznajemy parę, która odczuwa podniecenie tylko w trakcie kochania się w... taksówce. Jeszcze dziwniejszą parą są Alicja i Jiri z "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie", którzy w życiu wiele eksperymentowali w seksie i teraz satysfakcje są w stanie osiągnąć tylko wtedy, gdy wiedzą, że ktoś ich obserwuje. Dochodzi do tego, że zaczynają płacić sąsiadom za podglądanie ich w alkowie. Zadziwiające jest to, że sąsiedzi nie robią tego dla pieniędzy. Chociaż nie podzielają takich potrzeb, to pomagają z pełnym zrozumiem i powagą na twarzach. Ciężko stwierdzić czy śmieszniejsza jest sama sytuacja czy miny opłacanych podglądaczy.

Dystans do życia

Wyjątkową sympatią Polaków cieszą się nie tylko książki, ale i adaptacje teatralne czy filmowe dzieł Bohumiła Hrabala. W październiku 2003 r., miała miejsce premiera "Obsługiwałem angielskiego króla" w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Reżyserowany przez Piotra Cieślaka spektakl odniósł spory sukces i nie schodził z desek teatru.

Teraz doczekaliśmy się ekranizacji tej prześmiesznej komedii, którą od kilku dni możemy zobaczyć w polskich kinach. Historia pewnego cwaniaczka to opowieść o ludzkich słabostkach. Pucybut, a raczej kelner chciał stać się milionerem. Jan Dite nie jest na pewno postacią krystalicznie czystą i uczciwą. Został jednak tak przedstawiony, że nie można go nie lubić i wzbudza naszą sympatię. Taki niepozorny, śmieszny człowieczek znad Wełtawy.

-Polacy lubią czeskie filmy ze względu na poczucie humoru, które jest jedną z cech charakterystycznych tej kinematografii. Zazdrościmy im tego, my tak nie potrafimy, u nas wszystko jest na serio. Oni potrafią zachować dystans do samych siebie i otaczającej rzeczywistości - mówi Małgorzata Kostro-Olechowska.

magazyn
Komentarze

  • 2007-05-29 [trepanacja] no cóż...
    co oznacza: "raczej umierają niż cierpią?" »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2010.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.