Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KULTURA
Bollywoodzka droga do szczęścia
Indie. Enklawa monotematycznej kinematografii na podstawie scenariusza "Kopciuszka" Charles'a Perraulta. Kraina egzotycznego kiczu, kradzionych kamer, magii techniki i fascynacji elektrycznością. A skutki owej fascynacji? Co najmniej czterogodzinne produkcje o miłości, które nie mieszczą się na dwóch kasetach VHS. - Tandeta! Bezguście! Lipa! Chała! - wykrzykiwali oburzeni widzowie, wychodzący z seansu "Dumy i uprzedzenia" w warszawskim kinie "Luna". Początkowo pełna sala opustoszała w kilka minut, gdy okazało się, że nie jest to hollywoodzka tylko bollywoodzka produkcja o znanym tytule.
Duma czy uprzedzenie?
- O ile subiektywne odczucia i własne sądy na temat mumbajskiego kina są uzasadnione, bo każdy ma do nich prawo, o tyle obraźliwa i powszechna w Polsce krytyka tego nurtu, niestety nie - mówi Maria Hoffman, uczestniczka kursu kultury i tańca indyjskiego. - Przeciętny odbiorca nastawiony jest na powierzchowny przekaz treści. Gdyby wziąć pod uwagę zasięg motywów, które pojawiają się w bollywoodzkich filmach, nie ma się co dziwić, że po kilku obejrzanych seansach, indyjskie produkcje mogą wydać się nużące. Patrząc pobieżnie, są schematyczne. Ale gdy sięgnie się do tradycji indyjskiej, spróbuje ją poznać i zrozumieć, filmy te nabierają zupełnie nowego wymiaru - dodaje.
Nazwę "Bollywood" wprowadził w latach siedemdziesiątych dziennikarz pisma "Cineblitz". Nazwał tak ośrodek indyjskiej kinematografii w Bombaju. Połączył słowa "Hollywood" i "Bombaj". "Bollywood" jest dzisiaj równoznaczny z kiczem. W dodatku tym z niższej półki: masową produkcją, próbującą dorównać amerykańskiej fabryce snów. Dorównać nigdy się nie uda, bo realia indyjskie są inne niż europejskie czy amerykańskie. Przedstawiana akcja przypomina bardziej baśń niż realną historię.
Filmy indyjskie, często nazywane musicalami, wbrew pozorom wcale nimi nie są. To utrzymane w konwencji masala movies (czyli mieszanki przypraw) - kontynuacje tradycyjnej techniki widowiskowej rasa, która liczy sobie przeszło dwa tysiące lat. Bollywoodzkie produkcje łączą w sobie wiele gatunków. (począwszy od komedii a skończywszy na melodramacie), aby dotrzeć do jak najszerszego kręgu odbiorców. Stosowanie tańca jest tu środkiem do wzbudzenia emocji, opowiedzenia historii, żywiołem, mającym zjednać wszystkich widzów, a nie - jak sądzi wielu - "zapchajdziurą".
Przez zawiść do małżeństwa
W Indiach jednym z najważniejszych problemów, którego do dnia dzisiejszego nie zdołało uregulować prawo jest przynależność kastowa. Definicja małżeństwa diametralnie różni się od naszego wyobrażenia o nim. Związek dwóch młodych osób to przede wszystkim błogosławieństwo rodziców i święta wola ojca, w stosunku do której para przejawia bezwzględny szacunek. Bunt wobec nakazów wiąże się nie tylko z wyparciem się rodziny, lecz także religii. Hindus bez tych dwóch rzeczy przestaje być członkiem społeczeństwa.
Według wierzeń przynależność do określonego stanu jest efektem karmy, wyznacza wartość człowieka. Sugeruje ilość dobrych uczynków popełnionych w poprzednim wcieleniu. Młodzi cierpią, ponieważ nie przysługuje im prawo do wolnego wyboru. Mezalians jest grzechem wobec kultury. A trudno jest dokonać przewrotu tradycji kultywowanej od tysięcy lat. Powszechna zgoda na podporządkowanie przyszłości swoich dzieci innym wartościom niż czystej miłości, jest w kulturze Zachodu czymś nie do pomyślenia. My nie mamy takich problemów, więc też nie odczuwamy potrzeby szukania rozwiązania dla tego typu sytuacji. A hinduskie kino jest właśnie efektem takich poszukiwań.
W bollywoodzkich produkcjach nie znajdziemy obscenicznej erotyki, chociaż najsłynniejszy podręcznik sztuki miłości - Kamasutra - powstał właśnie tutaj. Widzimy obraz miłości sentymentalnej, a księga namiętności przeznaczona jest tylko dla małżonków. Romantyczna miłość to najczęściej niespełnione marzenie każdego Hindusa. Srebrny ekran pomaga im chociaż na chwilę utożsamić się z bohaterem, przeżyć sen na jawie. Kino to często jedyne miejsce, w którym zakochani mogą cieszyć się sobą, uciec przed wzrokiem rodziny. Nie kontemplować, ale przeżywać. Tańczyć, śpiewać, cieszyć się i smucić razem z aktorami.
Może zatem warto wyzbyć się uprzedzeń i zamiast z uprzedzeniem wybiegać z kina, z dumą spróbować zrozumieć indyjską sztukę, która z "kiczem ma wspólnego niewiele, a nawet nic" - pisze Jarosław Pietrzak, badacz kina bollywoodu w rozprawie na temat odbioru filmów indyjskich.



Polecam film 'Kal Ho Na Ho' :) A ogólnie filmy z Bollywood może i są... »