Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
PRAWO
Biznes Nowego Tysiąclecia
Eksplozje materiałów wybuchowych, głośne napady rabunkowe i egzekucje znanych z pierwszych stron gazet gangsterów. Skorumpowani policjanci sprzedający skonfiskowane wcześniej narkotyki, międzynarodowe szlaki przemytnicze, swobodny dostęp do każdego rodzaju broni. Ten mało optymistyczny obraz polskiej przestępczości znany każdemu chociażby z telewizji, zakrywa prawdziwe kopalnie złota mafiosów nowej ery.
Przestępczość kryminalna, choć najbardziej widoczna i dokuczliwa, nie jest wbrew pozorom największym źródłem nielegalnych dochodów. W miejsce niebezpiecznych i zagrożonych wysoką karą czynów, fachowcy III RP wybierają operowanie papierem. W pełni bezpieczne, we wprawnych dłoniach potrafi przynieść niebotyczne zyski.
Na dobry początek
Rejestracja spółki kapitałowej z osobowością prawną nie stwarza obecnie żadnego problemu. Prawdziwi gracze nie zamrażają jednak kwoty 50 tys. zł wymaganych ustawowo na ten cel. Za bezcen skupują zadłużone i nieaktywne podmioty a tworzony system uzupełniają o wiele tańszymi (gdyż kosztującymi w końcowym rozliczeniu niewiele ponad 2 tys. zł) fundacjami. Powstająca sieć fikcyjnych, lecz z prawnego punktu widzenia autonomicznych organizmów żyjących, rozrasta się do rozmiarów niemałego ekosystemu. Różne daty rejestracji (niektóre wiekiem sięgające schyłku PRL-u), branże, odległe lokalizacje siedzib wraz z imponującymi angielskojęzycznymi nazwami tworzą w oczach niedoświadczonego biznesmena niezwykle potężny holding. Na którego powstanie poświęcono ledwie kilkadziesiąt tysięcy złotych oraz miesiąc pracy. Wzajemnie przedstawiane są referencje (także z odległymi, wstecznymi datami), rzekome wspólne dokonania rzeczywiście zasilające konto poprzednich właścicieli a nawet zabezpieczające kontrakty weksle innych, dawniej renomowanych spółek. Bogata księgowość minionych lat, być może spłacone kredyty, wszystko to niezwykle uwiarygodnia dopiero co wykreowane papierowe imperium. Odpowiednie oparcie w dobrach materialnych (leasingowany sprzęt komputerowy, pojazdy, najęte reprezentacyjne siedziby) ugruntowuje dobrą pozycję przedsiębiorców.
W zależności od planowanej skali działania, niezbędne okazują się niekiedy nakłady na reklamę. Brak jednak potrzeby inwestycji w kosztowną kampanię telewizyjną. Wystarczy zaprzyjaźniony dziennikarz oraz bankiet wraz z odpowiednio wyeksponowanym drobnym datkiem na rzecz domu dziecka. Później już tylko promocyjna cena świadczonych usług. Czy ktoś jeszcze wątpi we wiarygodność tych niezwykle dynamicznych tygrysów gospodarki? Niestety nie.
Biznes - plan
Renomowana (lub nie) spółka z ograniczoną odpowiedzialnością wygrywa przetarg - np. na budowę hipermarketu lub biurowca. Dystansuje konkurencję przedstawiając bardzo korzystną finansowo ofertę przy zachowaniu wysokiej jakości realizacji. Następnie zwycięski podmiot zleca fizyczne wykonanie projektu innej specjalnie do tego celu przygotowanej spółce. Często ogniwo nr 2 dla zmylenia przyszłych kontrahentów nosi tą samą lub podobną nazwę co pierwsze przedsiębiorstwo, a także dzieli ten sam lub pobliski adres. Oczywiście obie rzeczone spółki pozostają w pełnej zależności (faktycznej - rzadko prawnej) od tych samych rzeczywistych udziałowców. Następnie poszukiwani są przez drugie ogniwo wykonawcy inwestycji. Warunki współpracy pozostają właściwe dla branży - rozliczenie po zakończeniu prac, także z faktur za wykorzystane przy realizacji materiały. Często (zwłaszcza przy prestiżowych kontraktach) warunkiem otrzymania zlecenia staje się kaucja gwarancyjna sięgająca nierzadko setek tysięcy złotych.
Zwykle inwestycja realizowana jest błyskawicznie i bezproblemowo. Wszelkie ewentualne konflikty z podwykonawcami są niezwłocznie łagodzone, współpraca układa się idealnie. Pierwsze kłopoty pojawiają się dopiero po zakończeniu prac. Stale pomocny personel zleceniodawcy nagle staje się nieuchwytny, komórki milczą, należnych przelewów brak. Reprezentacyjna siedziba spółki okazuje się jedynie wynajętą (i nie opłacaną od dłuższego czasu) nieruchomością, podobnie flota luksusowych służbowych pojazdów, za które od dawna nie regulowane są raty leasingowe. Natomiast do właściwego sądu wpływa wniosek o ogłoszenie upadłości...
Fala entuzjazmu niosąca wiadomość o wypłacie należności za realizację projektu także szybko cichnie. W tym momencie okazuje się bowiem iż spółkę, która wygrała przetarg i zainkasowała należność, z bezpośrednim zleceniodawcą robót łączy tylko... umowa cywilno-prawna. Ewentualnie "przypadkowa" zbieżność nazw lub nazwisk udziałowców. Uzyskane względem niesolidnego zleceniodawcy sądowe nakazy zapłaty okazują się bezwartościowe. Z pozostałego mizernego majątku ledwie starcza na pokrycie kosztów postępowania. Ewentualne doniesienia do prokuratury o dokonanym oszustwie są natychmiast umarzane z braku znamion czynu karalnego. W ostatecznym rozliczeniu inwestor otrzymuje zrealizowany w atrakcyjnej cenie projekt, spółka pierwsza inkasuje wynagrodzenie, druga zaś bankrutuje. Dziesiątki a czasem setki podwykonawców zostają z sądowymi orzeczeniami wartości papieru, na którym zostały spisane oraz długami powstałymi podczas realizacji nieopłaconych prac.
Wiarygodny kontrahent
Dlaczego tłum przedsiębiorców nie wykrył w porę nieuczciwych zamiarów zleceniodawcy? Inwestycję firmowało swym zapleczem (referencjami, wcześniejszymi projektami, zaufaniem poważnych inwestorów a nierzadko także poparciem mediów) szanowane przedsiębiorstwo. Jeśli podmiot działał na rynku od dłuższego czasu, z pewnością zadbał o renomę wcześniejszymi uczciwie wypełnionymi kontraktami. Tego typu partner nie budzi obaw, raczej nadzieję na trwałą współpracę. Natomiast rzeczywiste umowy zawierane z "podobnymi" podmiotami nie były weryfikowane co do szczegółów.
Z reguły duża, znana firma może pozwolić sobie na kilkakrotne przeprowadzenie podobnych operacji przed zupełną utratą zaufania w branży. Przez ten czas organizatorzy przedsięwzięcia zdążą zapełnić swoje prywatne konta milionami złotych. Celowe działanie na szkodę spółki oraz rażąca niegospodarność nie stanowią w myśl polskiego prawa przestępstwa. Uniknięcie odpowiedzialności karnej jest jednak o wiele łatwiejsze niż można by przypuszczać.
Oczywistym jest iż podmiot pośredni musi pobrać wynagrodzenie tytułem realizacji kontraktu. Treścią oszustwa jest więc wyprowadzenie wszelkich aktywów spółki przed zaspokojeniem rzeczywistych wykonawców. Jak wiadomo środki trwałe wcale nie były własnością podmiotu pomostowego, działania ograniczają się więc tutaj do oczyszczenia kont bankowych. Z głównym zleceniodawcą łączą pośrednika wszelakiego typu umowy o doradztwie, nadzorze oraz innych usługach na jego rzecz. Oczywiście w pełni odpłatnych. Dodatkowo spółka nr 1, czyli ta która pierwotnie realizować miała kontrakt, w ramach zawartej umowy zlecenia prac "zabezpiecza" swe interesy wysokimi karami umownymi. Umożliwiają one m.in. znaczne obniżenie wynagrodzenia w przypadku kontrolowanego opóźnienia w realizacji projektu. Roszczenia pracownicze są zawsze zaspokajane w pierwszej kolejności, dlatego też często podmiot "krzak" (jak nazywa się fikcyjne pośrednie przedsiębiorstwa) zatrudnia na kierowniczych i wysoko opłacanych stanowiskach figurantów. Następnym sposobem uszczuplania majątku stają się roszczenia podmiotów "zewnętrznych". Nagła egzekucja komornicza nieopłaconych przed laty faktur wraz z wysokimi odsetkami umownymi doprowadziła wszak niejedną firmę do bankructwa... O te natomiast nietrudno, gdy wcześniej skonstruowano sieć wzajemnie powiązanych podmiotów, a także za ich pośrednictwem za bezcen wykupiono niemożliwe do wyegzekwowania uczciwą drogą wierzytelności bankrutującej spółki. Następnie jej reanimacja, zmiana nazwy oraz odpowiednie przygotowanie do roli ogniwa pomostowego umożliwiło skuteczne oszustwo.
Ostatnie formalności
Niejednokrotnie poszkodowani nie wiedzą nawet iż padli ofiarą zorganizowanych grup przestępczych. Nagłą niewypłacalność kontrahenta wiążą ze złą koniunkturą rynkową. Zdarza się jednak że oszukany przedsiębiorca składa doniesienie do prokuratury. Ta jednak ma niezwykle ciężki orzech do zgryzienia. Osobowość prawna spółek zdejmuje z ich właścicieli (udziałowców) personalną odpowiedzialność za zobowiązania finansowe. Jedynie członkowie zarządu ponieść mogą odpowiedzialność za podejmowane w imieniu podmiotu działania. Wśród nich wypełnienie znamion przestępstwa niezmiernie trudno jednak udowodnić.
Bankrutujący podmiot dysponuje zazwyczaj dziesiątkami faktur obejmującymi takie usługi na swoją rzecz jak consulting, doradztwo specjalistyczne, usługi administracyjne, prawne, porządkowe, reklamowe oraz inne. Wsparte listą płac kadry nie budzą żadnych zastrzeżeń organów ścigania co do solidnie i uczciwie prowadzonych interesów. Odpowiednio ustawione terminy płatności rachunków w zupełności tłumaczą także powód wcześniejszego zaspokajania podmiotów innych niż podwykonawcy.
Odpowiednim uwiarygodnieniem przyszłych spodziewanych wpływów, które to mogłyby zaspokoić wierzycieli, stają się fikcyjnie sporządzane dalsze kontrakty. W późniejszym czasie z różnych przyczyn (np. planowego oprotestowania przetargu czy też uchybień formalnych), zrywane. Można wówczas zarzucić zarządowi spółki nadmierny optymizm co do wysokości oczekiwanych wpływów i perspektyw uzyskania kolejnych zleceń - przeinwestowanie. W granicach jednak należytej staranności. Dodatkowo we właściwym czasie zarząd występuje o układ z wierzycielami. Gdy ten jest niemożliwy, złożony w odpowiednim momencie wniosek o ogłoszenie upadłości niemalże gwarantuje pełną nietykalność odpowiedzialnych za stan rzeczy osób. Natomiast projekty większego ryzyka od początku prowadzi się na tzw. słupy, czyli osoby, z których egzekucja będzie niemożliwa lub też planowo przeznaczone na straty. W ostateczności zawsze jednak pozostaje wyjście awaryjne które uratować może zaradnego biznesmena. Mianowicie ogromny fundusz przeznaczony na "zapomogi" dla dociekliwych urzędników państwowych, lub "uciszenie" nadmiernie kłopotliwego wierzyciela.
* * *
Dysproporcja potencjalnych kosztów (zabójstwo - 25 lat pozbawienia wolności, oszustwo - kilkuletni wyrok) i zysków (zabójstwo - maksymalnie kilkadziesiąt tysięcy złotych, oszustwo - wiele milionów złotych) nie pozostawia żadnych wątpliwości co do kierunku ewolucji aktywności grup przestępczych. Tworzą się nowe syndykaty zrzeszające prawników, bankierów i przedsiębiorców. Trudno jednak wyobrazić sobie przekwalifikowanie tradycyjnych zbrojnych gangów. Aspiracje do rangi białych kołnierzyków żywili żołnierze działającego m.in. na Mokotowie Andrzeja H. ps. "Korek" oraz syn dawnego przywódcy Pruszkowa - Adam D. ps. "Młody Wańka". Bardzo szybko zostali oni zatrzymani przez policję. Powodem były złe nawyki wyniesione z "epoki" kryminalnych interesów - brak umiaru i nadmierna zuchwałość. Fachowcy branży jednak tych błędów nigdy nie popełniają. Niestety.



He he. Ciekawa sprawa. No, Panowie Młody Wańka i Korek. Uczcie się... »