PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

fot. premier.gov.pl

Bitwa o dobrą Polskę

Tomasz Sawczuk
2007-07-02

Prawo i Sprawiedliwość walczy ze złem. I z szatanami. Dlatego też Jarosław Kaczyński walczyć będzie nieustannie - zła i szatanów nigdy nie zabraknie. Szczególnie wtedy, gdy nie wszystkie są realne, a o ich szkodliwości decyduje osobiście premier.

Podczas sobotniej konwencji samorządowej PiS w Radomiu, premier Jarosław Kaczyński powiedział wiele ciekawych słów. Można się w nich było doszukać frapujących tez, intrygujących stwierdzeń i czasem zbyt oryginalnej interpretacji rzeczywistości. Jak na tacy wyłożył słabości swoje i swojego gabinetu, po raz kolejny skutecznie przykrywając to, co w tych rządach dobre. Sytuacja ta nie może wynikać z niczego innego, jak z autentycznej wiary Kaczyńskiego w to, co mówi. Tym bardziej, że niektóre ze swych twierdzeń powtarza systematycznie, przybierają one co najwyżej nowe formy. I choć trwałość przekonań i wiara w głoszone idee żadnym zarzutem być nie może, to oporność w poddawaniu ich pod dyskusję już tak.

Samo dobro?

Premier, deklarując walkę ze złem jako cel swojej partii, popełnia poważny błąd, którego zresztą wcale za błąd nie uznaje. Uzurpuje sobie prawo do odgórnego określania, co złem jest, a co nie. Narzuca swoją wizję społeczeństwu, a następnie wymaga jej bezdyskusyjnego wykonywania. Jeżeli ktoś zachowuje się nie po jego myśli lub wizję zacznie krytykować oznacza to, że ma wrogie intencje lub dąży do zatrzymania procesu naprawy państwa. Albo jest manipulowany i nie zdaje sobie z tego sprawy.

Tak jak strajkujący lekarze i pielęgniarki, do których personalnie Jarosław Kaczyński nie ma pretensji, natomiast stwierdza, że "inni szatani są tam czynni". Oczywiście nie do końca wiadomo, kto reprezentuje owych "innych szatanów", wiadomo natomiast, że są to ludzie, którzy skorzystali na transformacji ustrojowej i okopali się w pełnym niejasnych powiązań półświatku III RP. Na pewno też czerpali z dotychczasowego stanu profity, a reformy rządu zagrażają ich uprzywilejowanej pozycji.

Obrażony sługa

Fakt, że projekt naprawy państwa ma być realizowany karnie, a więc zarazem niewłaściwy stosunek rządzących do obywateli, przejawia się nawet w polityce zagranicznej. Anna Fotyga, postulująca we "Wprost" jednoznaczne opowiedzenie się rządu niemieckiego w sprawie roszczeń niemieckich obywateli wobec Polaków, zdaje się sądzić, że obywatele, jak jeden mąż, posłusznie wysłuchają kanclerz Merkel.

- Potrzebna jest zmiana postaw, powrót do etosu służby publicznej - mówił w Radomiu premier. Ten sam premier, butnie odnosząc się do pielęgniarek (choćby gdy mówił, że to nie jest głodówka, skoro głodujące nie zjadły dopiero kolacji), nie zachowuje się jak sługa społeczeństwa, ale jak tworzący bariery przedstawiciel "onych", obrażony na społeczeństwo, które nie pozwala mu uczynić kraju krainą mlekiem i miodem płynącą. Dystans taki stwarzają różnymi wypowiedziami również niektórzy jego współpracownicy, jak i prezydent, który wciąż podkreśla, jaką pełni funkcję i jakie z tego tytułu należą mu się honory.

Teoria względności

Premier przemawiał w Radomiu na bazie specyficznej interpretacji faktów czy może zastąpienia faktów intencjami. A choć intencje mogą być najlepsze, to i tak trudno zaczarować to, co widać. Jeżeli twierdził, że PiS nadal będzie walczyć z zawłaszczeniem Polski przez SLD, to nie dodał, że będzie to czynić poprzez zawłaszczanie jej przez obecnie rządzących. Zupełnie tak, jak powiedział Jarosław Kaczyński, władza "reaguje na to, co jest złe także w jej własnych szeregach". Szczególnie po tym, gdy rabanu w jakiejś sprawie narobią media (i tak zazwyczaj "niechętne rządowi" i "hamujące zmiany"), choć też nie zawsze. Ewentualnie władza wymienia złego Wildsteina na dobrego Urbańskiego.

Wcale nie chodzi o to, by się bez celu czepiać. Ale jaka logika przyświeca premierowi, gdy mówi, że "gdyby ktoś niechętny Polsce, chciał jej zaszkodzić, to wymyśliłby właśnie to, co się teraz dzieje w kraju"? Kto miałby chcieć zaszkodzić Polsce? Dlaczego? Po co komu taka retoryka strachu i niepewności? Władza stara się wszystkie swoje niepowodzenia sprowadzić do nieuzasadnionej krytyki liberalnych mediów lub działań tajemniczej siły, która kieruje ludzkimi posunięciami. Mówiąc, że "ataki na PiS świadczą o naszej uczciwości i umiejętności działania" premier odrzuca możliwość dyskusji. Z góry odrzuca nawet sensowne argumenty tych, którzy wcale nie chcą obalić wymarzonej IV RP. Woli wszczynać konflikty z kolejnymi środowiskami, osobami niż podważyć swoją nieomylność, uczłowieczyć majestat władzy. Jeżeli twierdzi zaś, że PiS jest ze wszystkich stron brutalnie atakowany, to może właśnie dlatego, że ze wszystkimi walczy, zamiast rozmawiać, że opór ma uszlachetniać.

Ideału brak

Kaczyński w wielu sprawach ma rację. Można się z nim zgodzić co do diagnozy patologii, które zakwitły w naszej rozwijającej się demokracji czy też ogólniej, co do potrzeby naprawy państwa. Ale też nie sposób nie zauważyć, że jego wiara w rolę i siłę państwa bardziej niż na przejrzystych instytucjach i uproszczeniu prawa, opiera się na zaufaniu do ludzi zajmujących konkretne stanowiska. W takiej sytuacji instytucje te mają wychowywać obywateli wedle pomysłu tych, którzy zostali przez nich wybrani, a także kształtować życie społeczne w Polsce. Życie harmonijne, bo bezkrytyczne wobec działań mądrej władzy.

Poprzednie rządy nie były idealne. Niektóre były złe. Miały lepsze i gorsze strony. W różnych obszarach sprawdzały się z różnymi efektami. Nie można zapomnieć o ich błędach. Tak jak nie można puszczać płazem błędów obecnemu rządowi. Bo ten rząd miał być lepszy. Dobrze byłoby dla wszystkich, gdyby Jarosław Kaczyński również uznał to za oczywistość.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.