PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KULTURA

Plakat filmu

Białe kołnierzyki na cenzurowanym

Jarosław Ściślak
2007-08-24

Bardzo mało o sobie wiemy. Bardzo niewiele potrzeba, by sprzedać swoje ideały, a nawet kobietę swojego życia. Cienka jest też linia między pierwszym milionem dolarów, a po raz pierwszy zadanym pytaniem: czy o to chodziło, kiedy zacząłem pracować? Najbardziej niebezpieczny jest jednak brak reakcji na pierwsze symptomy. O tym mówią właśnie: "Firma" Sydneya Pollacka, "Adwokat diabła" Taylora Hackforda oraz "American Psycho" Breta Eastona Ellisa.

Jesteś młody, przystojny, utalentowany. Zarabiasz powyżej 100 tys. dolarów rocznie. Stać Cię na dom jednorodzinny (mimo że nadal spłacasz hipotekę) lub na luksusowy apartament. Do pracy jeździsz mercedesem albo taksówkami. Napiwki w swojej ulubionej restauracji rzucasz niedbale i klepiesz po tylnej części ciała urodziwą kelnerkę. Palisz drogie cygara. Stać cię na kolekcję płyt, jakiej nie ma nikt i na drogi sprzęt audio. O takiej sytuacji marzy każdy - powiecie. Może i tak, ale w pewnym momencie okazuje się, że to pułapka, z której nie ma wyjścia...

Trzy wielkie, ponadczasowe amerykańskie dzieła - "Firma", "Adwokat diabła" i "Amercian Psycho". Trzej mężczyźni, bardzo różni, ale zaskakująco podobni. Trzy różne sytuacje i zestaw problemów. Wspólny mianownik? Wysoka pensja, drogie garnitury i poczucie niespełnienia w sferze prywatnej. Jeszcze do końca lat 90. XX wieku pokutowało w USA przekonanie, że człowiek sukcesu (nieważne w jakiej branży pracuje) powinien być singlem. Nic nie powinno człowieka odrywać od pracy. Kobiety i dom przeszkadzają, hobby tylko w zakresie sauny, solarium lub basenu. A potem znowu za biurko, do przewracania papierów i dzwonienia do klientów, by spytać, jak się czują i czy na pewno firma dobrze o nich dba.

Na początku XXI wieku okazało się jednak, że sytuacja jest dramatyczna. Firmy więcej wydają na psychoanalityków dla swoich topowych menedżerów, niż wynoszą ich pensje w skali rocznej razem wzięte. Pracownicy są mniej wydajni, bardziej zestresowani, niepewni przyszłości. Zatrudnienie mają zagwarantowane, pełny pakiet prywatnej opieki medycznej także. Więc w czym problem?

W "Firmie" na początku pada zdanie, że jeden z klientów zapłacił za prowadzenie jego spraw podatkowych aż 400 tys. dolarów. "Nasz klient, nasz pan". Młody prawnik pyta swojego mentora: "Co pan przez to rozumie?" Ten, niewzruszony odpowiada: "Myślisz, że mówię o łamaniu prawa?" Nowicjusz jest już mniej skrępowany: "Do jakiego stopnia mam je naginać?" Odpowiedź prosta: "Do jakiego tylko możesz". To jeden z problemów. Z całej serii.

Kiedy firma telekomunikacyjna zakłada w domu linię telefoniczną, pyta do kogo mają być przekierowania. Żona świeżo upieczonej gwiazdy palestry prawniczej nie pamięta numeru męża. Pracownik w firmowym fartuszku odpowiada, że już go znają, bo robią wszystkie instalacje dla Firmy.

No właśnie. Czy ten wyraz można pisać wielką literą? Chyba tak, skoro nie jest to zwykła firma. To Firma właśnie, ów mityczny twór, wysysający soki z każdego swojego nabytku. Nie po to inwestuje się w nową osobę setki tysięcy dolarów rocznie, żeby ją potem stracić. W tym filmie doskonale widać zmianę podejścia do kwestii opieki firm nad swoimi najlepszymi pracownikami. O ile w "American Psycho" mamy człowieka, który jest sobie sterem, żaglem i okrętem, o tyle w "Adwokacie diabła" i "Firmie" właśnie, taka osoba nie jest już pozostawiona samej sobie. O sukcesie stanowi bezpieczeństwo i ognisko rodzinne. W wydaniu firmowym, oczywiście.

Nie ma bowiem mowy o cieple, miłości i bezpieczeństwie. Są późne powroty do domu, drogie samochody, żony na zakupach pod nieobecność mężów. Mężczyźni sobie, żony sobie. Skoro twój facet nie ma czasu na wydawanie zarobionego majątku, dlaczego nie miałabyś mu w tym pomóc? - retorycznie zdaje się pytać "Adwokat..." i "Firma".

Po okresie cieplarnianym, pełnym swobody w dobieraniu farby do pokoju dziecka, nowych mebli, które zastąpią "tymczasowe", zakupione przez Firmę, przychodzi czas prawdziwej, morderczej walki. Nieważne, czy jest to Nowy York, czy Memphis. Najważniejsze są pieniądze i to, że klient jest w stanie płacić za wszystko. A skoro tak, to najlepsi pracownicy Firmy, muszą być do jego dyspozycji zawsze i wszędzie. 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet wtedy, kiedy żona zachodzi w ciążę. Nawet wtedy, gdy...

Ciekawe jest w obu filmach tempo narracji. Szczere i do bólu prawdziwe. Kiedy głębiej zastanowić się nad wymową filmów i ich związkiem z prawdziwym życiem, w wielu przypadkach wynik starcia jest dla produkcji filmowych druzgoczący. Tu jest inaczej. Wystarczy, że złożysz swój podpis na umowie gwarantującej kilkadziesiąt tysięcy rocznie i kończy się bajka. Firma daje ci ostatnią spokojną noc z żoną. Świece, kolacja, przejażdżka nowym, sportowym wozem. Pierwszy klient, jedenasty, dwudziesty pierwszy. Żona coraz więcej kupuje, coraz więcej pije. Ty nie masz czasu nawet pić. Zawsze elegancki, merytorycznie przygotowany, gotowy spełniać nawet największe zachcianki swojego klienta.

Jeśli nie przepadacie za współczesnym konsumpcjonizmem, pośpiechem życia, gloryfikacją kultury korporacyjnej, wszystkie omawiane wyżej pozycje z kanonu popkultury (czy aby na pewno takiej znowu "popularnej"?) stanowić będą dla Was zapewne przykład tego, jak w sposób mądry i ważny można mówić o współczesnych zmianach społecznych. Oczywiście pod warunkiem, że będziecie w stanie wytrzymać widok krwi na ścianie, rozłupywaną czaszkę za pomocą wiertła i kuszenie Keanu Reevesa przez demonicznego Ala Pacino.

Zamawiasz posiłek, czekasz. Niedbale odpalasz cygaro, rozmawiasz z kolegami. Nerwowo zerkasz na jednego z nich, który (możesz przysiąc, że widzisz to w zwolnionym tempie) rzuca na stół swoją nową wizytówkę. Czerpany papier, stylizowana czcionka. Komplet 100 sztuk kosztuje kilkaset dolarów. Dostajesz ataku duszności. Chciałeś zamówić stolik w tej piekielnej knajpie, która nie jest już nawet modna, tylko po to, by pokazać tym nieokrzesanym maminsynkom (którzy nie wiedzą nawet, że dopiero drugi album kapeli Huey Lewis and the News, wydany w 1982, pozwolił im wypłynąć na szerokie wody), że potrafisz to zrobić. Znalezienie wolnego stolika na dwa tygodnie przed datą zamówienia graniczy z cudem! Gdybym choć założył lepszy garnitur od Ralpha Laurena... Może to poprawiłoby mi samopoczucie...

***

Nadal nie wiem, czemu spytała, czy mam ochotę na randkę. Pewnie że mam! Laska z niej niezła, w dodatku słyszałem, że sporo umie. To dobrze, nie mam czasu uczyć jej tego wszystkiego. Jeszcze dzisiaj wieczorem muszę iść po najnowszą płytę Phila Collinsa. Chociaż nie, to może później... Zastanawiam się, którego wiertła dzisiaj użyć...

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.