Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
Bezczelność bycia sobą
Figurka Zbawiciela zanurzona w sikach. Penis na krzyżu. Królowa Polski z twarzą perwersyjnej piosenkarki. Prorok Allacha ze świńskim ryjem. Od lat przez Europę, raz po raz przetacza się burza wściekłości i agresji wywołana przez jakieś artystyczne działanie. Odpowiedzialni za nie twórcy i sponsorzy deklarują zazwyczaj chęć "obalania tabu", "przełamywania milczenia", "demaskowania". W co naprawdę grają ze społeczeństwem kontrowersyjni artyści? Czego przez ich sztukę dowiadujemy się o sobie?
Szaleństwo
Sztuka tego rodzaju świadomie przekracza granice galerii i wchodzi w interakcję ze społeczeństwem, z jego systemem wartości, z jego świadomością zbiorową pulsującą lękami, napełnioną stereotypami, bulgoczącą nienawiścią. Artysta robi eksperyment na żywym, potężnym i obłąkanym organizmie jakim jest tłum. Uderza w jego najczulsze punkty, by zobaczyć, jaka będzie reakcja. Tak więc wszystko, co wydarzy się wskutek upublicznienia dzieła, jest jego nieodłącznym elementem, jest teatralnym przedstawieniem, do którego artysta namalował afisz lub co najwyżej napisał prolog.
Pokazuje to nawet niedawny skandal związany z okładką "Machiny" czy publikacją karykatur Mahometa. W obydwu przypadkach artyzm dzieła zbudowany jest wokół zestawienia ze sobą wizerunków budzących w jakiejś grupie ludzi bardzo silne emocje negatywne i pozytywne. Gdyby nie ten fakt, działanie artysty byłoby niezrozumiałe dla nikogo i na nikim nie zrobiłoby wrażenia.
Skandal
Mamy więc do czynienia ze sztuką, która nie istnieje bez konfrontacji ze zbiorowością. To jest sztuka - ostrze skierowane w społeczeństwo, wyzwanie rzucone mu w twarz. A ono wyzwanie skwapliwie podejmuje i włącza się w spektakl. Demonstruje i rzuca kamieniami jak muzułmanie czy pisze petycje, protesty, zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa jak Polacy. A artysta może powiedzieć: "Miałem rację. Oto przykład nietolerancji, seksizmu, rasizmu, fanatyzmu, klerykalizmu (niepotrzebne skreślić), które krytykuję w mojej pracy".
Dzięki dziełu sztuki cały kraj, cała przestrzeń publiczna staje się sceną. A to, co się na tej scenie dzieje, układa się w doskonały obraz stanu świadomości, kompleksów i wrażliwości aksjologicznej społeczeństwa. Poseł LPR Witold Tomczak, zdejmując meteoryt z ramion figury Papieża, sam staje się częścią rzeźby, ubogaca ją w nowe znaczenia, których być może sam twórca nie przewidział.
Bardzo wyrazistym przykładem teatralizacji jest także wciąż ciągnąca się jeszcze historia wytworu Doroty Nieznalskiej pt. "Pasja". Zaczęło się od artykułu w "Gazecie Wyborczej" i reportażu TVN. Potem były agresywne najścia działaczy LPR, starsze panie zeznające, że artystkę "opętał szatan", listy otwarte artystów z całej Europy i... performance poświęcony sprawie autorstwa Władysława Kaźmierczaka i Ewy Rybskiej. Według jej (tzn. Nieznalskiej - przyp. km.) słów instalacja to "krytyka męskości, wzorców, wyobrażeń, stereotypów, przesądów na temat męskości funkcjonujących w naszej kulturze." - głosi ulotka rozprowadzana przez "Zielonych 2004".
Gdy mowa o krytyce, warto przypomnieć jedną z najsłynniejszych spraw sądowych w historii ludzkości: proces Ateńczyka Sokratesa. Filozof- prowokator, od początku był świadomy swojej misji, jak też nieuchronności konfliktu ze skostniałym myśleniem i popularnymi wartościami ogółu. Mówił sam o sobie: "(...) niełatwo znajdziecie drugiego takiego, który by tak, śmiech powiedzieć, jak bąk z ręki boga puszczony, siadał miastu na kark; ono niby koń wielki i rasowy, ale taki duży, że gnuśnieje i potrzebuje jakiegoś żądła, żeby go budziło." Wydaje się, że te słowa opisują również misję artystów takich jak Dorota Nieznalska czy Piotr Leśniak - autor obrazu "Madonna z Lourdes", opublikowanego na okładce słynnego numeru "Machiny".
Jednak efekt ich poczynań jest zazwyczaj odwrotny niż zamierzony. Działalność profanatorów, czy tego chcą czy nie, sprawia, że zarówno wrogowie, jak i wyznawcy tego, co profanowane, utwierdzają się w swych poglądach. Namierzenie wspólnego wroga i walka z nim jak nic innego konsoliduje wszelkie grupy społeczne, zmusza je do opowiedzenia się po stronie wspólnych wartości.
Współczesna socjologia dowodzi tej prawidłowości na niezliczonych przykładach. Świadczy o tym choćby reakcja grupy młodzieży z Poznania, która założyła stronę zachęcającą do bojkotu reklamodawców "Machiny". Świadczą o tym również dyskusje toczące się wokół tej i podobnych spraw. Prawie nikt tam nikogo do niczego nie zamierza przekonywać. Rzadkie sensowne głosy szybko zostają wplątane w wir złośliwości i agresji. Jakakolwiek dyskusja w warunkach tak wysokiej temperatury emocji jest niemożliwa. Wszyscy wyrażają oburzenie, kpią z siebie i życzą sobie nawzajem rychłego skonania. "Inkwizycja wróciła" - wieszczy jeden z internautów na forum dyskusyjnym gazeta.pl., poświęconym skandalizującej okładce. "Cymbał, właśnie po to dali by zrobić sobie reklamę przez obrażanie. Skur...syństwo pierwszego sortu ..." - mówi o naczelnym Piotrze Metzu inny.
Tożsamość
Czasem reakcja społeczeństwa na dzieło świadczy o jego ubogiej świadomości i braku artystycznego wyrobienia. Ale może ciemnogród jest nieraz bardziej nonkonformistyczny i szczery w swojej naiwnej, ale jednoznacznej postawie niż sami artyści? Zapewne po obu stronach barykady są ludzie, którzy oskarżają i obrażają dla wzbudzenia sensacji, dla zaistnienia w mediach. Prawie nikt jednak nie dostrzega tych, którzy mają jakieś uczucia religijne, dość mocne by dało się je obrazić. Tymczasem może właśnie oni: buraki, ciemniaki i moherowe berety uratowali skarb, który Zachodowi powoli wymyka się z rąk: Skarb wiary we własne wartości, skarb wiary w cokolwiek?
Obojętność
Ważną dominantą świadomości ludzi naszych czasów jest popkultura. Eskalacja, maksymalizacja, totalność. Pełnia wrażeń, szczyt doznań, nieustanny haj, wieczny orgazm, ekstremalne natężenie przeżyć. A w samym środku tego wszystkiego - straszliwa pustka, obojętność, znużenie tym większe im głośniejszy jazgot konsumpcyjnej propagandy. Poszukiwacze orgiastycznych wrażeń, ekstremalni sportowcy, clubberzy i yuppies nie są w żadnym sensie radykałami, choć zachłanność wrażeń i pragnienie pełni życia wydaje się stanowić główny wyznacznik ich postępowania. To nie są ludzie, którzy osiągają satysfakcję przez poświęcenie życia dla czegoś, lecz poświęcają życie, by osiągnąć satysfakcję. Dla nich wiara to niewiedza, poleganie na nieudowodnionym, niepewnym. A wybór produktu, który może zawieść, jest wielkim błędem konsumenta. Sukces i zadowolenie są dziś przecież w zasięgu ręki. Znajdziesz je w każdym dobrym sklepie.
Na tle tego krajobrazu zacofani, reakcyjni i prymitywni są skandalistami nie mniejszej skali niż sami artyści. Tylko oni, zamiast rozpaczliwie aspirować do światowych standardów jakości, ośmielają się przyznawać do dążeń i wartości całkiem z nimi niezgodnych. I jest to niemniej szokujące niż Chrystus w urynie. I niemniej istotne dla zrozumienia, jak straszna, zadziwiająca i pełna sprzeczności istota kryje się pod lukrem komercyjnej neutralności.



Dobry, wyważony artykuł. Zgadzam się z autorem. »
Dobra sztuka nie potrzebuje poklasku - chociaż w dzisiejszych czasach... »
Wiadomo, ludzie zawsze będą raczej czytać Fakt, który szokuje niż... »