Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
KULTURA
Będzie ciężko, jeśli pogoda dopisze
Gdy słoneczko latem ładnie przygrzewa, humor dopisuje zarówno pracującym, jak i wypoczywającym. Jednak nikt nie daje więcej na tacę z prośbą o bezchmurne niebo niż uczestnicy letnich festiwali typu open air, czytaj: na świeżym powietrzu.
Darmowych imprez na trawie lub piachu nie brakuje. Świętuje się rozpoczęcie lata, urodziny miasta, dni gminy. Alkohol leje się strumieniami, wątpliwej jakości gwiazdy przyśpiewują, publika szaleje. Ciężko jednak w tym tłumie odnaleźć osoby młode, dwudziesto- lub trzydziestolatków, którzy dobrze bawiliby się przy interesującej ich muzyce. Rozglądając się po festiwalowej mapie Polski, ciężko znaleźć dla nich na lato jakąś ciekawszą alternatywę, szczególnie jeśli mówimy o tzw. ciężkiej muzyce gitarowej.
Znane i (nie)lubiane
Mimo że nazwy Woodstock i Jarocin są rozpoznawane chyba przez wszystkich Polaków, nie brzmią atrakcyjnie dla większości fanów muzyki. Pierwszy z tych festiwali w Europie (3 - 4 sierpnia), jest ciekawym pomysłem na podziękowanie wolontariuszom WOŚP, ale charakteryzują go wszystkie minusy związane z darmowymi imprezami. Przypadkowi uczestnicy, brak zainteresowania publiczności tym, co dzieje się na scenie, nieład. Ostatnim edycjom festiwalu Jurka Owsiaka brakowało też gwiazd światowego formatu, co spowodowało, że festiwal nie miał wiele do zaoferowania tym, których już przestało cieszyć upijanie się do nieprzytomności oraz kilkudniowy brak dostępu do prysznica i czystej toalety.
- Mój pierwszy Woodstock to rok 1995 w Czymanowie - mówi Asia Czarnecka, rokroczna uczestniczka festiwalu Owsiaka. - Mimo deszczu i zimna, przyjechało kilkadziesiąt tysięcy młodych osób, dla których Woodstock był spełnieniem marzeń, oferując darmowe pole namiotowe, jeziorko oraz muzykę, która płynęła ze sceny, i której mogliśmy słuchać tyle, ile dusza zapragnie. Biletem była chęć dobrej zabawy. W Żarach pojawiło się 200 tys. młodych ludzi. Śpiewaliśmy wszyscy hymn polski, przez który Owsiakowi się oberwało, bo niby profanację urządził. Pamiętam tamtą chwilę do dnia dzisiejszego i jestem niesamowicie dumna, że wszyscy staliśmy i śpiewaliśmy. Później było już mniej ciekawie, szczególnie podczas nielegalnego i najbardziej agresywnego Woodstocku w Lęborku, gdzie zjechała się masa łysych typków ze Słupska i okolic, urządzając polowanie na "rasta". Ponadto z każdym rokiem na festiwal zaczęło przyjeżdżać coraz więcej przypadkowej młodzieży. Ostatni raz zjawiłam się w Kostrzynie nad Odrą w 2004 roku i wtedy doszłam do wniosku, że prawdziwy duch tego festiwalu zaginął - z przykrością wspomina Asia.
W dobrym kierunku
Reaktywowany Jarocin (20 - 22 lipca) w niczym nie przypomina buńczucznego festiwalu sprzed lat, podczas którego dominował punk rock i heavy metal. To w tym miejscu zespól Hey będzie obchodził 15-lecie swojego istnienia. Wystąpi też Myslovitz i Armia. Na dwóch scenach zagrają zespoły debiutujące kiedyś w Jarocinie i te, które zadebiutują w tym roku. Zobaczymy też gości zagranicznych.
Tydzień przed Jarocinem, w dniach 12 - 14 lipca odbędzie się w Węgorzewie szósta edycja Union of Rock, na której ponownie nie zabraknie znanych, zachodnich gwiazd, w liczbie o jeden więcej niż w Jarocinie. Zaproszono niegdyś bardzo popularnych Amerykanów z Dog Eat Dog, często koncertującą w Polsce Anathemę oraz mniej znane Robocop Kraus. Każdy z tych zespołów jest gwiazdą jednego z trzech dni festiwalu. Reszta zespołów to występująca w kółko polska czołówka tzw. alternatywnej muzyki.
Już w najbliższy weekend odbędzie się w Szczytnie kolejna edycja najmłodszego, najbardziej ekstremalnego pod względem muzycznym i najszybciej rozwijającego się festiwalu open air w naszym kraju - Hunter Fest.
- Bardzo miło wspominamy nasz ubiegłoroczny show w Szczytnie - wspomina Demon, gitarzysta Frontside. - Dlatego nie możemy się doczekać tegorocznego występu. Ten festiwal jest jedynym open air w kraju, który zrzesza corocznie parotysięczną grupę fanów metalowej muzyki i - co należy zaznaczyć - zrobiony jest w pełni profesjonalnie, zrealizowany z rozmachem, ze znakomitą obsadą gwiazd światowej czołówki, obok których z powodzeniem prezentują się rodzime kapele.
Osoby przybywające nad jezioro w Szczytnie i oczekujące na występy swoich ulubieńców, mają możliwość rozwijania horyzontów, gdyż Hunter Fest, wzorem najlepszych zachodnich festiwali, zaprasza zespoły prezentujące różne podejście do rocka i metalu. I tak już za kilka dni będzie można obejrzeć i posłuchać popularnych i polskich Acid Drinkers, Virgin Snatch, Frontside, organizatorów festiwalu z Hunter, ale też gości z całego świata: Sepultura (Brazylia), Samael (Szwajcaria), Kreator (Niemcy), Sick Of It All (USA). Razem dwadzieścia osiem zespołów. I oby wszyscy dojechali, bo nic tak nie wpływa na niezadowolenie publiczności, jak brak zapowiadanych gwiazd. Niestety Hunter Fest miał dwie takie wpadki w zeszłym roku.



Jarocin... To prawda - z klimatu starego Jarocina chyba nic ju nie zostao. Po... »
Już nie marudźcie na te festiwale. Bywam jeszcze na Woodstocku i jest ok,... »
Fajna sprawa ten wasz cykl tekstów ;-) »
Jeszcze 5 miesięcy i znowu rozpocznią się letnie festy. Huraaaa!!!! :) »