PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

KRAJ I ŚWIAT

Konwencja PiS / fot. PAP

Barwy kampanii

Tomasz Sawczuk
2007-08-27

Przemawiali Olszewski, Gilowska, Religa, premier Kaczyński, a nawet prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki i przedstawiciel PSL-Piast Janusz Wojciechowski. PiS konwentem w hali "Olivia" rozpoczęło kampanię wyborczą. Kampanię, która ma prowadzić do zwycięstwa. I wcale nie jest powiedziane, że cel nie zostanie osiągnięty.

Co prawda 84 proc., które najchętniej dostałby w wyborach parlamentarnych Jarosław Kaczyński (a z którego to żartu, nie wiadomo dlaczego, niektórzy wzniecali wielkie poruszenie), to mało prawdopodobny wynik. Niemniej, obecna przewaga PO nad PiS, oscylująca w granicach 10 proc. nie jest wcale nienaruszalna. Nie warto tu już nawet odwoływać się do nietrafionych sondaży sprzed poprzednich wyborów parlamentarnych. Warto przyjrzeć się kampanijnej praktyce i możliwym posunięciom obu stron.

Uczciwość ponad wszystko

Konwent PiS zapowiada zaś w tej materii wiele. Dla każdego było tam coś miłego. Dla ideologicznych prawicowców przemówienie byłego premiera, Jana Olszewskiego, który mimo heroicznego boju o sprawiedliwość poległ w walce z nieczystymi siłami postkomunizmu. Nie bez przyczyny upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego próbuje się porównywać do tamtych wydarzeń. Jan Olszewski w swoim przemówieniu skupił się głównie na wspominkach. Wspominki te mają jednak dość poważne znaczenie: legitymizują uczciwość i szlachetne intencje PiS-owskiego obozu.

Następnie Zyta Gilowska, która słowami "Donald, co cię napadło?", ponownie podkreślała uczciwość rządzących (na tym skupił się również Zbigniew Religa). Donald Tusk był w ogóle jednym z bohaterów spotkania, jego nazwisko wymieniane było wielokrotnie. Słusznie. Bez zdefiniowania politycznego konkurenta, przypisywania mu niegodnych intencji i niewłaściwych poglądów, PiS nie będzie miało szansy na odpędzenie od siebie oskarżeń choćby ze strony Janusza Kaczmarka. Temu także miały służyć słowa premiera o "niemieckości" środowiska gdańskiego w niedawnym wywiadzie dla "Wprost".

Ale i bez wypunktowywania sukcesów PiS-owi nie uda się ukryć przed wyborcami swoich porażek, których obraz próbuje wzmocnić swymi zagraniami opozycja. Temu właśnie miało służyć przemówienie Zyty Gilowskiej. Wzrost gospodarczy, obniżenie podatków - to według Gilowskiej niektóre z gospodarczych sukcesów rządu. Fakty, z którymi trudno dyskutować, a które można różnie interpretować, wysuwając liczne wątpliwości. Wątpliwości nie ulega jednak, że, nie wchodząc w głębsze dywagacje, PiS niezwykle łatwo może posługiwać się w kampanii argumentami ze sfery gospodarczej, mimo ciągłego podkreślania w mediach przez niektórych ekspertów i publicystów, że na finansach właściwie nikt się tam nie zna, a przywiązywanie wagi do gospodarki co najmniej nie jest domeną Jarosława Kaczyńskiego. Pytanie tylko, czy uda się tymi hasłami przykryć choćby problemy służby zdrowia.

Głosy za słowa

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że niezwykle istotny jest tu społeczny odbiór poszczególnych wydarzeń politycznych i haseł wyborczych. Można się spodziewać, że sprawa Janusza Kaczmarka, rzekome nieczyste prawnie i moralnie rządy PiS, budzi niesmak wśród wielu osób. Niebagatelny jest tu przekaz budowany przez opozycję, który musi zawierać mocne stwierdzenia ("państwo totalitarne" Kaczmarka jest już niemal śmieszne, ale porównanie działań służb za rządów PiS do praktyk służb w państwach komunistycznych przez posła Grasia z PO, w tym kontekście, jest trafione). Większość wyborców nie będzie się przecież wgłębiać w sprawę, która w dodatku jest dość złożona i w której trudno jednoznacznie orzec, kto mówi prawdę, a najbardziej prawdopodobne jest, że każdy po trochu. W końcu póki co dziennikarze łapią Kaczmarka, Leppera czy Ziobrę głównie na słówkach (a i to nie zawsze celnie), żadnej z tych postaci nie da się przy tym zupełnie przekreślić.

Zbigniew Ziobro jest z kolei dla PiS-u postacią ważną, na której z pewnością powinna być budowana kampania wyborcza. Ma duże zaufanie społeczne (ponad 50 proc.), umiejętność zagadania większości niewygodnych pytań i opinię sprawiedliwego szeryfa, czyli wszystko, co potrzebne, by przydać się w kampanii wyborczej. Ziobro nie przemawiał na konwencie PiS, jego zasługi wymienił jednak w swym przemówieniu Jarosław Kaczyński, wzbudzając najdłuższe w całym jego przebiegu oklaski. Minister sprawiedliwości może bowiem pójść w dwie strony: albo zostanie symbolem walki z układem i zwycięskim, nieugiętym prokuratorem, albo (jeżeli za dużo nakłamał) pójdzie na dno.

Czyja będzie Polska?

Same słowa Kaczyńskiego, wypowiadane do zebranej w Gdańsku publiczności, były dobrane dobrze. Kaczyński mówił dość przewidywalnie, ale sprawnie i zdecydowanie. Nie dało się odczuć niemal cienia problemów, jakie ciążą nad PiS niemal każdego dnia. Kaczmarek został przedstawiony jako cichcem przerzucony na tyły agent oligarchii (argument dość zabawny, ale jego logiczna wartość mogła przejść niezauważona w ciągu dobrze poukładanych stwierdzeń), problemy społeczne trudno było dostrzec, a polityka zagraniczna okazała się pasmem sukcesów. Znów powróciło "solidarne państwo", powróciły zapowiedzi sprzed dwóch lat. Jak twierdzi sam Kaczyński: "plebiscyt" IV RP przeciwko skorumpowanej i zepsutej III RP. Do swych pamiętnych słów z 1992 roku odniósł się także Jan Olszewski, ponownie pytając "czyja będzie Polska?".

To, być może, okaże się już 21 X. Choć samo "czyja", zupełnie nie jest jednoznaczne. Platforma zapewne nie osiągnie wyniku pozwalającego na samodzielne rządy. Zakładając, że do sejmu wejdzie również PiS, LiD i prawdopodobnie LiS, PO będzie musiało wybrać. Wybrać przede wszystkim własną tożsamość, rację ma w tej kwestii publicysta "Dziennika", Piotr Zaremba. Tożsamość, której na czas wyborów, z przyczyn praktycznych, i tak ujawnić jeszcze nie może. I mimo wszystkich przeciwności, w dalszym ciągu bardziej pragmatyczny wydaje się plan koalicji z PiS. I ze względu na fakt, że prezydentem jest Lech Kaczyński, i ze względu na kwestie programowe, i ze względu, jednak, na sprawy ideowe. To wszystko zdają się widzieć Paweł Śpiewak, Jarosław Gowin czy Jan Rokita. Postaci tyleż marginalne, co opiniotwórcze. Jądro partii woli w tych kwestiach milczeć. To milczenie wydaje się obecnie jedynym sensownym wyjściem. Nawet mimo faktu, że PO będzie zapewne dostawać cięgi za nijakość, brak wyrazistości i bezideowość. I to nawet od swoich zwolenników. Po trosze słusznie, po trosze nie.

Co najciekawsze, tę swoistą niechcianą konieczność, wyartykułował podczas swojego przemówienia Jerzy Kropiwnicki. Po tym, jak we wzniosłych słowach wyraził swoje poparcie dla rządu, trzeźwo zauważył, że koalicja PiS z PO jest prawdopodobnie nieunikniona. Zaapelował tym samym, by nie brać zupełnie poważnie ostrych słów ze strony konkurenta. Bo "Polska to wielka sprawa". Sugerował tym samym, że po kampanii, gdy minie czas retoryki, zacznie się okres działania. A wtedy wszystko powinno się zmienić. Być może. O ile oskarżenia ze strony Janusza Kaczmarka, to faktycznie stek bzdur...

Co po wyborach? Premier stwierdził w lipcowym wywiadzie dla "Wprost", że jeżeli PiS będzie miał mniej niż 280 posłów w parlamencie, całe kierownictwo nadawać się będzie do wymiany. Wygląda więc na to, że posłowie przed wyborami zwiększą liczebność sejmu. Platforma chciałaby w końcu zapewne jeszcze więcej.

magazyn
Komentarze

  • 2007-08-29 [falk_65@tlen.pl] Plebiscyt
    Jeżeli wybory i jeżeli ma wygrać PiS to musi być plebiscyt. »
Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2010.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.