Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.
SPOŁECZEŃSTWO
Ateizm - duchowa anoreksja
"Życie bez Boga jest możliwe. Życie bez Boga jest niemożliwe." - pisał przed ponad ćwierćwieczem Tadeusz Różewicz. Jego dylemat do dziś nie stracił na aktualności. Poglądy ateistów cieszą się dużą popularnością.
Znakiem tego jest istnienie i rozwój internetowego portalu Racjonalista.pl, prezentującego jadowicie antyklerykalne i antyreligijne poglądy, wokół których toczą się zażarte dyskusje licznych czytelników. Potwierdza to również niedawny sukces wydawniczy książki amerykańskiego biologa Richarda Dawkinsa "Bóg urojony". Autor ten zasłynął już w roku 1976 swą książką "Samolubny gen", przetłumaczoną na dwadzieścia języków. Dzieło to wywołało wstrząs nie tylko w środowiskach naukowych. Poruszało bowiem zagadnienia bardziej ogólne niż te, którymi zajmują się zwykle nauki biologiczne I to poruszało bezpardonowo:
"Jesteśmy oto maszynami przetrwania (survival machines) - zaprogramowanymi zawczasu robotami, których zadaniem jest ochranianie samolubnych cząsteczek, zwanych genami".
We wstępie do "Boga urojonego" tak wyjaśnia on swój zamysł:
"Założony przeze mnie cel tej książki zostanie osiągnięty, jeśli każdy religijny czytelnik, przeczytawszy ją pilnie od deski do deski, stanie się ateistą". Dalej pisze: "Nie będę tu występował przeciwko jakimkolwiek szczególnym przymiotom Jahwe, Jezusa, Allaha ani też innych konkretnych bogów: Baala, Zeusa czy Wotana. Sformułuję Hipotezę Boga znacznie ostrożniej: istnieje przewyższająca człowieka (nadludzka), nadnaturalna istota inteligentna, która celowo zaprojektowała i stworzyła Wszechświat oraz wszystko, co się nań składa, w tym również nas, ludzi. Celem mojej książki jest obrona przeciwstawnego twierdzenia: jakikolwiek wystarczająco złożony inteligentny byt, zdolny do twórczego zaprojektowania czegokolwiek, może powstać wyłącznie jako efekt złożonego i długotrwałego procesu ewolucyjnego".
Szkoda, że polemiki ateistów z postawą człowieka religijnego opierają się najczęściej na odgrzewanych, ponad stuletnich już argumentach ze scjentystycznego zamrażalnika. Człowiek jest istotą wyłącznie biologiczną, wszystko, czego nie można zbadać w laboratorium to czcze rojenia. Wobec wyrafinowania współczesnej nauki religia wygląda jak naiwna bajeczka. Religijni są nieudacznicy, którzy wobec braku perspektyw w tym życiu, pokładają nadzieję w przyszłym.
Błąd w myśleniu polega na sprowadzeniu wiary, duchowości i religii do rzędu zjawisk domagających się wytłumaczenia według empirycznych kryteriów. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie: to wiara uzasadnia fakty społeczne i psychiczne, a nie ma być przez nie tłumaczona. Drugi błąd polega na rozumieniu wiary jako konkurencji dla światopoglądu opartego na wiedzy naukowej. To z kolei problem, który można sprowadzić do pytania: po co malować, skoro można zrobić zdjęcie? Jednak, jak wiemy, wynalazek fotografii nie przyczynił się do śmierci malarstwa. Przeciwnie, uwolnił je jedynie od niewygodnej dlań funkcji dokumentacyjno-opisowej i pozwolił rozwinąć się w zupełnie zaskakujący sposób.
Podobnie rzecz ma się z religią i nauką. "Religia jest wymiarem głębi we wszystkich ludzkich aktywnościach" - pisał protestancki teolog Paul Tillich. Pozbawiona balastu poznawczego wiara, ma dziś szansę stać się nośnikiem sensu życia większego niż zarabianie, kariera i powodzenie w relacjach z ludźmi oraz przestrzenią poszukiwania wolności od codziennych lęków i pustki, która coraz częściej jest drugim imieniem zachodniego dobrobytu.
Ateistyczny front nie zdoła chyba wymyślić już nic nowego na swą obronę. Od czasów Mircei Eliadego wiedza antropologiczna i etnologiczna ukazuje coraz bardziej nieodparcie, że utrata duchowości jest amputacją najważniejszego kulturotwórczego organu, jest ingerencją w rdzeń tożsamości całej społeczności i jej członków z osobna. Życie duchowe to po prostu wciąż jeszcze powszechna potrzeba, a nie wynik filozoficznych dociekań. Można się zastanawiać, co by było, gdyby ta potrzeba zanikła, ale absurdalne jest jej kwestionowanie.
Fakt jako konstrukt teoretyczny powstał wraz z narodzinami socjologii w drugiej połowie XIX stulecia. Termin ten oznacza to, co poznawalne zmysłowo i poddające się systematycznemu badaniu naukowemu. Filarami swych teorii uczynili fakt ojcowie założyciele współczesnych nauk społecznych Emile Durkheim i August Comte. Mówili oni o "fakcie społecznym" jako o podstawowej jednostce składowej życia zbiorowości i każdego człowieka z osobna Podstawowe założenie ateistycznej wizji świata brzmi: fakty społeczne wyczerpują rzeczywistość.
Jednak to, co użyteczne dla rozwoju naukowego obrazu świata nie zawsze daje się wpisać w egzystencję osoby ludzkiej i niekoniecznie wyczerpująco tłumacz jej doświadczenie świata. Jak nazwać na przykład nasze przeżycia wewnętrzne? Według kryterium faktyczności nie istnieją. Nie ma miłości, nienawiści, zachwytu, nie mówiąc już o nieokreślonych odczuciach i nastrojach. Świat oglądany wyłącznie przez pryzmat faktów to świat wyprany z tego, co specyficznie ludzkie. To świat, w którym nie moglibyśmy istnieć jako odrębne jednostki, lecz jako bezosobowa masa.
Psychologia zaczęła ostatnio używać terminu "anoreksja emocjonalna". Opisuje on niezdolność do tworzenia trwałych, bezinteresownych więzi emocjonalnych opartych na afirmacji drugiej osoby, lęk przed zaangażowaniem i odpowiedzialnością. Wydaje się, że postawa wojujących ateistów jest duchową odmianą takiej anoreksji. Wynika ona z utraty kontaktu z jakąś przestrzenią własnego jestestwa, która jest odwieczna i wspólna z większością ludzi wszystkich czasów. Jej skutkiem jest zagubienie najpowszechniejszej ludzkiej nadziei na całkowite przezwyciężenie własnej skończoności, dezintegracji moralnej i uwięzienia w czasie. Nie przyjmuje do wiadomości, że życie człowieka we wszechświecie, mimo że jawi się on jako okrutny i bezrozumny, ma sens. Ale tego nie można wiedzieć. W to, podobnie jak w miłość, można tylko uwierzyć.



brawo za ten artykuł, oddaje on niestety dosyc celnei stan duchowy częsci... »
najsilniejszym argumentem ludzi wierzących, jest to że przywoływane są po... »