PUBLICYSTYKA
SONDA
Czy w Polsce żyje się dobrze?
NA FORUM
Projektowanie i tworzenie stron Katowice.
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

WIADOMOŚCI

Ash: Jeśli UE nie weźmie się w garść, świat nadal będzie ją ignorować

PAP / MK
2007-06-21

Jeśli Unia Europejska nie weźmie się w garść, świat nadal będzie ją ignorować - ostrzega w czwartkowym numerze dziennika "Guardian" Timothy Garton Ash.

"Jeśli Wielka Brytania, Polska lub Holandia uniemożliwią teraz osiągniecie porozumienia, jedno jest pewne: z nadejściem 2009 roku UE będzie nadal nieobecna w świadomości Amerykanów. Jej głos nie będzie w świecie rozpoznawalny i słuchany. A ja, jak wielu innych, zwrócę uwagę na Chiny i Indie. Przynajmniej one będa zmierzać w jakimś konkretnym kierunku" - pisze Ash.

Według niego, UE musi przemawiać mocnym głosem, gdy w 2009 zostanie wybrany nowy prezydent USA. "Wreszcie musi paść odpowiedź na pytanie: +Jaki mam wykręcić numer, żeby się połączyć z Unią Europejską?+, prawdopodobnie niesłusznie przypisane Henry'emu Kissingerowi. Nawet najpotężniejsze państwa UE - Niemcy, Wielka Brytania i Francja - nie są wystarczająco duże, by samodzielnie coś znaczyć. Widzieliśmy to przy okazji wojny w Iraku i widzimy dziś w stosunkach z Rosją" - podkreśla publicysta.

Jak ocenia, rozpoczynający się w czwartek szczyt UE w Brukseli przesądzi o tym, czy wspólnota będzie potrafiła stać się najważniejszym strategicznym partnerem USA na najbliższe 20 lat. W jego ocenie Unia jest na papierze największym blokiem bogatych i wolnych państw obok USA i dorównuje im we wszystkim z wyjątkiem potęgi militarnej. Nie dotyczy to jednak polityki zagranicznej.

"To najważniejsza kwestia, którą nowy traktat UE powinien zmienić. Każdy element proponowanych zmian instytucjonalnych umożliwiający UE spójniejsze podejmowanie decyzji, skuteczniejsze ich realizowanie i przemawianie w świecie zdecydowanym głosem ma kluczowe znaczenie. Cała reszta to zabawa" - uważa Ash.

Powołując się na "swoje źródła" w UE, publicysta pisze, że porozumienie na szczycie UE w największym stopniu mogą udaremnić Holandia, Wielka Brytania i Polska.

Holandia przedstawiła szereg warunków zatwierdzonych przez parlament, ale - jak pisze Ash - "coś mi mówi, że w kwestii ich żądań możliwy jest kompromis".

"Konserwatywni i nacjonalistyczni polscy bliźniacy", "tkwiący w XIX-wiecznym sposobie myślenia", też - jego zdaniem - nie muszą zablokować porozumienia. "Trudno przeceniać upór Polaków. W porównaniu z ich walką z nazistami i sowiecką okupacją słowne potyczki w Brukseli to kaszka z mleczkiem. Ale także tutaj można dojść do kompromisu, na przykład zostawiając kwestię ważenia głosów do decyzji Konferencji Międzyrządowej" - uważa Ash.

W jego opinii najtrudniejszym orzechem do zgryzienia jest Wielka Brytania, która sprzeciwia się przyznaniu urzędom UE istotnych prerogatyw, np. nazywaniu unijnego ministra spraw zagranicznych ministrem, przewodniczeniu przezeń Radzie Ministrów Spraw Zagranicznych i daniu mu do dyspozycji "służb zagranicznych".

"To całkowicie wykastruje to stanowisko, które moim zdaniem jest bodaj najważniejszym potencjalnym punktem traktatu. Tytuł ministra spraw zagranicznych jest nieistotny, a nawet mylący (ministrowie to urzędnicy na szczeblu krajowym). Ale aby głos UE był słyszalny na świecie od 2009 roku, UE koniecznie powinna mieć stałego przewodniczącego Komisji Europejskiej(...) i nowego bossa spraw zagranicznych, nazywanego na przykład sekretarzem generalnym (...). Wtedy następcy Kissingera będą wreszcie mieli gdzie zadzwonić" - podkreśla Ash.

magazyn
Komentarze

Copyright (c) Magazyn Internetowy LEAD.pl 2007-2012.
O nas   Redakcja   Reklama   Kontakt     do góry
Lead - kiedy myślisz, że napisano już wszystko.